• Wpisów:2905
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 17:26
  • Licznik odwiedzin:77 432 / 3685 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Gratuluje sobie, przesiedzialam wlasnie 7 godzin przed komputerem, jedyne co zrobilam to otworzylam trzy dokumenty i pozapisywalam nieprzydatne zdjecia. Poszlam na lunchu do Maca po Frappe, ktore mialo dodac mi energii. Wypralam przynajmniej koszule do pracy.
Zabralam sie teraz pod koniec za francuski i chcialabym teraz pare godzin nad tym posiedziec, bo przynajmniej cos mi sie zachcialo robic, ale musze sie zaraz zbierac i pedzic do pracy... W co ja sie wpakowalam w tym tygodniu.
 

doma
 
dawczyni
 
GUSIAAAAAAAAAAAA
 

 
Powoli zaczynam panikowac. Mialam wlasnie maly zryw motywacji, ale juz minal. Mam do zrobienia dwa duze projekty, z czego na drugi musze zbydowac caly set model, shitload zadane z francuskiego, LIST DO CHARLOTTE, KTORY MUSI BYC THE BEST PIECE OF WRITING IVE EVER DONE, ogarnac pare innych spraw, wszystko na poniedzialek, a przez reszte tygodnia po szkole pracuje, w piatek wieczor pewnie bede umierac ze zmeczenia, a w weekend ide na cale dni do pracy. Jestem juz za stara, zeby zarywac nocki i cokolwiek wtedy produktywnego robic.
Wczoraj 'szlam do pracy', dzieki czemu wyszlam godzine wczesniej i zdazylam wrocic do domu przebrac sie w czerwona sukienke na Hamiltona. Najbardziej cieszylam sie, ze idziemy do teatru w trojke Mega mi sie spodobal teatr na Victorii, do ktorego nigdy wczesniej na Billy Elliot nie dotarlam. Nasze miejsca pomimo ze wysoko, w ogole nie byly restricted. Wiedzialam ze bede zawiedziona, wiec nie mialam zadnych oczekiwan. Nie rozumiem do konca fenomenu az takiego. Gypsy it ain't Poszlam pozniej po male zakupy i wrocilam do domu, gdzie przez moment planowalam cokolwiek zrobic, ale skonczylo sie tradycyjnie na CBB i duszeniu sie przed spaniem.
I want this kaszel gone.
 

 
O, nie, nie wierze, ze nawet nie skonczylam opisywac premiery i w dzien mojej DWA I POL ROCZNICY Z CHARLOTTE musze myslec i zajmowac sie innymi rzeczami...
Piatek w szkole byl super, pomimo ze przeszkadzal mi troche kaszel. I nie mam jeszcze inspiracji na moj design. Budowalismy set model i male meble, co calkiem mi sie podoba, tylko nie wiem jak mam zdazyc z tym w 10 dni. Rozwazalam pozniej przejadzke na King's Road albo cos rownie ekscytujacego, ale skonczylo sie na ASDA i odpoczynku w domu.
W sobote nadal zle sie czulam. Cieszylam sie na spacer do pracy, ale caly dzien czulam sie slabo. Po paru dniach przerwy nie moglam sie na poczatku w budynku ogarnac. Na szczescie caly dzien zlecial mi bez problemow, bo bylam totalnie nieogarnieta. Wrocilam do domu i konczylam ogladac Battle of the Sexes, ktore mega mi sie podobalo.
Niedziela byla super. Przez nadal wychodzace nowe cute zdjecia Charlotte z otwarcia wystawy Juergena, od samego rano bylam w super nastroju. Jakos pozytywnie jestem nastawiona do tego Paryza, przez co boje sie, ze bede miala moje hopes up. Anyway, spacer do pracy byl super, dostalam tez najlepsze pozycje (zawsze tak mowie). Zaczelam dzien od lunchu, ogolnie caly czas mielismy przerwy, dostalam dobry end of the deal, wiec nie musialam nic sprzatac, obejrzalam show dwa razy i najbardziej mi sie wczoraj podobalo. Mega szybko zlecialo. Bylam podekscytowana na nadchodzacy tydzien i mase pracy, ktora musze w krotkim czasie wykonac.
W domu postanowilam po raz ostatni sie wyspac i byc gotowa na intesntywny tydzien.
Dzisiaj niestety wstalam on the wrong side of the bed. Zaczelo sie od mojego Christmas present, czyli wyplaty, ktora jest o pare set funtow mniejsza niz sie spodziewalam, zapewne przez podatek, ktorego nadal nie moge ogarnac, bo nie dostalam payslipa... Do tego czulam sie z samego rana okropnie, nadal boli mnie glowa, wyszlam za pozno, nie zdazylam dopic herbaty, nie zdazylam ogarnac sie na wieczor do teatru, zgubilam moje notes z Cirque, na ktorych mam list do Charlotte, dostalam maila od kogos z pracy, kgoo staram sie uniknac, ogolnie chujowo sie ten zaczal i tylko humour poprawil mi sie, jak przypomnialam sobie, ze snil mi sie Timothee i crush z pracy Mamy zaraz sound lesson, mam nadzieje, ze szybko zleci, bo troche can't be bothered today i jestem wkurwiona przez te pieniadze.
Swietnie, caly wpis narzekania zamiast celebrowac dwa i pol roku bycia szczesliwa w nieszczesliwej milosci.
 

 
Nie wierze, ze fuckers w szkole nie powiedzieli mi, ze przychodzimy na 10. Ale powiedzmy, ze mi sie nalezy za to, ze opuscilam ostatnie dwa dni Musialam Ich wszystkich zablokowac na instagramie, zeby nie widzieli, co tak naprawde przez te dwa dni robilam Anyway, potraktuje to jako godzine na pingera, bo jest co nadrobic.

