• Wpisów:2853
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:74 143 / 3570 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
OMG SZCZERY NAPAD SZCZESCIA, NIE MIALAM TEGO OD BARDZO DAWNA
I NIE WIEM CZYM TO SPOWODOWANE, CZY TO SZKOLA TAK NA MNIE DZIALA, CZY PATTI LUPONE W COMPANY NEXT YEAR, CZY CHARLOTTE W MOIM SERCU, CZY ZE ZA DWA TYGODNIE WIDZE HANNAH W COPENHADZE, CZY CO, ALE CHWILOWO JESTEM BARDZO SZCZESLIWA

I pewnie nie zdaze do konca napisac, bo Aiden juz przyszedl. Jestem troche zla i zastanawiam sie, czy nie zamienilabym opuszczenia pierwszego tygodnia z lazeniem do kina w Poznaniu, bo teraz serio musze wszystko nadrabiac i siedziec sobie dzisiaj caly dzien przed komputerem w office i robic research o Twelfth Night, mam indywidulanie health and safety...
Wczoraj bylo bardzo fajnie, pol dnia spedzilismy przed komputerami, ale nie bolaly mnie nawet oczy. Na koniec dnia pomagalismy z get in, co bylo bardzo ekscytujace, bo jest to normalna produkcja. Byl z nami stage manager i rezyserka, ktora zrobila problem, bo stol nie byl kwadratowy. Directors, lol. Bylam jednak zmeczona, wiec cieszylam sie, jak kolo 5.30pm puscili nas do domu.
Jechalam na King's Rd po notebook i bylam bardzo zla, bo po dwoch godzinach stania w korku i spaceru na ostatnich silach, nie mialam nic. Brzydkie maja teraz notesy w Tigerze, wszedzie indziej tez A potrzebuje cos, z czym bede sie czula zwiazana.
O, ktos nastepny przyszedl, I'm off.
 

 
Ale mialam wczoraj super dzien. Od dluzszego czasu nie bylam taka szczerze radosna.
Nie za sprawa szkoly. Podobalo mi sie i lazenie po parku i nagrywanie dzwiekow zlecialo szybciej niz sie spodziewalam, ale nie zostalam przez to wszystko jeszcze porwana. Podoba mi sie i chce tu zostac, ale obawiam sie, ze nie bede tego kochan na tyle, zeby bezbolesnie spedzac tutaj cale dnie. Anyway, juz po zajeciach, jak czekalam w biurze na Dylana, ktory mial mi zrobic zdjecie, odczytalam maila z festivalu w Copenhadze. Moge tam jechac na voluntariat... Ktory zaczyna sie juz za tydzien, a nie chce na razie zrezygnowac ze szkole. Mam nadzieje, ze udaloby mi sie zrobic zmiany tylko przez te 2 dni. Przegladalam nieuwaznie program zmian i OMFG ANDREA REZYSER HANNAH TAM BEDZIE I JEST ZMIANA, ZEBY ODEBRAC GO Z LOTNISKA I ZAWIESC DO HOTELU. Przeczytalam to i wybieglam ze studia z zapaartym dechem. Pierwsza histeria w szkole z powodu Charlotte zaliczona. W zyciu nie bylam tak zla, ze nie mam prawa jazdy, ale pozniej sie uspokoilam i doszlam do wniosku, ze tak jest nawet lepiej, bo przeciez nie moglabym Go wypytywac o Charlotte, bedac Jego kierowca. Pozniej wiec tylko cieszylam sie z tego i nie moglam ogarnac, ze bedzie na tym samym screeningu co ja. Musze porzadnie przemyslec, jak chce z Nim porozmawiac.
Dylan nie przyszedl, a musialam wychodzic, zeby przedostac sie w rush hour na druga strone Londynu. Nie zdazylabym autobusami, wiec musialam przesiasc sie na metro, ktorym tak rzadko teraz jezdze.
Pozostalo mi jeszcze odebranie biletu dla 18s. Zastanawialam sie, czy nie poczekac, az bedzie przy box office wiecej osob. Byl to szczesliwy dzien, wiec bez problemu sie udalo; spojrzeli tylko na moje nazwisko. Mialam najlepsze miejsce. Cieszylam sie, ale wolalam sie specjalnie nie ekscytowac, bo wszystkimi musicalami ostatnimi czasy jestem disappointed. NIE TYM RAZEM. Perfect show. Soundtrack mi sie spodobal tak, ze teraz ciagle slucham. Probuje teraz do wszystkiego odniesc Follies, ale nie potrafie. Nie bylo tez za dlugie, wiec moglam o normalnej godzinie dojechac do domu, gdzie wlaczylam sobie na chwile Project Runway, po czym padlam.

Czwarty dzien of sound. Mam wrazenie, ze jestem tu juz miesiac...
 

 
Zastanawiam sie, czy bede kiedys na tyle rozsadna, ze przestane popelniac male bledy logistyczne, jak np kupienie biletu dla under 18s... Mam nadzieje, ze mi to zamienia.

Wczorajszy wieczor byl spelnieniem marzen. Nie pamietam kiedy ostatnio bylam o 8pm w domu. Pogoda byla piekna popoludniu, wiec z radoscia wybralam sie na King's Road, zeby kupic jakies normalne jedzenie. Jak skonczylam zakupy, bylo juz ciemno, wrocilam do domu, obejrzalam Bake Off, Project Runway, popatrzylam na Charlotte, za ktora sie caly dzien stesknilam i padlam.

Mowilam rano Karolinie wlasnie, ze przez to codzienne, regularne wstawanie, czuje sie jakbym byla z powrotem w liceum, a nawet w gimnazjum.
 

 
O, nice, pisalam zaraz przed wyjsciem do Rzymu. Pierwsze dni mam nawet spisane w zeszycie. Very nice indeed.

Rome/Venice

5.55pm Stansted Airport
Ok, let's start moj nowy zeszyt od appalling customer service na lotnisku. Dobrze, ze bylam 3 godziny przed czasem, bo bym sie jeszcze bardziej zdenerwowala. Denerwuja mnie ludzie ogolnie. Sama sie denerewuje... Tyle podrozuje, a nie zainwestowalam jeszcze w poduszke na szyje.

1.40AM, Rome, CS
Trafilam w 10 z Couchsurfingiem znowu! Ide spac!

1.43PM, Castle Angele
Musze przyznac, ze nawet udaje mi sie nie bycie dzisiaj totalnie restless. Nigdzie sie nie spiesze, bledze, wlasnie spontanicznie po sprawdzeniu calkiem niezlego stanu konta, kupilam bilet na zamek i jestem mega glad, ze I did, bo jest stad najpiekniejszy widok na cale miasto. Przespacerowalam juz ponad 10km, zaczynajac od Colloseum. Jedna z atrakcji, ktora mnie nie zawiodla. Jest tak samo niesamowite w srodku, jak sobie wyobnrazalam. Denerwowali mnie tylko wszedzie turysci i tour guides z bad angielskim. Potem przespacerowalam sie na wzgorze jedno, gdzie byl przepiekny ogrod, po drodze kupilam arbuza, springkles na trawie robily tecze, bylo tam przepieknie. Pozniej przespacerowalam sie na drugi punkt widokowy i bylam bardzo zadowolona z obranej trasy, bo wszedzie bylo pusto. Inaczej tu troche nie sobie wyobrazalam, czy pamietalam. Paris it ain't i dobrze, bo nie dalabym rady z kolejnym miastem. Ide teraz pochodzic po uliczkach w centrum i zaliczyc jakies galerie sztuki. A wieczorem motor z moim przemilym Couchsurfere, ktory ma 5-pokojowe mieszkanie, w ktorym mam swoj wlasny pokoj z balkonem.