Dalam rade w poniedzialek pojechac do kina. 11 wyjechala na druga strone rzeki, wiec musialam isc do Preta na Waterloo. Nie podobal mi sie ten film. Nie lubie Bergmana... We wtorek musialam tluc sie na North Acton na trening na lighting board. Nie ogarnelam autobusu, wiec musialam wskoczyc w metro. Miejsce wygladalo zupelnie inaczej niz wyobrazalam sobie magazyny w North Acton. Miejsce treningowe wygladalo jak teatr z czterama wielkimi biurkami z paroma monitorami. Kazdy mial komuputer dla siebie, wiec bylo naprawde luksusowo. Mega przydatny byl ten trening. Ziomek mowil nam po kolei wszystkie steps i tyle to cwiczylismy, ze teraz pewnie sama bede potrafila to wszystko zrobic. Juz wtedy zaczelam przygotowanie do choroby. Naprawde bylam troche przeziebiona, wiec musialam tylko troche wymuszac kaszel, zeby bylo bardziej dramatycznie. W przerwie na lunch zrobilam francuski. Konczylismy o 5pm, calkiem szybko to zlecialo, bo ciekawe byly wszystkie rzeczy, ktore robilismy, i zbieralam sie na autobusy, zeby przebic sie na drugi koniec Londynu. Nie moglam przestac kaszlec, wtedy juz na serio. Dojechalam do centrum idealnie na czas, zdazylam podejsc ogarnac sie w BFI i spotkac sie z Gerri zanim moj telefon umarl. Zaczela mowic do mnie po francusku od samego poczatku! Nawet nie mialam szansy Jej powiedziec, zeby przestala Serio, jak jakis zaawansowany kurs! W zyciu nie mowilam tyle po francusku, co na tamtej lekcji. Porobilam tez reszta baterii pelno zdjec ksiazek Gerri na zadanie domowe. Serio, tego wlasnie potrzebowalam, zeby miec motywacje. Siedzialysmy tam prawie 2 godziny! Umowilysmy sie na poniedzialek za dwa tygodnie, wiec przynajmniej mam troche czasu. Wrocilam do domu, gdzie musialam wreszcie posprzatac i wybrac sukienke na premiere. Z milym zaskoczeniem wmiescilam sie w sukienke kupiona w liceum, ktora wtedy byla za mala, ale i tak postawilam na moja ukochana Eiffel Tower dress, ktora mega rzadko nosze.
Rano napisalam maila do Vicki... Wylaczylam na outlook Internet i dopiero odczytalam go na miejscu. Powiedziala, ze moge isc do lekarza! Jak na zlosc, czulam sie mega dobrze, wiec naprawde musialam wymuszac. Gralam tak dobrze, ze na tea break Vicki podeszla do mnie i powiedziala, ze moge call in sick w czwartek! Podwojna wygrana i nie musialam kombinowac z Grahamem Nortonem! Ah, ale bylam wtedy szczczesliwa. Musialam tylko potem zaprzestac kaszel. Podjechalam do Karoliny szybko metrem. Ah, bede do konca zycia pamietac o tym dniu. Wypilysmy herbatki, szykowalysmy sie, zjadlysmy makaron... Kupilam tez bilet na pociag do Paryza. POCIAG! W dwie godziny bede na miejscu! Wychodzilysmy dopiero o 4.30pm. Szlam wpierw na boso, bo chcialam moje stopy oszczedzic przed nierownymi obcasami. Poszlysmy odebrac bilety, ale na miejscu nikogo jeszcze nie bylo. Pokrecilysmy sie troche wokol dywanu, zeby obczaic wejscie, podeszlysmy do Maca po herbatke i wrocilysmy do hotelu, gdzie nadal nikgo nie bylo... Poszlysmy ogarnac sie do lazienki, cale lobby bylo zawalone ludzmi; nie podobalo nam sie, ze nie jestesmy special i jedynymi osobami, ktore wygraly bilet Bylysmy zniecierpiliwone, ale w koncu ludzie przyszli i przepchenlysmy sie na poczatek. Okazalo sie, ze nasz bilet ma ktos inny, kto go jednak nie mial i nikt wiedzial dlaczego i kto powinien go miec, wiec w koncu dostalysmy jakies spare na circle. A chcialysmy koperte z naszymi imionami Nie mialysmy jednak czasu do stracenia, wiec podeszlysmy do wejscia na dywanu, ale nadal nas nie wpuscili, wiec Karolina wrocila sie do hotelu, probujac wywalczyc nasze wlasciwe bilety. W tym momencie przyjechala Meryl, wiec do Niej zadzwonilam, zeby wrocila i masters of queueing, przeszlysmy przez tlum dokladnie w tym momencie, jak otworzyli kolejke, wiec bylysmy pierwsze do wyjscia na dywan, Szkoda, ze Meryl przyjechala pierwsza, tak to bysmy mogly na spokojnie zobaczyc, jak wysiada. W pewnym momencie otworzyli wejscie i nastepny brzebieg wydarzen byl blyskawiczny. Meryl podpisywala autografy i stanelysmy na Jej wysokosci. Nikt nas specjalnie nie poganial. Obserwowalam Karoline, ktora stopniowo cofala sie razem z Meryl i jakims cudem zdolala przebic sie przez trojke ochroniarzow i podejsc do Meryl na moment, powiedziec pare slow i zrobic selfie, co udalo mi sie nagrac. Ruszylysmy pozniej w strone kina, obie w duzym szoku. Stalysmy pozniej do gory, Karolina wyslala wszystkim zdjecie, a ja probowalam zaladowac ten genialny filmik na Instagram. Poplalakalm sie tez ze szczescia, Karolina chyba byla w za duzym szoku, zeby to do Niej wszystko dotarlo. Zajelysmy miejsca z tylu sali, co mi odpowiadalo, bo moglam sobie kaszlec i chodzic do toalety w spokoju. Na scene wyszedl Spielberg, fajnie Go bylo uslyszec na zywo i cala obsada, kazdy powiedzial pare slow. Film byl ok, ale tylko ostatnie pol godziny bylo powalajace. Zrobilysmy sobie pozniej sesje przy plakacie, bo scianke i dywan juz niestety zabrali i poszlysmy swietowac do Five Guys. Tak ostatnio dobrze sie odzywiam, ze nie mialam nawet specjalnej ochoty na frytki, ale trzeba bylo swietowac. Wrocilysmy pozniej do Karoliny, gdzie posiedzialam chwile, zeby naladowac telefon i udalo mi sie dosc szybko wrocic do domu ostatnimi autobusami.
W czwartek musialam jedynie wczesnie wstac, zeby dac znac w szkole, ze zostaje w domu. Nadal jestem z siebie zadowolona, ze udalo mi sie to tak idealnie zalatwic. Mial to byc prouktywny dzien, ale nie podnioslam sie az do czasu, kiedy musialam sie zbierac na Grahama. Podjechalam do miasta 11 z moja super ksiazka i podeszlysmy z Karolina pod studio, gdzie moglysmy ominac cala kolejke. Troche musialysmy na dworze stac, wiec gralysmy sobie w quizy z wiedzy o Meryl. Do ostatniej chwili liczylam, ze Meryl sie tam pojawi... Tak sie nie stalo, ale i tak bylo super, bo Tom Hanks i Anthony Joshua byli zabawni. Krecili to w innym, mniejszym studio niz zazwyczaj, siedzialysmy z Karolina w drugim rzedzie, wiekszosc mialysmy zaslonieta przez kamery, ale zalapalysmy sie na opening i bylysmy w telewizji, lol. Lecialam pozniej zobaczyc sie z Tomekim, Marianna, Ola i Mackiem, ale zle sie czulam i nie bylam w bardzo sociable nastroju, wiec wpadlam tylko na 10 minut i wracalam do domu... That's about it
 

 
Przegladam przez caly dzien listy rzeczy do zrobienia i oprocz tego, ze musze jakos wiarygodnie byc chora w sroda i czwartek, zeby isc na premiere z Meryl i nagranie Grahama Nortona, to cale zycie wydaje sie byc pod kontrola... Seeing Charlotte in Paris in 16 days aside, bo na to totalnie nie jestem przygotowana.
Z bolem serca ruszylam dzisiaj rano do szkoly po miesiacu przerwy. Bus driver powiedzial, ze nie moge wziasc z moim kubkiem z goracym lekrstwem w srodu, ale w koncu mnie wpuscil. Obawialam sie tego pierwszego dnia, ale jakims cudem jest ok, a nawet za bardzo ok, co mi utrudnia ewentualna decyzje rzucenia szkoly. Tez okazalo sie, ze mamy super work opportunity na NTA. Dzien przed moim wyjazdem do Paryza of course... Przez co bede musiala jechac pociagiem, co mnie od zawsze kusilo. Strace tylko jeden dzien szkoly, wiec licze, ze to jakos przejdzie. Gorzej z sroda i czwartkiem. Musze przez ten miesiac robic projekt w szkole, zeby sie nie skonczylo jak ostatnio. Projekty mamy dwa. Jutro jedziemy gdzies do North Acton na zajecia na sound desk...
A dzisiaj musze dac rade pojechac do kina!
 

 
2/01/2018

1.45pm, top of Palazzo Venezia
Nie wyobrazam sobie lepszego miejsca na ropozczecie pingera w Nowym Roku, w nowym zeszycie. Wlasnie zakochalam sie troche w Rzumie. Siedze na dachu Pallazzo Venezia, gdzie bardzo niebrytyjsko wepchnelam sie do kolejki. mysle jak ostatnio lazilam po szczytach, zeby zobaczyc najlepsza panorame, a trafilam na nia teraz, spontanicznie i przypadkowo. Przeszla mi tez wlasnie refret, ze nie jestem w Venecji. Przypominam sobie o moim stresowym zwiedzaniu i chyba udalo mi sie z tym troche opanowac. Oby tak dalej. Nie bede teraz analizowac 2017 i 2018, bo recznie nie dam rady. Ale dobrze mi ten wyjazd rozpoczal. Na lotnisku bylo pusto. Kupilam chai latte i polozylam sie na drzemke, z ktorej ciezko bylo wstac. W samolocie udalo mi sie zasnac na aisle i obudzilo mnie ladowanie. Ciekawe, czy kogos kiedys nie obudzilo. Wyszlam prosto na autobus i chwile pozniej bylam juz w Termini. Wszystko planowo, idealnie. Bylo po deszczu bezchmurne niebo i fresh powietrze. Przespacerowalam sie z pomoca google maps do teatru, gdzie kupilam bilet, niestety nie wywalczylam stallsm ale mam okulary, wiec moge siedziec do gory Natknlema sie przy di Trevi na mala kawiarnie z tania kawa i ladowarka, wiec bede tam czestym gosciem. Jechalam pozniej spotkac sie z Vinem i bylam 1/10 przerazona, jak wysiadlam na totalnym odludziu, ktore wygladalo mega dodgy i dokladnie, jak miejsce, skad porywa sie mlode dziewczyny na trafficking. Vin pojawil sie w zajebistym Audi w wojskowym mundurze i poczylam sie bezpiecznie. Przepakowalam sie nieporadnie i wrocilam do metra, gdzie przeskoczylam przez barierke, wiec oficjalnie nie jestem juz turystka. Ide zwiedzac. Na spokojnie.

7.20pm, McDonalds, za rogiem teatru

Wkurwia mnie moj plecak i portefel, przez ktory nic sie w srodku nie miesci. Zle sie przepakowalam.

Krecilam sie dzisiaj caly c zas w tej samej okolicy, wiec powoli zaczyna mi sie Rzym laczyc w calosc. Nie moge sie doczekac, az bede moglam sobie spacerowac bez google maps. Zeszlam na dol i nie moglam sie nadziwic pieknem i ogromem tego budynku. Podeszlam pod Christmas Tree, ktore bylo wysmiewane w Internecie i przyczepilam tam moje wish. Porzucilam w miedzyczasie pomysl z kinem i postanowilam dopchac sie na wystawe. Jpdl, spedzilam w kolejce jakas godzine, a okazalo sie, ze na moja wystawe moglam wejsc bez. Bylam tak zla, ze przelecialam najpierw wszystkie pokoje, zeby sie uspokoic. Potem juz przeszlam na spokojnie. Ah, kocham fotografie. Znalazlam pozniej wreszcie kontrakt na moja marna baterie. Teraz siedze w Macu i jestem wykonczona, wiec rozwazam wycieczke po Red Bulla.

8/01, 11.45am, school
Swietnie mi poszlo z zeszytem we Wloszech...