6/09/17, 10.10AM, Ciampiano
Fuck, ale jestem zmeczona. Ledwo dlugopis trzymam. Przeszlam wczoraj 32km, po czym przez 5 godzin zjezdzilam Rzym dookola na motorze, co tez wymaga troche energii, zeby sie na nim utrzymac.
Byl to jeden z najlpiej zorganizowanych dni. Po zamku przeszlam wreszcie do uliczek w centrum, ktore nie sa tak ? jak w Paryzu i za bardzo crowded. Poszlam tez do the Trevi, po czym znalazlam restauracje na uboczu. Spcaerowalam sobie pozniej bez pressure w strone parku i muzeum. Zdecydowalam sie na sztuke wspolczesna, bo bylo taniej i mieli Moneta Usiadlam pozniejna schoadch i czekalam na Carlo. Nie mielismy zadnego konkretnego planu, wiec objechalismy najpierw centrum dookola, skad widzialam najpiekniejszy widok na Vatican City ever. Jezdzenie motoroem to moja ulubiona activity na swiecie! Wyjechalismy tez poza miasto na pierwsza ulice ever, Via Appia, gdzie bylo pusto i pieknie; szkoda tylko, ze drzewa zaslonily nam zachod. Wrocilismy juz po zachodzie i jak piekne bylo miasto noca! Przystanelismy na spacer przy the Trevi i kawe w Macu Pozniej podjechalismy do miasteczka studenckiego, gdzie wpadlsimy na dwochh super-hot znajoymych Carlo. Planowalismy isc na koncert metalowy, ale wstep byl platny, plus bylam mega zmeczona. Carlo mnie wkuriwil, bylam mean i wrocilismy do domu. Znowu nie do konca sie wyspalam. Lece zaraz do Trieste. Wysylam maile i wylaczam telefon...

lol, nie wierze, ze pomiedzy poprzednim wpisem zdazylam zwiedzic cale miasto. Naladowalam tylko energie wspinac sie do gory az dotarlam do zamku. Kolejna nieplanowana atrakcja za £2, z widokiem na cale miasto. Zeszlam pozniej w dol kolo pieknego rzymskiego teatru i dotarlam na przepiekny jasny plac, gdzie przeszlam na molo. Pozniej znalazlam Coopa, zeby zrobic spozywcze zakupy na droge. Spcaerowalam pieknymi uliczkami az cos mnie naszlo, zeby podejsc na ostatnia chwile do muzeum teatru. Byla tam przemila kobieta. Mialam cale muzeum dla siebie. Pierwsza runde przebieglam, zeby wszystko zobaczyc, po czym przeszlam na spokojnie, fotografujac tez schody i sufit Podeszlam pozniej na dworzec, wszystko jakos latwo tu idzie. Polowe transy byla nad samym wybrzezem. Dotarlam do Venecji, w 10 minut dotarlam do hostelu. Jestem teraz i ide plakac uliczkami Venecji.

6/9, Venice
OMFG, jestem caly czas w stanie pre-crying. Nie wiem co cos mi probuje powiedziec przez to ze wyladowalam w pokoju na square, skad mam najpiekniejsze wspomnienia z tego roku i widze dokladnie miejsce, w ktorym Ja spotkalam. Az zal mi bedzie sie jutro przenosic gdziekolwiek.


Poznan
Ah, jaki hectic byl ten powrot. Milo bylo nie musiec przechodzic przez kontrole paszportowa na lotnisku. Mama stala pod samym wejsciem, przechwycilam szybko torby robiac przy tym mala awanture i przenioslam sie do samochodu Oldzi i Jagody. Jak bym chciala wrocic do tego momentu i przezyc ten wieczor troche bardziej na spokojnie. Przez to ze mialam tylko jeden wieczor, chcialam wszystko zrobic za szybko. Nie moglam sie skupic na momencie. Dochodzila tez do tego toczaca sie akurat na zywo ceremonia wreczenia nagrod w Venecji i to, ze Charlotte tam byla, czyli wiadomo bylo, ze wygra. Dojechalam na miejsce, przywitalam sie z paroma osobami i z histeria zamknelam sie w domku z telefonem Oldzi, bo mialam problem z zasiegiem w moim. Dosiadla sie do mnie po chwili Lenko i przezylysmy razem ten moment, po czym zaczela sie Charlotte histeria, ktora przeszla w zyciowa histerie, czyli standardowo, moglam jednak w tych specjalnych okolicznosciach postarac sie nad nia troche bardziej zapanowac. W koncu wyszlam do ludzi, bylam pol dnia picia alkoholu za Nimi plus bylam zmeczona. Eh, naprawde, za szybko mi ten wieczor zlecial. Najgorsze jest to, ze nie pamietam nawet zadnej deep rozmowy, a naprawde chcialam sie na spokojnie dowiedziec, co u wszystkich slychac Glownie tanczylismy i staralismy sie wybrac hity. Wytrwalam prawie do samego konca, kiedy z Julia zasnelysmy w domu na kanapie.

Najbardziej podobal mi sie poranek. Wstalam pierwsza, wykapalam sie wreszcie na spokojnie, posprzatalam oba stolu, zrobilam sobie herbatke, porobilam zdjecia, usiadlam na kanapie, na dworze padalo, w domu bylo przepieknie. Ah, taki chill po tym szalonym wyjezdzie. I cos bardzo comforting bylo w tej ciszy, wiedzac ze po calym domu spi Columbus <3 Powoli wszyscy sie budzili, wiec poszlam do pokoju do Dziewczyn, pozniej do Oldzi i Jagody, w koncu wszyscy zebralismy sie na sniadanie.
Nie moglam juz dalej uciekac od reality, wreszcie zebralam sie, zeby sprawdzic bilety powrotne do Londynu. Byly tak drogie, ze nie bylo opcji, zebym wracala nazajutrz, co pewnie wiazaloby sie z zawaleniem szkoly totalnie, zanim ja nawet zaczelam. Postanowilam to jednak odlozyc na popoludnie Przez cala droge powrotna, minutowa wizyte u Tomka na schodach i popodunie u Werki nie moglam przestac jednak o tym marudzic... U Werki bylo domowo, jak zwykle, ale nie moglam juz wysiedziec ze zmeczenia.
W domu sprawdzilam dokladnie bielty i zadecydowalam, ze zostaje w Poznaniu do piatku. Oczywiscie balam sie wyslac maila do szkoly, co zrobilam dopiero w hmm srode rano? Jakos nie przejmowalam sie tym wszystkim za bardzo, bo wyjazd w Poznaniu sie sam ulozyl, tak ze w ogole nie zalowalam, nawet jesli w Londynie wszystko zawalilam.

W poniedzialek rano pobieglam do Moniki na kawe <3 Zawsze sie ogromnie ciesze, jak uda nam sie tak posiedziec, jak za starych, latwych czasow. Wieczorem chcialam isc do kina i OMFG GRALI L'AMANT DOUBLE FRANCOIS, NAPISALAM DO MARCELI I SZLYSMY NA TO WIECZOREM! Najlepsze filmy graja w Poznaniu! Ale bylo cudownie. Film i caly wieczor. Pospacerowalysmy po filmie chwile, przezywajac i wrocilam do domu.
Nastepny dzien tez zaczylam od spotkania z Monika, ktora odprowadzilam na przystanek. Pozniej szlam do Noska na herbatke, gdzie sie troche rozgadalam o Charlotte, a wieczorem planowalam isc na Annabelle, ale spotkalam sie na moment z Oldzi, Jagoda i Ich znajomymi, i zabralam sie do kina z Nimi I OMG SO GLAD I DID, bo 'The Square' bylo genialne.
W srode standardowo poszlam do kina, tym razem na Buglarska na wloska komedie mojego ulubionego typu, wszyscy siedza przy stole i zaczynaja sie klocic.
W czwartek rano Lenko wyciagnela mnie na 10-kilometrowa przejazdzke rowerem w deszczu. Jest niesamowita z tym bieganiem i rowerem, ledwo dawalam za Nia rady. Wieczorem, surprise, surprise, poszlam do kina na 'The Begulied', ktore z tych wszystkich filmow bylo najgorsze. Znalazlam tez plakaty '45 Years' w pudelku.