2/01
Po Macu poszlam do teatru. Oczywiscie nie otworzyli drzwi na czas. Rozgladalam sie caly czas, ale po Lilianie nie bylo sladu. Polecialam od razu do gory, zeby porobic zdjecia psutego teatru. Skonczylo sie tak, ze cala gallery mialam dla siebie, wiec moglam siedziec gdziekolwiek. Podobal mi sie mega ten teatr, bo byl taki otwarty i nawet jak szlam do toalety, to wszystko widzialam. Pod koniec zaczelam sie troche stresowac, bo umowilam sie z Vinem na 10pm, a the show didn't seem to end. Caly czas myslalam,z e byla juz ostatnia scena, po czym przechodzili do nastepnej. Wyciagnelam nawet telefon, zeby dac Mu znac. Bylismy umowieni na drugim koncu miasta, ale bylo juz tak pozno, ze powiedzial, ze po mnie przyjedzie. Czekal juz na mnie na placu, na ktory rzucilam sie biegiem po schodach. Liliany w teatrze nie bylo, wiec nie mialam na co czekac. Bylo mi troche glupio, ale Vin byl kochany. Jechalismy dosc dlugo, do teraz nie do konca wiem, gdzie mieszka. W mieszkaniu bylam oczywiscie overwhelmed by space. Dostalam swoj wlasny pokoj z wygodnym w lozkiem. Nie moglam sie doczekac, az sie wyspie. Wypilismy kawe, chwile pogadalismy, wzielam wreszcie prysznic i resztkami sil probowalam zaplanowac nastepny dzien. Vin obudzil mnie rano, jak wychodzil do pracy, ale nie bylam w stanie wstac, wiec zostalam sama w domu. Cudowny byl to poranek. Couchsurfing at its best. Czekal mnie pozniej poltora godzinna przeprawa do miasta. Doswiadczylam w autobusie prawdziwego, mniej glamorous Rzymu. Jechalam jakas godzinne, przez dodgy okolice, w oddali widac bylo gory ze sniegiem. Wsiadlam pozniej w metro i podjechalam do muzeum, gdzie myslalam, ze jest wystawa Picasso, ale mieli tam tylko jeden obraz, wiec tylko pospacerowalam po palacu. Pozniej, hmm, poszlam na kawe i na Spanish steps. Przez caly dzien musialam tez deal ze sprawami zwiazanymi ze szkola, ale udalo sie wszystko zalatwic. Postanowilam swietowac, idac na lody, ktorych przez pol godziny nie moglam znalezc, bo skonczylam na uliczkach z fancy sklepami. W koncu znalazlam idealne miejsce i byly tak przepyszne, jak te w Venecji <3 Umowilam sie pozniej z innym Couchsurferem, bo chcialam, zeby ktos local mnie oprowadzil. Podeszlam do Vaticanu i wrocilam na Piazza Navona, gdzie spotkalam sie z Fabiem... Dalam sie zabrac na drinki, lody, i kawe... Troche sie nim wysluzylam, co bylo okropne, ale sam byl chetny Weszlismy tez do wszystkich mozliwych kosciolow. Z Vinem spotkaylam sie pozniej, ale powiedzialam, ze potrzebuje moj quit time, zeby napisac na blogu i poszlam posiedziec w Macu. Podjechalam na ostatnia stacje metra, gdzie Vin konczyl silownie i pojechalismy na kolacje, gdzie probowal mnie przekonac do zjedzenia warzyw. W domu dosc szybko poszlismy spac. Bylam przerazona, bo o 7 rano mialam autobus do Milanu. Nie bylo prawie szans, zeby tam sie dostac, ale nie chcialam, zeby Vin wstawal 2 godziny wczesniej, zeby kolejny raz mnie gdzies zwiesc... Poczatkowo myslalam, ze pojde na pociag pieszo, ale dobrze, ze sprawdzilam na google maps street view najpierw. Umarlabym tam ze strachu albo ktos by mnie zabil, na bank. Postanowilam zaryzykowac z autobusem. Mialam doslownie 5 minut pomiedzy dojechaniem na stacje, a pociagiem do miasta. Jakims cudem wszystko bylo wszystko na czas. Mialam nawet moment na moja ulubiona za slodka herbatke z vending machine. Znalazlam autobus, ktory podjechal po minucie i bylam pierwsza, ktora weszla do srodka, wiec zajelam moje miejsce na oknie z oparciem. OMG, pomimo ze ta podroz trwala 8,5h, czyli dluzej niz zazwyczaj jade do Paryza, w ogole mi sie nie dluzylo. Od razu zasnelam i obudzilam sie na postoju. Poszlam do lazienki, wrocilam, odswiezylam tag na twitterze i tradycyjnie caly zycie wywrocilo sie do gory nogami... Screening Hannah w Paryzu z Charlotte i Andrea. Fuck me. Bilet kupilam w 5 sekund. W Rzymie myslalam, ze ogarnelam wszystko ze szkola, a w tym momencie wyskoczyly mi dodatkowe 2 dni, ktore bede musiala ominac... Meczy mnie to do teraz, bo nadal nie wiem, jak mam to zalatwic. Anyway, bylam z powrotem stuck w pelnym autobusie i ciezko mi bylo to wzsystko przezyc. W sumie jeszcze nie mialam takiej clear realisation, co sie tak naprawde dzieje. Dojechalm do Milanu co do minuty na czas. Wpadlam po drodze na genialny pomysl. Nie mialam nic zaplanowane, wiec uderzylo mnie nagle: La Scala. Sprawdzilam bilety i przecenione byly za £38, ale pogadalam z Mama i w najgorszym wypadku moglam je kupic. Postanowilam jednak sprobowac, czy maja jakies day-seats. Moj Couchsurfer mieszkal niedaleko stacji, wiec szybko udalo mi sie tam podejsc. Wpadlam podekscytowana moim teatrlnym pomyslem i Sergio powiedzial, ze robia day-seats o 5pm, wiec musze sie pospieszyc. Byl mega mily i od razu sie dogadalismy, wiec nawet nie bylo mi glupio, ze tak szybko znikam. Wykapalam sie szybko i rzucilam sie szybko do centrum z mokrymi wlosami, przez co teraz jestem chora... Znalazlam tlum, z dwoma starszymi Paniami na czele, ktore rozdawaly dokumenty. Najbardziej complicated day-seats queue, w jakiej bylam. Dostalismy pozniej numerki, mine was 51..., po czym ustawilismy sie w koljece. Szlo wszystko dosc wolno, ale bilet byl raczej gwarantowany, wiec sie nie stresowalam. Dostalam miejsce w gallery za £10 i prawie poplakalam sie ze szczescia, tak jak wtedy, jak dostalam do Opery w Paryzu. Poszlam szybko do Maca, bo bylam mega glodna. Zaszalalam tez i kupilam sobie nibbles do teatru, niczym w Savoy'u Weszlam, wiadomo, pierwsza, zeby porobic zdjecia. Po raz pierwszy moje restricted miejsce bylo truly restricted. Siedzac, nie widzialm nic. Na szczescie mozna bylo stac gdziekolwiek, wiec stanelam na pierwszy akt na srodku, przy okazji obczajajac wszystkie wolne miejsca w boxes bellow. Zejscie na pietra nizej byly zablokowane, wiec uzylam emergency staircase. Na poczatku zeszlam na zle pietro, ale w koncu udalo mi sie znalezc box, z jedna Pania w srodku, ktora zauwazylam z gory. Modlilam sie caly czas, zeby nikt inny do niej nie wszedl. Zamykali nam drzwi, tak jak robimy w RAH. Przed samym poczatkiem uslyszalam klucz w drzwiach i sie przrazilam, ale byl to chyba tez ktos, kto nie mial do boxes biletu. Ah, jakie to bylo glorious. Kocham balet, kocham budynki oper za granica, wymarzony spektakl. Zostalam do samego konca, zeszlam na stalls porobic zdjcia pustego auditorium. Wracalam pozniej prosto do domu, bo chcialam sie zobaczyc z Sergio. Poszlismy dosc wczesnie do pokojow. Planowalam obejrzec Call Me By Your Name, ale zagadalam sie przez telefon, wiec pozniej jedynie sprawdzilam rozne wystawy, zeby zaplanowac dzien i poszlam spac.
Wstalismy dosc wczesnie. Sergio zaproponowal, ze mnie zawiezie do miasta. Find yourself a couchsurfer with a bike. Doslownie moja ulubiona activity ever, ale jezdzlislmy tylko po miescie, wolno, wiec nie bylo zadnej adrenaliny, ale za to zobaczylam duzo wiecej atrakcji, do ktorych pieszo bym na pewno nie dotarla. Odstawil mnie na Duano, gdzie udalo mi sie byc tam przed wszystkimi kolejkami. Kupilam pass na cztery atrakcje. Weszlam najpierw do katedry, ktora wewnatrz nie byla szczegolnie spectacular, ale omg, te slynne tarasy. Uwielbiam byc up, a tam mozna bylo chodzic po prawie calym dachu. Bylam w niebie. Poszlam pozniej jeszcze do piekne kosciola z pastelowymi sufitami i muzeum. Pozniej przeszlam sie przez ten slynny pasaz, probujac znalezc moja sukienke z Diora. Ruszylam pieknymi uliczkami w strone Modern Art Gallery, przystajac w roznych miejscach. Ah, trafilam z ta galeria idealnie. Wszystkie pokoje mialy piekne sufity i chandeliers. Obrazy tez byly piekne. Bylo tez pusto, wiec czulam, ze mialam cala galerie dla siebie. Pozniej poszlam na kawe do Maca, bo bylam zmeczona, kupilam tez Pringlesy na spcaer po miescie... Zmierzalam wmkierunku sklepu Taschen, ktory zobaczylam na naszej porannej przejazdzace, zeby popatrzec na moja ukochana w nowej ksiazce Petera. Obralam super trase, bo zwiedzilam grounds zamku i okolizce, w ktorych wczesniej nie bylam. Pozniej szlam prosto do domu, ale zahaczylam po drodze o Design Museum. Pozniej juz prosta droga do domu, zobaczylam po drodze przystanek, ktory byl zaraz obok. Sergio nie bylo, wiec na spokojnie sie spakowalam i zebralam. Autobus przyjechal na czas. Samolot za to byl opozniony prawie 2 godziny, nigdy mi sie to wczesniej nie zdarzylo... Pozniej nie zalapalam sie na autobus i bylam zalamana. Wrocilam Uberem do domu. Rano do pracy poszlam po rowerem, ale zapomnialam ID, wiec wrocilam do domu i znowu zamowilam Ubera... Ah, mega cieszylam sie, ze bylam z powrotem, ale bylam wykonczona, wiec usiadlam z tylu, zeby w razie czego moc pospac. Nie bylo za bardzo jak, bo caly czas robilismy jakies activities. Wypilam tyle kaw i herbat, ze bylo mi pozniejj niedobrze. Po fire evac mieslismy zajecia o naszym performance i nie moge sie nadziwic, jak o nas dbaja w tej pracy. Mega mi sie to podobalo i tylko pokazuje mi to, jak w mojej szkole powinno byc, a nie jest. Nie udalo mi sie zdobyc biletow do teatru, wiec planowalam isc do kina, ale dotarlam do domu tak wykonczona, ze postanowilam odpoczac. Naprawilam za to wifi na komputerze i pobralam wszystkie dostepne nagrodowe filmy. Doladowalam Oysterke i skoro nie jechalam do kina, nie chcialam jej zmarnowac, wiec podjechalam na King's Road kupic maseczke i prawie kupilam Call Me By Your Name w Waterstones, ale stamps zostawilam w starym portfelu
Wczoraj ostatni dzien w pracy i troche mi sie nie chcialo, bo czulam sie slabo. Na szczescie poranna wystawa mega szybko zleciala, zagadalam sie ze spoko ziomkiem z merchandise, ktory byl calkiem cute. Okazalo sie pozniej, ze bylam zapisana na cos innego na zmiane, ale Jessie powiedziala, ze moge isc do domu, tak jak planowalam. Normalnie pewnie zostalabym na caly dzien, ale zle sie czulam i potrzebowalam tej drzemki w domu, wiec wrocilam sie chwile przespac i jechalam popoludniu na wieczorna zmianke. Jakims cudem dostalam najlepsza pozycje. Bez zadnych problemow, poza tym ze czulam sie slabo i nawet z ludzmi mi sie nie chcialo rozmawiac. Wrocilam do domu idealnie na red carpet. Bylo troche nudno, w polowie ceremoni zasnelam, ale obudzilam sie na szczescie na najwazniejsze nagrody.
Dzisiaj wstalam nawet bez problemow. Gorzej z nastawieniem psychicznym... Niestety okazuje sie, ze nie jest tak zle, co mi jeszcze bardziej utrudnia decyzje i juz w ogole nie wiem, co robic.
 

 
Holy fucking fuck. Pieknie ten rok na pingerze zaczelam... Jedyny plus powrotu do szkoly, przynajmniej codziennie bede pisac, bo nie mam ochoty nic tutaj innego robic.
Nie wiem nawet od czego zaczac. Nie napisalam zadnego podsumowania ani oficjalnych postanowiec... Ale tez ten New Year's nie byl jakis specjalny. Nigdy wczesniej nie bylam caly dzien w Sylwestra w pracy Bylo milo, mialam dobra pozycje bez problemow, latalam dookola telling people off for taking photos, co mi sie calkiem podobalo. Skonczylismy wczesnie, pamietam, ze mialam wtedy mega napad szczescia i bylam bardzo pozytywnie nastawiona do zycia. Nawet szkola mnie teraz nie przerazala, bo postanowilam, ze skupie sie na wszystkim poza, dzieki czemu latwiej mi bedzie tutaj przezyc. Spacerowalam side Hyde Parku, poszlam najpierw odebrac bilet i na ostatnie w roku frytki do Five Guys. Wrocilam potem do kina, film byl genialny, miejsce na fireworks jeszcze lepsze, zajelam troche wczesnie miejsce i marzlam, wiec zaczelam do wszystkich dzwonic, ktorzy juz byli w 2018. Po fireworks lecialm od razu w strony Hyde Parku, probowac pokonac tlum. Nie wiem, jakim cudem, ale podjechala pusta 22, w ktora od razu wsiadlam i o 1 bylam juz w nocy w lozku
1 stycznia spedzilam poranek w lozku. Czekala mnie noc w podrozy, wiec chcialam troche odpoczac in advance. Zebralam sie spokojnie na Follies, pierwszy raz in ages, zakladajac sukienke. Wsiadlam w 19 i chcialam spokojnie podjechac na Picaddily, ktora okazala sie byc zamknieta i wpakowalam sie w najgorszy objazd ever, pieklo Oxford St. Na szczescie mialam sporo czasu, wiec udalo mi sie nie stresowac. Po drodze do NT wpadlam do pubu przywitac sie z Ela. W NT nalalam sobei winko w toalecie i czekalam na otwarcie auditorium. Miejsce bylo OMFG. Bylo to zdecydowanie najlepsze Follies. Niesamowicie bylo slychac Imelde nawet w takich grupowych numerach. Na koniec cast krzyknela Happy New Year. O Follies jednak momentalnie zapomnialo, bo stalo sie cos, co traktuje jako znak na 2018. Schodzac po schodach uslyszalam za soba znajomy glos. Obrocilam sie i szla za mna K A R E N. Moja najwieksza crush z pracy. Nogi mi sie ugiely, prawie spadlam ze schodow. Zaczelam chodzic w prawo i lewo, bo liczylam, ze na Nia wpadne. Powinnam byla normalnie do Niej podejsc i zlozyc zyczenia. Cala droge powrotna do domu nie moglam przezyc, ze zmarnowalam taka okazje.
Dotarlam do domu okolo 11pm i mialam 2 godziny, zeby ogarnac sie na wyjazd do Wloch.
 

 
One wpis everyday.
 

 
Rok 2017 pod haslami: Charlotte, Paris i heartbreak.
2018: Charlotte, Paris i heartful hopefully.
Ostatni pos w tym roku, yay.
Zycze sobie consistency na pingerze przede wszystkim.
 