And that was it. Polozylam sie w miare normalnie spac, bo o 4 rano wstawalam na samolot o 6 rano.
Ciesze sie, ze zostalam w Poznaniu na te pare dni. Posiedzialam sporo z Dziadkami, wzajemnie doprowadzajac sie do szalu. Probowalam sobie tez cokolwiek ulozyc w glowie, ale w domu w Poznaniu sytuacja jakiemukolwiek porzadkowi nie sprzyja. Zjadlam tez tone frytek.

LONDOOOON
Musze opisac moj ostatni weekend wolnosci. Wrocilam w piatek rano i w autobusie z lotniska kupilam na wieczor bilet na 'Prism' z Robertem <3 Chcialam w domu odpoczac, ale nie udalo mi sie pospac. Mam tylko Oysterke na autobus, wiec musialam sie tez zbierac pare godzin wczesniej. Odebralam bilet, poszlam na kawe i frytki do Maca, i wrocilam do teatru, gdzie na drzwiach toalety odkrylam, ze JONATHAN KENT BEDZIE REZYSEROWAL W HAMPSTEAD SZTUKE! 'Prism' bylo swietne, Robert ma cudowny glos i jest charyzmatyczny jak Imelda. Dzieki temu wyjsciu od razu poczulam sie z powrotem w domu i cieszzylam sie, ze jestem, nawet ze wszystkimi nadchodzacymi problemami.
W sobote powrot do RAH! Jesu, jaka bylam relieved, jak ogarnelam, ze nie mam normalnej zmiany, tylko trening. Stesknilam sie za tym miejscem i nie moglam lepiej powrotu sobie wymarzyc niz siedzenie przez caly dzien w pieknej Codzie, popijac herbate za kawa. Nawet mi sie nie dluzylo, ciekawie sie slucha pytan innych, robilismy tez prace w grupach, pozakradalam sie do autidotirum, zeby porobic zdjecia. Gdzie ja lecialam po treningu, hmm... Aaa, wiem! Rano odswiezalam przez 2 godziny strone, az udalo mi sie kupic bilet na 'Mosquitoes'. Udalo mi sie zaliczyc fitting na treningu jako pierwsza, wiec mialam wystarczajaco duzo czasu i zdazylam wpasc na herbatke do Karo i Alanny, i na makaron do Karoliny A na koniec Narodowy, GDZIE OMFG ZOBACZYLAM DAME HARRIET WALTER I OKAZALO SIE, ZE IDZIE NA TO SAMO CO JA, I ZE SIEDZI NAPRZECIWKO. Byl tez Jude Law i Rebel Wilson, ale Oni mnie nie obchodza. Ciezko bylo nie zerkac na Harriet co chwile, zwlaszcza, ze byla idealnie podswietlona przez set. Sztuka byla zajebista, ale mialam wrazenie, ze mogla byc jeszcze lepsza. Po teatrze wrocilam wykonczona do domu.
W niedziele kolejny powrot, tym razem na zmiane do The Globe. Tluklam sie autobusem mega dlugo, bo 11 nie dojezdza teraz do konca. Ah, jak sie cieszylam na biscuits i ehrbatki. Bylam niestety na glass doors, a chcialam zobaczyc nowa produkcje, ale posiedzialam przez ponad godzine w srodku, bo dawalam breaks Upper North. Bardzo mila zmiana, patrons byli bardzo bili. Z The Globe przeszlam szybko Southwark do Guildhall na Open House i nie moglam uwierzyc, ze nigdy tam nie bylam. Przepiekna jest ta galeria. I nawet teatr antyczny w srodku. Nie mialam pojecia o tym miejscu, myslac chyba, ze to ten sam budynek, co szkola teatralna. Oblecialam wszystko szybko, bo spotykalam sie z Karolina w kinie przed Belle de Jour, zeby obgadac na zywo cala sytuacje. lol, dziwnie sie teraz o tym pisze, bo moje myslenie od niedzieli sie bardzo zmienilo. Anyway, film byl super (musze sie nauczyc jakichs nowych przymiotnikow), wrocilam do domu wykonczona.

Udalo sie! Nadrobilam wszystko oprocz Venecji...
 

 
Ok, let's do this. Ciesze sie mam nowy przytulny room z komputerami, gdzie moge sobie o kazdej porze dnia siedziec i pisac bloga, bo jest o czym i nie chce miec tutaj gap, jak bede chciala sobie te w przyszlosci stare, ciezkie czasy przypomniec.
Pomijam na razie Rzym, Venecje omg i Poznana, skupie sie na nowej drodze zycia, czyli drama school, ktora zaczelam wczoraj.
Nie chcialo mi sie tutaj rano przychodzic to lekko powiedziane. Dojechalam oczywiscie godzine za wczesnie, bo korki sa chyba tylko w strone Clapham Junction i spedzilam godzine lazac w kolko po ponorum parku i nagrywajac Karolinie nieskoczone wiadomosci z argumentami przemawiajacymi za tym, ze jednak te szkole rzucam. Chcialam dac tej opportunity szanse though. Ale doszlam do wniosku, ze moge to wszystko przesunac na przyszly rok.
Tak dziwnie o tym pisac w paru akapitach, bo od dwoch tygodni nie mysle o niczym innym. I tor myslenia zmienil sie o jakies 90 stopni od samego poczatku dnia pierwszego, kiedy wszyscy bardzo mile mnie powitali, zostalam zaprowadzona do naszego studia, gdzie jestesmy na kursie jedynie w piatke. W ogole nie czulam, ze ominal mnie ten pierwszy tydzien, czy z ludzmi, czy z praca.
Wszyscy zaczynalismy sound z Tomem, ktory siedzi wlasnie za sciana i jest naszym tutorem przez pierwszy tydzien, kiedy robimy tylko sound. Usiedlismy w teatrze i zaczelismy rozkladac na czynniki efekt dzwiekowy szczekajacego psa, wsominajac rozne produkcje i teatre, i czulam sie tam bardzo na miejscu. W skrocie bardzo mi sie spodobalo i nie zamierzam tego rzucac, a nawet pociagnac jak najdluzej sie da. Bedzie ciezko, bo sa to jednak dlugie dni. Po poludniu zaczelo mi sie troche dluzyc, pomimo ze robilismy ciekawe rzeczy i dobrze nam sie wspolpracowalo. Pod koniec zajec bylam wykonczona, a musialam zostac dluzej, zeby course leader i tutor przeszly ze mna przez niektore rzeczy z induction week. Dopiero wtedy doszlo do mnie, ze jestem w szkole i bede musiala po raz pierwszy w zyciu ciezko pracowac na jej zaliczenie. Przytlaczajaca jest ilosc informacji i rzeczy, ktore bede miala zrobic, nie do konca ogarniam co i kiedy, ale ufam temu kursowi, milion razy lepiej zorganizowanemu niz moje studia na uni, ze wszystko po kolei bedzie sie stawalo jasne.
Pozniej pierwszy powrot do domu w rush hour, ale wsiadlam w 77 i podjechalam bezposrednio do kina, gdzie uratowal mnie Monster i nie zmruzylam oczu nawet na chwile, pomimo ze byl to 2-godzinny film. Opowiedzialam tez Karolinie szcegolowo o pierwszym dniu i bardzo jestem wdzieczna, ze mam taka cierpliwa i inspirujaca przyjaciolke. Film byl interesujacy, wiec zostalysmy na Q&A.
Po wejsciu do domu staqrczylo mi sil na przebranie sie w pizame.

Nie powiem, ze w podskokach dzisiaj przyszlam do szkoly, ale nie nie chcialo mi sie, wiec jest naprawde ok. Jakos szybciej dzisiaj leci, caly czas robimy praktyczne cwieczenia, po lunchu chyba na komputerze, wiec moze nie bedzie to szczegolnie meczace.

Chce korzystac z wieczorow poki mam jeszcze sily, ale dzisiaj musze pojechac na King's Rd i sie ogarnac. Musze tez pomyslec o jakichs witaminach i jedzeniu, bo przez to glownie brakuje mi sil. Tez powoli zaczynam sie martwic pieniedzymi, bo dostane mega mala wyplate w przyszlym tygodniu, powinnam pick up jakies zmiany, ale nie mam nawet kiedy...
 

 
Jak inaczej wyglada moje zycie teraz niz 15 dni temu... Postaram sie nadrobic po zajeciach... Charlotte, give me strength...
 

 
Zaraz wyruszam do Rzymu. Przez ostatnie dni towarzyszyl mi stres zwiazany z niezaplaconym rent i nadal nie wiem, co zrobic, bo landlorda nie ma teraz w domu i nie mam jak Mu tego przekazac. Skonczy sie jak zwykle z smsem i wylaczeniem telefonu. Mam tez dwa wazne maile do wyslania, do pracy i do szkoly, wiec pewnie przez caly wyjazd bede miala wylaczony telefon Nie zalatwilam tez jeszcze noclegu w Venecji. lol, juz widze jak sie relaksuje.

Ostatnie dwa dni w pracy byly spoko. Przedwczoraj bylam bardzo zestresowana zawalona wozkami platform, po czym spedzilam 2 godziny na Door 1 sluchajac fascynujacyj opowiesci Keitha. Wczoraj podwojna zmiana, siedzialam na koncercie i nie moglam utrzymac oczu otwartych. Dowalilam sobie jeszcze pointless wycieczke na Oxford St. Ostatni Prom zlecial dosc bezprobleomowo. Mam nadzieje, ze wytrzymam w tej pracy do przyszlego roku, bo uwielbiam Proms.

Dzisiaj ostatni spacer przez cala King's Road, kupilam rajstopy, ksiazke, gifts dla potencjalnych Couchsurferow i wydrukowalam bilet na autobus.

Off I go... Dopiero okolo polnocy bede w Rzymie, ale wychodze wczesniej na wypadek jakichs wypadkow na autostradzie, co by sie nie spoznic znowu na samolot...
  • awatar Gość: jożem se wyszed wczoraj na zopole i tak se kminie a może toto i tak bedzie łod jutra można zaczonć urabioc bo to nie wiadomo loczego taki nacisk na to kłado te unijne mondrole tom se poszed tam w strone tego krezusa co to niby lokalny patriota i stawio te magiazyny ale se mysle co bede szedł i wzionem wsk ino na kopa nie chciała iśc tom na pych ożywił i znowu ta chłolira mi grozina że dentki poprzebijo bo ji drób się łot zapachu z kumina i wercynia buntuje i bedo straty bo nie bedzie dukatów z handlu na wolnym wybiegu szczensliwych jojek no i żem dojechon i tako rozmowe fascynujonco z Jonem przeprowadził ponad 2 godziny. Ale se wstrzonsnołem motorem i jeszcze chlupneło benzynom to se mysle jade dali na wyciecke bo jeszcze mom tyle siana ze wystarcy. No i jakżem przejechon koło sklepu tom se kupił fajki i piwo jakby somsiot przyszedł na gryla wieczorem. Jakżem tak wracon byłem koło północy bo mi wachy brakło ale piwko było to mi wisiało ino żebym sie na unujne łobowiązki nie spaźnił...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Johannes Brahms jest moim best friend nowadays. Tylko jak slucham Jego muzyki, potrafie sie na chwile wylaczyc i nie boli mnie glowa.
Bede teraz tutaj spamowac, zeby nadrobic te wszystkie puste dni.
Nie chce mi sie isc do pracy, thanks goodness, ze dzis tylko 4 godziny.
Jestem zla, ze jestem w tak zlym nastroju, ze nie chce mi sie nawet jechac do Rzymu. Tam przynajmniej mam gdzie spac, gorzej z Venecja. A naprawde powinnam ten wyjazd wykorzystac na 200%, bo przez dwa miesiace nie bede miala zycia. Nie chce nawet myslec o szkole teatralnej teraz. Ani o tym, ze musze wyslac jakas zmyslona wymowke, zeby usprawiedliwic sie z nieobecnosci pierwszego dnia. Troche dziwnie z takim wieku zaczynac cos zupelnie nowego. Mam wrazenie, ze juz troche sobie zawalilam zycie.

Gdyby tylko byla na festivalu jakas okazja to milego kontaktu z Charlotte... to i tak nie powinnam z Niej skorzystac, zeby Jej jeszcze bardziej nie wystraszyc. Ja pierdole, dlaczego od stycznia sie wszystko tak downhill potoczylo. Nie zasluzylam na az takie nieszczescie...
 

 
While I marnuje kolejny poranek, moge rownie dobrze opisac wczorajszy Prom. W trojke mialysmy wczoraj zly nastroj, ktory znacznie poprawil nam sie, jak dotarlysmy do RAH. Czulam sie mega dumna, ze to moje miejsce pracy i fajnie bylo wpadac na wszystkich colleagues. Jednak wpadka na samym poczatku, jak Tom wykryl, ze Dziewczyny nie maja dobrego numeru w kolejce i wyslal Je na koniec. Bylo mi wstyd, lol. Zostaly same, ja weszlam do srodka i spanikowalam, jak zaczely wysylac mi zdjecia z moja crush w tle, ktora ze wszystkich pozycji i stewards musiala byc akurat na zewnatrz. Juz na bank wie o co kaman, lol. Prom byl super, atmosfera niesamowita, caly Hall tanczyl. Kocham to miejsce, ale troche glupio mi bedzie dzisiaj isc po pracy przez te akcje, ktore mam nadzieje, wyolbrzymiam.
Poszlysmy na szybkiego drinka i wrocilysmy do domu, gdzie pochlania mnie depresja, wiec musze stad szybko wyjsc.
 

 
What the fuck is wrong with me. Codziennie budze sie, myslac, jak bardzo sie nienawidze (przesadzam, ale 'nie lubie' na pewno). Niby cale zycie ogarniete, a jak blizej przyjrze sie kazdemu aspektowi, to
-z Charlotte w Grecji tak zjebalam, ze nawet nie moge z Nia rozmawiac, i do nikad to nie idzie
-w pracy wczoraj bedac w pracy niepracujac tez sie zachowywalam jak debil i nie chce tam dzisiaj isc; plus mialam misunderstanding z Ruby i nie mam zalatwione holiday, ja pierdole
-z osoba w Londynie, ktora mi finansowo pomaga, tez zjebalam, bo wszystkie wazne listy wyslalam w za duzych kopertach i nie doszly, i boje sie don zadzwonic
-z kasa caly czas jestem zajebana, nie wiem, jak to sie dzieje, ale nie zaplacilam nawet jeszcze za rent
-Follies jest takie sobie, to nie moja wina
-zdrowie sobie caly czas psuje, od paru miesiacy nie odkupilam okularow po zgubieniu i nic nie widze
-wyjazd nieogarniety, nie mam nawet gdzie spac w Venecji
-w szkole nie moge sie pojawic na najwazniejszy dniu rozpoczecia, kiedy dowiedzialabym sie wszystkiego
-z Nickiem zjebalam, bo jestem unstable
-mam wrazenie, ze z innymi ludzmi tez zjebuje, bo taka jestem nudna ostatnimi czasy
-przestalam robic francuski, przestalam biegac, przestalam duzo czytac, i zjadlam w tym tygodniu frytki, chipsy i chleb