 
Ok, tydzien wakacji w mega skrocie, bo inaczej nigdy nie bede mogla tego skreslic z mojej listy.
Jechalam do Paryza w ciagu dnia, ale i tak wstawalam mega wczesnie, zeby byc pierwsza w kolejce do autobusu, ktory byl prawie pusty. Az bylam zla, ze nie zajelam pieciu miejsc z tylu, bo i tak nikt inny by tam nie przyszedl. Bardzo przyjemna podroz, troche spalam, zaczelam tez moje nowe baby, ksiazke Paris by One, zeby wprawic sie w nastroj Dojechalismy hmm, popoludniu. Padal deszcze i akurat mialam drobne, wiec szybko podjechalam na Chatelet, gdzie przeszlam sie kawalek i usiadlam na kawie w Macu. Hamza z Ludo zaplanowali night out, wiec nie mialam chwili odpoczynku. Poszlam tylko ogarnac sie do lazienki w Pompidou i podeszlam do Ludo. Ah, moja ulubiona miejscowka w Paryzu. Siedzia z Nimi Norma z US, ktora opuscila nas dosc wczesnie. Poszlam po zakupy i wrocilam z trzema butelkami wina. Chyba wypilismy wszystkie... Plan byl taki, ze mialam wrocic i spac u Hamzy. Bylam jednak zbyt zmeczona i pijana i skonczylam u Ludo z Ludo. lol Potrzebowlam takiego wieczoru to be honest. Rano jednak pozalowalam, bo musialam wyjsc razem z Nim, mega wczesnie rano. Opowiedzialam Dziewczynom wszystko na whatsappie i poszlam na sniadanie do Maca. Podeszlam pozniej do Gilbert zrobic cos, na co czekalam od prawie dwoch lat. KUPIC SOUS LE SABLE NA DVD, KTORE BYLO NOWE, WIEC NIGDY MNIE NIE BYLO NA NIE STAC. Ah, serio, ile razy mialam to DVD w rece. Wprawilo mnie to w cudowny nastroj. Podeszlam pozniej do Pompidou, ktore nadal bylo zamkniete, wiec spedzilam 40 minut w kolejce, czytajac ksiazke. Wydaje mi sie, ze szlam tam glownie, zeby naladowac telefon, bo zostawilam na noc odlaczony Podjechalam stamtad do muzeum Moneta, ktore bylo jedynym moim planem turystycznym na ten wyjazd. Zostalo jednym z moich ulubionych muzeow, niesamowita kolekcja. Mialam pare godzin do Charlotte i chcialam przespacerowac sie z powrotem do miasta. Zaczelo padac i na poczatku dalo sie jeszcze isc, ale nadciagala gigantyczna chmura, wygladalo jakby swiat sie mial zaraz skonczyc. Bylam nad rzeka, kiedy zaczela sie nie do opisania ulewa, wiec schowalam sie w metrze i przez ponad godzine jezdzilam w te i z powrotem. lol Co robilam przed sama Charlotte, can't remember... Bylam spanikowana jak nigdy. Budaowalo sie to we mnie przez caly dzien, ale z godziny na godzine bylo coraz gorzej. Naprawde bylam bliska rpawdziwego ataku paniki. A wszystko dla tego, ze nie chcialam, zeby mnie zobaczyla i obawialam sie, ze na tym spotkaniu bedzie jakies 10 osob. Uratowala mnie Karolina, ktora pozostawala ze mna na telefonie, jak bylam on my way. Mial mnie wspierac Ludo, ale jak to mezczyzni, byl failure i siedzial jeszcze w pracy. Dotarlam w koncu na miejsce i kamien spadl mi z serca, jak zajrzalam do srodka i zobaczylam maly, ale wypelniony krzeslami pokoj, w ktorym spokojnie moglam sie gdzies z tylu schowac. Bylo jednak jeszcze za wczesnie, wiec wrocilam na ulicy i w tym momencie zobaczylam Charlotte, ktora mam nadzieje, nie zobaczyla mnie. Smutno i strasznie mi wtedy bylo. Do czego to doszlo, ze autentycznie musze sie przed Nia chowac. Czekalam na Ludo do ostatniej chwili, a poszlam w koncu i zajelam idealne miejsce z tylu z boku. Myslalam, ze bedzie to jakis wieczorek autorski, a autor pojawil sie na pare sekund, reszta to Charlotte przez pol godziny czytaja duzy fragment ksiazki. Jej glos jest jednym z moich najwiekszych zyciowych blessings. Lepiej ten wieczor nie mogl wygladac. Zla tylko jestem, ze nie wzielam ulotki, ale balam sie tam gdziekolwiek pokazywac. Mieli pozniej male reception, ale wyszlam i wrocilam do domu. Bylam wkurwiona na Ludo, ktory oczywiscie jakos sie wykrecil. Dolaczyli po chwili do nas Hamza z ziomkami. Niestety po zobaczeniu Charlotte nie mialam ochoty na spedzanie czasu z nikim, wiec troche zabijlam nastroj. Probowalam sie jakos rozkrecic, Chlopacy grali mi na gitarze glupie piosenki i troche to wszystko pomoglo. Bylam jednak troche zmeczona po tym dniu w deszczu i panice, i prawie zasypialam na podlodze, wiec dosc wczesnie poszlismy spac. Rano wstalam na autobus na lotnisko, ktory odjezdzal z dworca kolo domu Charlotte...
Dojechalam na lotnisko mega wczesnie, milo sie siedzialo i czytalo, uwielbiam lotniska. Wszystko dzialo sie wg schedule i jakims cudem wyladowalam i wyszlam z lotniska w Gdansku tak, ze po wskoczeniu w taksowke niczym w filmach, zdazylam na wczesniejszy pociag, dzieki czemu dojechalam do Poznania o normalnej godzinie.
Tradycyjnie pierwsze co to zjadlam frytki. Posiedzialam troche z Dziadkami i Mama i poszlam spac. Jaki to byl dzien tygodnia, hmm, niewazne. Nie mialam zadnych planow i troche dostawalam na glowe, wiec postanowilam pojechac jednak do Berlina i to nastepnego dnia o 4 w nocy. W dzien pojechalam na zakupy i kupilam wreszcie nowe buty i cieply sweter. W n ocy mialysmy z Mama po drodze awanture, w autobusie na sczescie nikogo nie bylo i spalam cala droge, przerwana zepustym autobusem raz pod Poznaniem, na dobre pod Berlinem, przez co spedzilismy dwie godziny na autostradzie czekajac na replacement i dojechalam na miejsce z 3 godzinnym opoznieniem (za co dostalam dzisiaj refund lol). Podeszlam do Tomka do domu, zatrzymujac sie co chwile, bo bylam w Charlottenburgu, gdzie na koszach na smieci bylo napisane Charlotte. Znalalzam nawet Jej zdjecie w w ksiazce HM w ksiegarni. Ale sie cieszylam na to spotkanie. Przez caly rok widzialam Tomka raz na jakies 5 minut na schodach przed mieszkaniem Jego siostry. Zjedlismy sniadanie, pobawilam sie Alexa, wymyslilismy krotki grafik, przedstawilam Tomkowi moj dylemat zyciowy ze szkola, obejrzelismy nominacje do Golden Globes z Karolina i poszlismy na Weinachtsmarkt! Wpierw do Charlottenburga <3 Ah, te Christmas markets w Berlnie to jedna z moich ulubionycvh rzeczy na swiecie. Razem z grzanym winem, ktore pilismy z rumem... Dosc szybko to weszlo. Przenieslismy sie na Gendarmenmarket i lol, nie wierze, ze to byl ostatni punkt wycieczki, bo nielimitowany rum nas doslownie zabil, nie pamieamy oboje jak dokladnie wrocilismy do domu, ale o 9pm juz spalismy, hahaha. Zjadlam nieswiadomie cale opakowanie wafli ryzowych, kruszac wszedzie, haha. Ciezki byl poranek, ale nie czulam sie najgorzej. Na szczescie autokar byl zupelnie pusty, siedzenia rozkladaly sie praktycznie do pozycji lezacej i spalam cala droge powrotna. Wrocilam do domu tramwajem i na nic nie mialam juz sily wieczorem. Nic w Poznaniu tradycyjnie nie robilam, nawet nie probowalam sie za nic zabrac, bo przyzwyczailam sie juz do tej totalnej demotywacji, jak tam jestem. Spotkalam sie jednego wieczora z Marcela, kiedy tez udalo mi sie kupic koralki na moja nowa/stara bransoletke 'Charlotte<3' <3 Spedzilam tez caly dzien u Werki, gdzie czuje domowa i ciepla atmosfere, ktorej nie ma w moim domu. Pieklysmy pierniczki, Werka zrobila pizze i ciasto do pizzy, zajmowalysmy sie kochanym Brunusiem, opowiedzialam Jej o ostatnich miesiacach, Karol podrzucil mnie wieczorem na dworzec, bo jechalam do miasta kupic buty i hmm, that was about it. 15 wracalam do Londynu, nie udalo mi sie swap zmiany w pracy, wiec wyslalam jedynie maile i I kept my flight mode on, zeby nie mogli sie do mnie dodzwonic Chyba powrot do domu spcaerem z urwana torba juz opisalam, wiec yay, udalo mi sie nadrobic wszystko!
 