FUCK MY LIFE
 

 
Ile sie zmienilo od ostatniego czasu, kiedy siedzialam na Cali z Dziecmi. Nie zmienilo sie jednak to, ze wlasnie przelecialo mi 5 godzin, podczas ktorych nic nie zrobilam. Mialam przez jakis jeden dzien wszystko ogarniete, ale teraz znowu mi sie nazbieralo i sa to najwazniejsze rzeczy, takie jak rozpoczecie szkoly, brak pieniedzy, holiday w pracy... Zaraz Pawel pewnie wroci, a ja nawet nie skorzystalam z wygodnego komputera. Anyway,
ah, dwa dni temu pisalam przed praca! Przed tym jak wpadlam w niej na genialny pomysl i imuplsywnie kupilam najlepszy bilet na Follies za ostatnie pieniadze, nie majac nawet zalatwionej swap zmiany w pracy. Zaryzykowalam i chcialam w ostatecznosci call in sick, ale ustawilam sobie nastepnego dnia budzik na 8 rano i na grupie udalo mi sie zamienic z Amy! Szykowal sie idealny dzien. Zastawialam sie caly czas co zrobic z Nickiem. Wybralam sie tradycyjnie na King's Road, na CHAI LATTE W PRET (nadal nie moge uwierzyc, ze jest z powrotem!), gdzie wyslalam wreszcie pare wiadomosci na Couchsurfingu. W drodze powrotnej rozmyslalam nad niesamowita figura Charlotte, po czym sprawdzilam Jej tag i zobaczylam nowe video z Jej nowego filmu, ktore doprowadzilo mnie do totalnej histerii. Jestem naprawde unstable i zastanawiam sie, czy kazdy kto jest nieszczesliwie zakochany tak ma, czy to cos innego. Dotarlam w rozypsce do domu, zdecydowalam olac Nicka i skupic sie na myslach o Charlotte. Zaczelam sie tez niepotrzebnie denerwowac przed Venecja i wyladowywac sie przez to na innych. Follies bylo moim ratunkiem tego dnia.
Pojechalam do miasta wczesnie, bo po latach spotykalam sie z Sophie, z ktora szybko nadrobilysmy ostatnie miesiace. Poszlam pozniej szybko do NT odebrac bilet, napisac dluga wiadomosc do Nicka i przelac sobie w toalecie wino z Tesco do kubka (lol, mega classy). Otworzyli drzwi z mega opoznieniem i OMG, MOJE MIEJSCE BYLO IDEALNE. Nie moglam w to uwierzyc. Bylam jeszcze bardziej podekscytowana niz na pierwsza preview. Naprawde myslalam, ze bedzie tym razem lepiej. I bylo to some extent. Jednak zdarzyl sie jeden incydent, najgorsze co mi sie kiedykolwiek przydarzylo w teatrze, co popsulo mi caly wieczor. Dopiero teraz sie tak do konca uspokoilam. Musialam isc do toalety. Piosenek jest tam mnostwo, wiec moglam w miare szybko wrocic. Tylko ze nie moglam. Zostalam zatrzymana przez ushers. Zrobilam tam taka histerie, ze na bank Narodowy wpisal mnie wczoraj na jakas czarna liste. Zaczela mnie wlasnie bolec glowa, jak o tym sobie pomyslalam. Nie da sie opisac tego, jaka histerie zrobilam i jak bardzo wyprowadzona bylam z rownowagi. Czulam sie jak idiotka, argumentujac moja zlosc tym, ze tez pracuje jako usher i ze to co robia jest fucking ridiculous. Zaczelam przez to myslec, ze moze jednak chcialabym sie troche bardziej psychicznie kontrolowac. Po jakichs 25 minutach zostalam z powrtotem wpuszczona na miejsce, nic waznego mnie nie ominelo. Nie moglam jednak przestac do konca plakac. Wyszlam szybko z teatru, bo musialam z siebie wszystko wyrzucic. Poszlam pozniej sie jeszcze zapchac frytkami i niedobrymi chipsami, nie dziala mi karta na metro, autobus nie przyjezdzal, przeszlam przez Trafalgar na 19 i wrocilam z wielkim headache i heartache do domu.

Ah, musze pisac na biezaco, bo przynajmniej nie pomijam szczegolow!
 

 
Z jednej strony jestem na siebie zla, ze nie pisze na biazaco. Z drugiej nie, bo nic poza praca nie robie.
Oczywiscie przesadzam, bo mialam kilka dni wolnych, ale cale lato zlewa mi sie w jedna calosc w RAH. Moglabym opisywac zmiane po zmianie, ale juz troche automatycznie i mnie entuzjastycznie do wszystkiego podchodze, jak np. siedzenie godzinami w szatni, co mi sie pare razy przydarzylo. Na kazdej zmianie tez cos pomieszam, jak ostatnio wyslalam kobiete do box office, po czym odeslano Ja z powrotem i bylo male zamieszanie, wczoraj niepotrzebnie sciagnelam DSM, bo ludzie mieli jedzenie w torbie, mialam tez jeden argument, gdzie zostalam nazwana rasistka; ale juz jestem na to wszystko odporna. Socjalnie jest bardzo milo, ale nie biegam tam jeszcze zobaczyc sie z ludzmi, jak to bylo w liceum. Mam trzy crushes, z czego z zadna nic nie bedzie, bo jestem nudna i niefajna.

Poza praca zaliczylam ostatnio dwa nocne queueueueing pod NT. Najpierw na ostatni day 'Angels in America' co bylo najlepsza decyzja w zyciu, bo omg, teraz zaluje, ze nie opisalam tego dnia zaraz po, jak w przerwie zakradlysmy sie z Karolina do Oliviera, GDZIE IMELDA MIALA NA SCENIE PROBE. Po czym minelysmy Nicka Skillbecka i nigdy sobie nie wybacze, ze Go nie zatrzymalam, bo okazuje sie, ze nie dryguje i juz Go wiecje w NT pewnie nie zobacze. W przerwie, jak pobieglam uprzedzic traffic i odebrac moje krzeslo z szatni wczesniej, wybieglam na Sondheima. Trzy zawaly jednego dnia.
Follies bylo dopiero we wtorek. Przyszlam po 3am, druga osoba przyszla okolo 6am, gdybym przyszla na 9:30am dostalabym praktycznie taki sam bilet. W ostatnim rzedzie po boku. Najgorsze miejsca w teatrze. Bylam wkurwiona, ale nie chcialam, zeby popsulo mi to dzien, na ktory czekalam od ponad roku (pamietam jak dowiedzialam sie w Clamart i mialam slaby zasieg, i przystanelam na lawkach i nie ogarnialam). Wrocilam do domu odpoczac, po czym spotkalysmy sie z Karolinami wczesniej na drinka. Kupilysmy programy, wszystko bylo idealnie. Dawno nie bylam tak podekscytowana na teatr, chyba nawet bardziej niz na Virginie. Nie moge do dzis w to uwierzyc, ze moje sny sie spelnily i bylam disappointed (po raz pierwszy za pierwszym razem poprawnie napisalam to slowo wlasnie lol). Losing My Mind to dla mnie uratowalo, ale do dzisiaj glowimy sie z Karolina, dlaczego takie obojetne to dla nas bylo. Niesamowita atmosfera, na koncu Imelda led us to hip hip hooray na czesc Sondheima. Gdybym tylko byla na stalls...

Mialam tez wolny poniedzialek i planowalam isc ponownie na Follies, bo chce sie do tego przekonac. Okazalo sie jednak ze w poniedzialek nie grali, ale udalo mi sie dostac young and free do Donmaru, ktory utowrzyl z Prom w Cadohan Hall i Chinatown w BFI idealne combo. A wszystko za £9.

Dzisiaj tradycyjna poranna wycieczka na King's Road, gdzie zobaczylam z autobusu moja crush, przez co I totally lost it, wyskoczylam z autobusu i prawie weszlam pod samochod. lol Byl to pierwszy ze szczesliwych znakow. CHAI LATTE JEST Z POWROTEM W PRET. Nie moge uwierzyc ze szczescia. Usiadlam na dole, nie udalo mi sie zabrac za organizowanie wyjazdu, ale jakos sie w sobie zebralam, kupilam nowy notatnik i poszlam do biblioteki, gdzie wreszcie zaczelam wszystko ogarniac. I wreszcie zaczelam sie troche ekscytowac, bo od dluzszego czasu tak znudzona i nijako sie czuje, ze nawet Follies mnie nie zachwycilo...

Takze nie ma o czym specjalnie pisac, bo codziennie bym tylko wspominala, ze nic sie nie dzieje, a nawet jak sie dzieje, to mnie to specjalnie nie cieszy ani ekscytuje, bo jestem znudzona soba i zyciem, i jedyne co by bylo w stanie przywrocic mi pelnie szczescia, byloby spotkanie z Charlotte, na co nie mam nawet co liczyc, nawet jakby byla do tego okazja za tydzien w Venecji...
 

 
Szkoda, ze wena mi sie nie utrzymala po ostatnim wpisie i znowu mam 8 nie do nadrobienia dni do nadrobienia. Zrobie to w domu, bo w library capitalizuje mi i na I.
 

 
Ale mam dzisiaj wene. Opisalam nawet Bordeaux z maja, lol. Grecje i Paryz tez. Sporo juz pozapominalam, ale przynajmniej moge wszystko odhaczyc z mojej 'to do' listy.
Wczoraj tak mi dobrze ze wszystkim poszlo! Rano podeszlam do biblioteki, gdzie ogarnelam caly wyjazd do Venecji (Rzymu, Trieste i Eindhoven, lol). Naprawde bylam z siebie zadowolona, pomimo ze kupilam jednek zly bilet lotniczy, ale dzieki temu wiecej zobacze Nie moge sie juz doczekac na ten szalony tydzien. Podeszlam pozniej wresszcie po latach doladowac Oysterke. I do Waitrose po darmowa herbatke. I do Tigera po mini wozek sklepowy, ktory sobie juz dawno upatrzylam. Zadwolona wrocilam do domu.
Cieszylam sie, ze ide z powrotem do pracy. Dostalam super pozycje. Po raz pierwszy siedzialam w szatni 9 i moglam korzystac z telefonu, ktory niestety do konca zmiany nie dotrwal. Na drugiej czescie weszlam nawet na moment do srodka, bo chcialam zobaczyc female conductor. Wrocilam do domu po polnocy i poszlam spac. Malo ekscytujace sa troche te wieczory, bo po pracy nie mam na nic juz za bardzo sily ani czasu.
Odliczam dni do przyszlego tygodnia z FOLLIES OMG
 

 
Ah,Paris...
Smutno mi bedzie pisac w czasie przeszlym, bo nie robilam niestety notatek na biezaco, ale nie pierwszy, nie ostatni raz tam bylam
Pojechalam na Victorie jakies dwie godziny przed czasem, zeby strategicznie przyblizyc sie do miejsca przy samych drzwiach, zeby jako pierwsza wejsc do autobusu. Nie bylo wielkiego tlumu, wiec wszystko odbylo sie na spokojnie i zajelam miejsce przy stoliku (bo front row nie bylo). Ta podroz byla bardzo przyjemna, przez wiekszosc czasu spalam, troche poczytalam, sluchalam City of Angels. Dojechalismy punktualnie, szybko kupilam bilet i podjechalam do Nika, bo z Mustafa stwierdzilismy, ze lepiej bedzie, jak spotkamy sie na spokojnie w niedziele (FUCKING PRICK, ALE JESTEM ZLA, ANYWAY). Nik mieszkal w uroczym domu, w mega cosy i praktycznym domu. Typ wzorowego COuchsurfega, ktory zostawil mi recznik, space na moje rzeczy, wszystko mi pokazal i nawet wyszedl po zakupy, zebym mogla w spokoju wziac prysznic i sie ogarnac. Planowalismy pozniej wycieczke rowerowa, ale nie moglam wypozyczyc, wiec ruszylismy do miasta pieszo. Przelozylam spotkanie z Magda na sobote, bo nie chcialam Nika olewac. A powinnam byla, bo spedzilismy pare godzin w drodze, zeby nakarmic jakiegos jebanego kota. Denerwuje mnie to tez, jak znam droge lepiej od kogos, ale nie wypada mi sie wymadrzac. Pod koniec jednak bylam tak sfrustrowana, ze przestalam to ukrywac, bylam chamska i niemila. Nik sie jednak nie poddawal i chcial na przeprosiny zabrac mnie do Chatletet, gdzie skonczylismy w znanym mi barze z muzyka na zywo. Nawet kupil mi na dalsze przeprosiny drinka, ale nie nie pomagalo, bo bylam cholernie zmeczona i pomimo ze bylam w mojej ulubionej okolicy, na kocercie zajebistego zespolu, ktory gral najlepsze rockowe hity, chcialam tylko wrocic do domu. Zaczelam nawet wychodzic na zewnatrz, zeby pogadac z innymi, bo Nik mnie tak denrwowal. W koncu wstalam stamtad i wyszlam na dobre i On dopiero wtedy zalapal, ze chce wracac. Na szczescie zamowil Ubera, bo pieszo nie dalabym rady. Umieralam ze zmeczenia i bylam zla, bo wstawalam rano, zeby caly dzien byc na nogach.
Powiedzialam Mu jasno, ze chce spedzic czas osobno, ale zmienilam troche nastawienie na milsze, bo sie bardzo staral. Ah, jaka bylam szczesliwa, jak wreszcie wyruszlam na przechadzke po moim miescie. O tym marzylam.
Juz na samym poczatku zaliczylam cos nowego, bo nigdy wczesniej nie bylam na tym slynnym cmentarzu, pomimo ze pare razy mieszkalam niedaleko. Zadzwonilam do Mamy powiedziec, jak sie ciesze i ruszylam do centrum. Na 2pm szlam do mojej Babci, wiec zanim cokolwiek zrobilam, musialam znalezc jakis kwiatek. Kupilam taki petit do doniczce, po czym usiadlam w restauracji na crepe z Nutella. Pelnia szczescia. Ruszylam juz pozniej do Helene. OMG, ta kobieta. Naprawde kocham Ja jak wlasna Babcie. Mam nadzieje, ze w Jej wieku bede miala tyle energii co Ona. Dostalam tez najlepsza kawe ever. I ciasto. Nie opieprzyla mnie nawet o moj slaby francuski, czego najbardziej sie obawialam. Sciskalysmy sie pozniej na koniec, musze zaraz do Niej napisac maila z podziekowaniem! Zorientowalam sie w miedzyczasie, ze sotawilam gdzies parasol Nika, wiec szybko wrocilam do restaruacji i jakims cudem tam byl. W tym momencie zaczelo tez padac. Podeszla do Pompidou po darmowy bilet, ktory niestety nie gwarantowal mi wstepu na wystawe Davida Hockney, ale zrobie to nastepnym razem. Pozniej szlam juz w strony Luku, bo spotykalam sie wieczorem z Magda. Zdarzylam tez usiasc na Champs Elysees na frytkach w Five Guys, ktore sobie od ostatniego razu ubzduralam. Kupilam pozniej wino i sok i podeszlam do Magdy, kolejnej najbardzije entuzjastycznej osoby w Paryzu. Nadrobilysmy zaleglosci od ostatniego czasu, pilysmy drinki z cydrem, po czym ruszylysmy nad rzeke, bo pogoda sie poprawila. Siedzialysmy nad Sekwana z winem. Kocham to miasto za ten dostep nad rzeke. Pozniej weszlysmy na lodke i zaliczylam pierwsza porzadna impreze w Paryzu. Porzadna impreza nie moze sie obyc bez histerii i jak Magda poszla do domu, ja wyladowalam na chodniku, zaryczana dzieki Charlotte. Przywolalam Nika, ktory przyjechal po mnie rowerem, lol. Strasznie Go wykorzystalam przez tamten weekend. Wrocilismy znowu Uberem Zaproponmowal mi w domu alkohol, ale mialam juz dosc. Skoczylismy ogladajac sceny seksu Charlotte, jak to zazwyczaj konczy sie z Couchsurferami.
Rano nie czulam sie najlepiej, ale prysznic i herbatka pomogly. Nie chcialam po tym wszystkim Nika od razu zostawic, wiec pozwolilam odprowadzic sie do Pompidou, gdzie chcialam tylko zostawic na caly dzien w szatni torebke. Tam sie pozegnalismy. Szlam pozniej na wystawe fotografii modowych Marka Shaw i OMG, po Kleinie, kolejne powalajace zdjecia. Do tego galeria byla swietna space. Bylam zachwycona. Pozniej poszlam do Louvre'u, w ktorym nie bylam od 2014. Dosc szybko udalo mi sie wejsc. Chcialam poznajdywac wszystkie obiekty, przy ktorych Charlotte pozowala Dotarlam tez pod Mona Lise. Pozniej musialam podladowac telefon, bo zostawilam powerbank w torebce. Bylam tez mega zmeczona, po tych dwoch nieprzespanych nocach, wiec polozylam sie w ogrodach przed muzeum i zdrzemnelam, ale bylo tak goraco, ze nie moglam wytrzymac i podeszlam do Maca po zimny sok. Posiedzialam pozniej na schodach kosciola i pokrecilam sie po moich uliczkach, po czym musialam powoli kierowac sie w kierunku dwroca. Weszlam jeszcze do muzeum na dodatkowa wystawe i zachod Slonca. Bylo przepieknie. Smutno mi bylo, jak spacerowalam rzeka i obserwowalam wszystkich tanczacych ludzi. Mysle, ze naprawde bym sie w Paryzu na stale odnalazla, ale z drugiej strony, nie wyobrazam sobie zostawiac Londynu.
Na dworcu byly tlumy. W miare czasu autobusy odjezdzaly, naszego nadal nie bylo widac. Przyjechal ponad godzine spozniony, na szczescie udalo mi sie ponownie zajac moje miejsce. Tym razem nie bylo jednak tak wygodnie, kierowca byl niemily, plynelismy promem, w ktorym spalam na kanapie, cala brudna i wykonczona. Nadal nie dostalam wyplaty, wiec wracalam do domu ostatkami sil pieszo.
Dawno nie bylam tak zmeczona. Na szczescie nie szlam wieczorem do pracy, za to zabookowalam sobie bilet do teatru. Spalam caly dzien, po poludniu obudzilam sie nieogarnieta, uratowala mnie darmowa kawa z Waitrose.
Ah, brakowalo mi teatru. Nie bylam w najlepszym stanie na 2,5h, ale sztuka byla super, wiec jakosc przezylam. Do tego zachwycajaca Michelle Fairfly, od teraz jestem fanka.
Wrocilam do domu i poszlam spac.
 