 
Minela polnoc, wiec przynajmniej w ostatni dzien bede miala pare wpisow, bo mam resztke hotspota i pisze je teraz wszystkie w notepad, zeby pozniej na raz wrzucic. Anyway, dzisiaj bylo fizycznie ciezko. Modlilam sie i dostalam wymarzone, najspokojniejsze pozycje. I pierwsza czesc taka byla. Do tego udalo mi sie pozbyc ostatniej zmiany w styczniu, wiec prace na przyszly miesiac mam ogarnieta. Na lunchu Raquel postawila przede mna przepiekny tort. Siedzialam na Door4, gdzie udalo mi sie napisac list, ktory zamierzalam napisac od jakichs 3 lat (niestety nie chodzi o list do Charlotte), pogadalam troche z Charlesem i Seanem, i poszlam na pare przerw i jakos zlecialo. Nie moglam sie doczekac, az obejrze sobie spokojnie show ze stalls. Nie usiadlam na dluzej niz 2 minuty. Caly moj dobry nastroj i napad szczescia zostal przerwany wpierw przez latecomers, ktorych bylo pelno, w malych odstepach przez caly pierwszy akt i przez ludzi z telefonami, ktorych przez cala druga polowe wylapywalam z dwojch wejsc na stalls. Czulam sie jak policja. Pod koniec bylo mi troche glupio, ze tyle osob bylo przeze mnie told off, a poza tym mnie wkurwili, wiec nie stalam nawet na drzwiach, zeby sie z Nimi zegnac. Bad steward. Skonczylismy jako pierwsi. Kupilam RedBulla, zeby miec troche energii na pingera... Teraz tylko opisac Paryz/Poznan/Berlin i moge isc spac. lol
 

 
Drogi soku z grapefuita, podtrzymaj moje resztki energii, zebym wreszcie nadrobila Paryz. I zeby starczylo mi hotspotu, zeby zaladowac pingera. Od jakichs 3 godzin mam napad szczesia i energii, ktory powinnam byla przeznaczyc na odhaczanie wszystkich rzeczy z 'to do' list przed wyjazdem, bo jest to jeden z trzech pozostalych wieczorow, zeby wszystko zrobic. So far I'm failing, oczywiscie najtrudniejsze rzeczy zostawiam na koniec...
Ok, wczoraj. Mialam jeszcze zaladowany rower, wiec rano podskoczylam do pracy w jakies 10 minut. Bylam tradycyjnie kuszona przez SOuth Ken books, ale weszlam tym razem tylko po znaczki. Dress rehearsal i pierwsze show 'The Nutcraker'. Przez pol dnia nie mielismy naprawde co robic, bo bylo nas za duzo. DSM wydrukowala nam liste dodatkowych zajec na sile, hahaha. Roznislam pare leaflets w boxes, ogladajac dress rehearsal i pierwszy raz od miesiaca dotarlo do mnie, ze jednak troche zalezy mi na pracy w teatrze. Wszedzie mieli rozstawione production desks i chcialam sobie tam posiedziec. Przez pare godzin bylam na zamknietych drzwiach, z nudow probowalam policzyc wszystkie kawelki na podlodze, lol. Po rotacji zostalam doslownie na pare godzin z pustym pietrem, wiec chodzilam dookola, spedzilam jakas godzine gadajac z Giftonem o awards shows, Meryl Streep i Call Me By Your Name o czym chce wszystkim opowiadac i ogladalam probe z Natalie w jednym z boxes. Na show dostalam najlepsza pozycje, siedzialam na srodku areny. Zaczelo sie ciekawie, bo wszystkie siedzenia byly zle ponumerowane, bylysmy tam tylko we dwojke, ale udalo sie wszystko ogarnac. Juz od prob bylam troche unimpressed, obejrzenie actual show tego nie zmienilo, pare efektow jest fajnych, zwlaszca spadajacy na cale auditorium snieg, ktorego do konca wieczora nie moglam sie pozbyc, ale sam ballet taki sobie, moze przez to, ze caly czas mysle o paryskim The Rite of Spring... Szlam pozniej na moment na Door 12, a pozniej na post-show, ktorego skonczylo sie w 5 minut, po czym przeniesli mnie na drugie post-show, ktore tez skonczylam wczesniej. Myslalam wtedy, ze z dodatkowym czasem cokolwiek zrobie, ale wrocilam do domu i skonczylam jedynie ogladac I, Tonye.
Dzisiaj rano wyjatkowo nie chcialo mi sie za bardzo nic robic. Na miejscu w pracy oczywiscie sie to zmienilo, dostalam taka pozycje, jak sobie wymarzylam. Mialam problem z jedna kobieta, ale udalo nam sie to troche zignorowac i sama zmienila sobie miejsce. Spedzilam pol dnia poznajac Romi, z ktora nigdy wczesniej na sasiadujacych pozycjach nie bylam, wiec dopiero teraz udalo mi sie z Nia blizej porozmawiac. Zawsze mnie ciesza nowe znajomosci w pracy, bo wszyscy sa niesamowici. Na druga czesc robilam boxes, w ktorych ludzie byli przemili. Az nudno bylo bez zadnych issues. Zapisalam sie rano na post-show, ktore again, skonczylo sie mega wczesnie, ale bylam tam z kochanym Antonym, z ktorym przespacerowalismy sie na koniec dnia na South Ken.
Dzieki pracy mialam naprawde napad szczescia przez caly wieczor, nie moglam przestac pierdolic ze szczescia przez telefon. Przeszlo to pozniej w przezywanie Wloch, Liliany Cavanani i Charlotte, i chyba z tym wszystkim przesadzilam, bo wlasnie zaczynam padac ze zmeczenia.
 