 
OMG, co za dzien, co za dzien. Juz powoli mi sie nastawienie zmienia przed Paryzem. Wiekszosc rzeczy tez ogarnieta, wiec moge ze spokojem ducha jechac.
Wczoraj praca jak zwykle na koniec dnia poprawila mi nastroj. Bylo ciekawie, bo I bylo z kim pogadac, I bylo troche drama, I bylam w srodku na performance, I podpisywalma w toalecie po kryjomu petycje, I opowiadalam Dziewcznom o randce Wrocilam rozentuzjazmowana I reszte wieczoru tradycyjnie zmarnowalam na Love Island. Kiedy sie zacyzna The Apprentice?

Nie moglam zasnac I snilo mi sie po raz kolejny, ze zaspalam na dress rehearsal, na ktora na szczescie nie zaspalam. Bylam na miejscu pierwsza, poszlam sobie samotnie wypic kawe w stewards room I wczesnie zajelam miejsce. Tak jak sie spodziewalam, moglismy siadac tylko na stalls. Nick przybiegal na ostatnia chwile, ale na szczescie zdarzyl. Nie chcialam zeby mi narobil wstydu ALE SAMA SOBIE NAROBILAM BO FUCK ME KAREN OMFG, MOJA NAJWIEKSZA CRUSH TERAZ, KTORA CHCIALAM MU POKAZAC I BYLAM Z TYM TROCHE ZA BARDZO OBVIOUS. Jestem teraz przekonana ze wie Odprowadzil mnie potem do biblioteki.

Mam wrazenie, ze jestem dla Niego troche niemila I oschla, ale well, Charlotte he ain't, wiec jakos nie mam takiej potrzeby.

OFF TO PARIS JUTRO WRESZCIEEEEEE
 

 
Fucking hell, najgorszy year ever. Czy moge juz prosze miec ogloszony program festivalu w Venecji, bo chce dokladnie wiedziec, kiedy zobacze Charlotte, zebym miala po co zyc?

Przedwczorajszy dzien byl okropny. Nie potrzebowalam dodatkowe stresu, a dostalam w pracy pozycje, ktorej najbardziej sie obawialam i myslalam, ze mnie na nia nie dadza, bo nie do konca jeszcze ogarniam. Nie bylo tak zle, nawet mi sie podobalo zalatwianie roznych spraw, ale zaczelo lac i cala zmoklam na dworze, probujac redirect people i wygladalam okropnie. Na info desk bylo jeszcze lepiej, bo podniecalysmy sie z Dziewczynami Follies i Imelda. Nikt juz na mnie czekal. Zaczelam od samego poczatku narzekac i zaciagnelam Go do pubu na South Ken, bo musialam sie upic... Wrocilismy do Niego i wtf, fail totalny, kocham Charlotte, nic innego mnie nie interesuje. Mialam najgorszy powrot do domu rano, marzac tylko o toalecie. Pobieglam na Victorii do Preta, potem jakos doczolgalam sie do Maca na King's Road i przespacerowalam sie do domu. Bylo mi troche lepiej, ale nie mialam na nic na stroju, nawet na moja super prace, w ktorej bylo extremely nudno.
Kolejny dzien zmarnowalam, ten Paryz pojutrze mi ratuje zycie.
 

 
Nie chce mi sie pisac, ale mam dzisiaj wazne spotkanie (lol) z Nickiem i pozniej moge nie ogarnac.
Wczoraj mialam maly kryzys, ale informacja, ze weekend w Paryzu spedze u Mustafy, bardzo mi na stroj poprawila; stesknilam sie za moim mieszkankiem. Teraz sie okazuje, ze dopiero w piatek wraca z Afryki, wiec nie wiem, jak to bedzie.
W pracy wszyscy przezylismy 4-godzinna opere po rosyjsku. Wpadlam na Olge z kolejki pod Gielgud, co made my day. Reszta tez jakos zleciala, bo bylo smiesznie.
Dzisiaj wybralam sie na spacer, zeby doladowac Oysterke, ale jej ze soba nie wzielam, wiec zaraz znowu bede zapieprzac pieszo do pracy...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
6 dni, omfg. Ile sie wydarzylo. Zakladam, ze Nick nie pamieta adresu i nie wrzuci sobie tego do google translate
Anyway, w srode w pracy bylam na Arena i na konczac na moich ulubionych Door 12, gdzie bylo nas pelno, wiec czas jakos zlecial. Pogadalam tez sobie z Billem i Johnem.
W CZWARTEK POWROCILAM DO ZYCIA! AH, JAKA SZKODA, ZE NIE PISALAM NA BIEZACO, BO TERAZ JUZ SIE Z POWROTEM PRZYZWYCZAILAM DO SZCZESCIA. LEZALAM W RANO W LOZKU, KIEDY NA TWITTERZE ZORIENTOWALAM SIE, ZE OGLOSILI PROGRAM FESTIVALU FILMOWEGO W VENICE, WIEC WIEM KIEDY ZOBACZE CHARLOTTE. Nie da sie opisac, jak w ciagu sekundy zmienilo sie cale moje nastawienie do zycia. Najprawdopoboniej z Nia tam nie porozmawiam, jesli tylko uda mi sie powstrzymac, ale nawet jakby Jej tam nie bylo, TEN FILM. Jak zwykle odzwierciedlajacy to, przez co Ona przechodzi w swoim zyciu. Wygra Golden Lion jak nic. Wyjazd idealnie mi pasuje zaraz przed moja klasowa wycieczka. Mam tylko nadzieje, ze dostane wolne w pracy, bo troche na ostatnia chwile bede skladac request (dzisiaj). Wyszlo tez w ciagu dnia pare roznych stills, na ktorych Jej policzki sa unreal. OMG, totalnie zapomnialam, ze byl to dzien, kiedy jechalam do Cioci Stefy rano! Jechalam w wiekszosci autobusami, bo standardowo byly problemy na Acton Town. Nie moglam sie doczekac na kawe z Ciocia, ktorej wreszcie moglam sie jakimis sukcesami pochwalic. Wypilam dwie kawy, bo spotykalysmy sie o 10 rano. Dostalam tez pozytywna wiadomosc i mam nadzieje, ze wszystko uda sie zalatwic, to moze dalabym rade isc na te studia. O Venecji dowiedzialam sie zaraz po, wiec postanowilam tluc sie przez caly Londyn autobusami, zebym mogla byc na biezaco z any updates. CO TO BYL ZA WSPANIALY DZIEN. Przeszczesliwa szlam do pracy. Do tego dostalam super pozycje i znowu konczylam na Door 12. Chyba najsmieszniejszy dzien w pracy. Opowiedzialam nawet Benowi o Charlotte. Pozniej biegalismy w deszczu z jedna z moich RAH crushes, z ktora na zmiane trzymalysmy sobie parasol. Zegnajac patrons po koncercie, nie moglam wytrzymac ze smiechu i szczescia.
Pomimo tego wszystkiego w piatek mialam troche gorszy nastroj. Nieogarniete graduation... Bylysmy z Klaudia tam jedne z pierwszych, wiec potencjalnie mialam czas, zeby cos ogarnac. Mieli moj bilet i stanelam nawet w kolejce po gown, ale zdecydowalam sie nie placic za niego £70, przez co zrobilo mi sie troche przykro, ze nie bede mogla wziac aktywnego udzialu w ceremonii. Zasugerowano mi ogladanie Jej na monitorze, w momencie czego zaczelam plakac (niespeclanie). Probowalam jeszcze cos zalatwic z zamiana biletow i wtedy przyszla do mnie z powrotem managerka, ktora powiedziala, ze calatwi mi gown i uni za to zaplaci. Bylo mi mega glupio i nie moglam przestac plakac, ale po cichu liczylam, ze tak to sie skonczy. Nie poprawilo mi to jednak za bardzo humouru. Ceremonia byla swietna, ale jakos tego nie czulam i te wszystkie przemowy w porownaniu do tego, co czerpie od Charlotte, czy ksiazek, brzmialy strasznie trywialnie. Odebralam moj dyplom, wypilam glass of Proseco i lecialam szybko do domu chwile odpoczac i przygotowac sie na randke... Ciezko mi bylo wstac, nie chcialo mi sie tez pozniej szczegolnie ogarniac. Juz dawno zrezygnowalam z pomyslu sukienki i ubralam sie normalnie. Spotykalam sie najpierw z Dziewczynami w BFI. Te trzy drinki mnie uratowaly, bo poszlam na spotkanie obok dosc zrelaksowana. Od poczatku nam sie dobrze rozmawialo, duzo rzeczy sie chcialam o Nim dowiedziec. Pilismy kawe i herbate Chcielismy pozniej przeniesc sie na drinki, ale skonczylismy na plazy... Skoczylismy jeszcze tylko po wino i kubeczki z pubu, at that point bylam juz lekko wstawiona wczesniejszymi drinkami. Ah, co to byl za mily wieczor. Nie moglam sie nacieszyc pieknem oswietlonego Londynu i Nicka nade mna, hahahaha. W pewnym momencie sie stamtad zebralismy, nie ogarnialam juz do konca, przeszlismy przez Southbank na Waterloo, gdzie Nick wsiadl w autobus, a ja w metro, ktorym wyjechalam za daleko, hahaha. Jakos udalo mi sie dotrzec do domu i dalam rade nawet wyspac sie przed praca, ktora zaczynalam po raz pierwszy o 10 rano. Co ja robilam na pierwszej zmianie, hmm... Aaa, gallery. Plakalam caly czas ze wzruszenia, bo byl to relaxed prom. Pozniej przeniesli mnie na drzwi. Wracalam wieczorem na druga zmiane, ale poszlam do domu chwile odpoczac. Wieczorem troche w pracy zjebalam, bo nie slyszalam, jak wolali mnie na radio, wiec szybko stamtad uciekalam, zeby supervisors nie chcieli ze mna przypadkiem rozmawiac.
Niedziela, hahaha. Zaczela sie too slow, bo za pozno wstalam. Wstepnie umowilismy sie z Nickiem, ale bylam pewna, ze to nie bylo na serio i do mnie nie napisze. Napisal, jak bylam juz gotowa do wyjscia i zaczela sie panika. I'm such an idiot. W piatek zapewnialam Go, ze wprowadze Go spokojnie do teatru bez biletu, czego oczywiscie nie moglam zrobic. Nie mialabym nawet jak bilet dostac, bo zgubilam moje vouchers, show bylo sold out, wiec nie moglam nawet jednego kupic. Rzucilam sie biegiem przez zamkniete ulice Chelsea/Battersea. Bylam na miejscu prawie godzine przed zmiana, co mi w zaden sposob nie pomoglo. Zostalam wyslana do kolejki po returns... Jakims cudem dostalam jedna standing 5 minut przed briefing. Rzucilam sie biegiem do toalety, zeby sie przebrac, zdarzylam tez szybko opowiedziec wszystko Enyi, ktora pozniej made my date, bo zamienila sie ze mna pozycjami, dzieki czemu moglam stac w tym samym miejscu, co Nick. Dluga droga jeszcze do tego byla, bo bilet dla Niego mialam w kieszeni, a bylam na pozycji, z ktorej nie moglam sie ruszyc, zablokowana tlumem ludzi. Zwlekalam do ostatniej chwili, kiedy zrobilam wielkie zamieszanie i biedna Gillian, nie wiedziala, o co mi chodzi. Zrobilam rotacje bez wiedzy supervisors i biegiem rzucilam sie do box office, gdzie zostawilam dla Niego bilet. Nie wiedzialam, czy Go odebral, ale na szczescie zobaczylam Go wchodzacego na ostatnia chwile. W przerwie poszlam z Gillian do stewards room wyjasnic Jej sytuacje i spotkalam sie z Nickiem, ktorego zebralam nielegalnie n kawe i herbate. I'm cringing now, jak mysle o poczatku tego wieczoru, bo On jest too cute, a ja troche niesmiala, az glupio mi bylo na Niego patrzec. Poszlismy cos zjesc, ja wypilam kieliszek wina, ktory pozniej zbilam. Kierowalismy sie potem do BFI i wpadlam na genialny pomysl, zeby przespacerowac sie skrawkiem plazy. Bylismy w pewnym momencie zablkowani i ledwo co moglismy sie wrocic. Wszystko bylo zamkniete. BFI, Waterloo, The Cut, Lower Marsh. Planowalam wrocic do domu, ale nie chcialam sie z Nim rozstawac, wiec pojechalismy na New Cross... Hmm... Chcialam to mam. Bylo smiesznie i milo, nie za bardzo sie wyspalam, ale udalo mi sie rano wrocic do domu bez bycia stuck w poniedzialkowym rush. Poszlam pozniej dospac, nie chcialo mi sie bardzo isc do pracy. Wczorajszy concert nie mial rotacji, wiec przez 5 godzin stalam na jednych drzwiach. Wszystko w miare ogarnialam. Poznalam tez wrszcie imie mojej przepieknej crush, z ktora zamienialysmy sie na przerwy. Nawet szybko ta nudna zmiana zleciala, bieglam pozniej, zeby zdazc do Maca, bo ubzduralam sobie frytki. Wieczor i poranek zmarnowalam, zamiast ogarniac rzeczy z 'to do' listy, co zaczelam robic teraz w bibliotece. Nie chce wracac do domu, bo czeka mnie podwojne pranie...
 

 
Tak jak przewidywalam, zaczynam powoli przez te wolne dni dostawac na glowe. I ran out of activities wymyslanych na sile. Plus nie mam pieniedzy, wiec nawet nie chce mi sie isc na King's Road, bo ciezko mi przegladac ksiazki w Waterstones, jak nie moge zadnej kupic. Nie mam nawet naklejek na kawe z Maca.
Wlasnie mialam standardowa zalamke 'Charlotte'. Ciezko mi bez Niej, a jeszcze ciezej nie wiedzac, kiedy Ja znowu zobacze. Chce juz isc do pracy i mam tylko nadzieje, ze dostane jakas bezpieczna pozycje.