 
FUCK 2
Postaram sie tym razem nie zmarnowac potencjalu energy drinka. Fuck number 1 pozostawiam do calego nieopisanego tygodnia Paryz/Poznan/Berlin/urodziny bloga.
Pozniej zapowiadalo sie obiecujaco, ale od powrotu ciezko mi bylo zabrac sie za codziennie pisanie. Tlumaczylam sama siebie przed sama soba, ze codziennie bylam w pracy i mozna to wszystko w calosci opisac. Eh, pinger naprawde cierpni przez whatsappa, gdzie codziennie nagrywam Karolinie rozentazjuzmowane wiadomosci po pracy z pracy. Mam mala obsesje na punkcie mojej pracy i miejsca gdzie pracuje. Praca, praca, praca. Moglabym tak codziennie. I codziennie przez 9 dni pod rzad w pracy bylam. Codziennie po dwa albo trzy razy albo nawet piec, jesli chodzi o 12 Days of Christmas, ktore spiewane byly nawet po zakonczonych koncertach, slyszalam wszystkie mozliwe kolendy swiata. Ludzie dookola narzekali, ale to byly moje swieta, tylko tu i tam, wiec w ogole mi to nie przeszkadzalo. Z pamietnych momentow, to na wejsciu przywitalam Ralpha Fiennesa, ktory spiewal sobie w boxie na srodku, dzien pozniej mialam w moim boxie Maggie Smith, ktora bardzo cieszyla sie widzac, ze musze otworzyc drzwi kluczem i jedna z ostatnich zmian, z najbardziej entitled as fuck ludzmi, jakich widzialam, gdzie praktycznie musialam ze wszystkiem radzic sobie on my own, ale zostalo to docenione.
Przez ostatnie 10 dni w pracy poczulam sie w niej w 100% i wiem, ze ze wszystkim moge sobie poradzic. Bedac tam codziennie, duzo bardziej zblizylam sie tez z ludzmi i powoli zaczynam nazywac Ich rodzina, niczym moja klase. Bywaly bardziej eksyctujace zmiany, pod koniec za duzo bylo osob z agencji, przez co jest inna troche atmosfera. Lunche byly super, frytki, ryz, makaron, w naszym pokoju stol zawalony caly czas slodyczami, sama nawet na Wigilie przynioslam czekoladki i biscuits.
Hmm, teraz zaluje, ze nie opisywalam dzien po dniu, bo pewnie predzej wroce sie tutaj niz w odsluchiwanie na whatsappie. Moja ulubienice widzialam tylko w biegu z daleka, na rownie pamietnej zmianie, kiedy ogarnialam caly parking. Ano tak, to ta sama zmiana z tymi entitled ludzmi. Hmm, mialam tez pozycje na wszystkich mozliwych pietrach, po raz drugi w zyciu bylam na koncert w gallery. Jak nasza staff kocham, tak security, hospitality i ludzie z agencji mnie wkurwiaja swoim brakjiem customer service skills. Co bym mogla jeszcze napisac o pracy, hmm... Naprawde ja kocham. Nie moge sie doczekac na jutro po trzech dniach przerwy. Najlepsze w tym wszystkim jest to, ze mam za to placone. Placa mi za dobra zabawe. Moglabym sobie spokojnie i wygodnie zyc, pojechac do Australii, na Islandie... Niestety zbliza sie szkola, o czym na razie jeszcze nie mysle, chociaz akurat dzisiaj myslalam, ale o tym pozniej.
Co dzien tylko do pracy i z powrotem, wiec zaoszczedzilam na Oysterce i codziennie sobie spcaerowalam. Spacerowalam na poranna herbatke. Raz zostalam zatrzymana przez witryne South Ken books i kupilam impulsywnie 'Brief history of France'. Tak to wiekszych ekscesow po drodze nie bylo. Charlotte okazalo sie na swieta byla w Paryzu, wiec nie musialam Jej nawet wypatrywac na King's Road. Wieczorami padalam, wiec dopiero przez ostatnie dni udalo mi sie zabrac za rzeczy z 'to do' list. Mam nocleg w Rzymie, przeraza mnie troche to, ze nie mam zadnych biletow autobusowych ani nawet biletu do teatru, a przeciez po to tam jade. What else, what else. To chyba tyle jesli chodzi o minione dni. W Wigilie mialam w pracy w domu mala zalamke, szczegolnie jak rozmwialam z Ziomkami podczas pierwszej pasterki, ktora mnie ominela
W Christmas Day wszystko bylo zamkniete, wiec wybieralam jedynie pomiedzy kosciolami. Bylam juz kiedys w St Pauls, wiec tym razem wybralam Westminster Abbey, co bylo calkiem exciting, BO NIGDY TAM NIE BYLAM. Serio, wszystko w tym miescie robilam, a nie zaliczylam takiej atrkacji turystycznej. Nudne bylo to spiewanie, ale przynajmniej cos robilam. Popoludniu spalam, wieczorem podjechalam kolejna probe obejrzenia Melinda and Melinda.
WCZORAJSZY DZIEN BYL OMFG CUDOWNY Wszystko idealnie sie zgralo. Rano kupilam przez telefon rush tickets na Oslo. Podjechalam kolo poludnia do miasta, po raz pierwszy od ponad trzech tygodni, bedac w autobusie. Pogoda byla przepiekna. Bylo calkiem pusto, nadal taka swiateczna vibe w powietrzu. Kupilam najpierw bilet na prawie wyprzedane Three Billboards, pozniej wrocilam sie na Panton St na Call Me By Your Name, omg, ten film jest wszystkim, czego chce w zyciu (tj takiego zwiazku z Charlotte, przez co tak samo jak piekny, jest ten film heartbreaking, bo nigdy mi sie nic takiego nie przydarzy; nie z Charlotte to nie chce). Pozniej przenioslam sie do Picturehouse na Three Billboards z Frances McDormand. Mialamn przez te kina napad szczescia. Po dwoch filmach poszlam w deszczu na spacer i udalo mi sie na spokojnie pogadac z Oldzi. Wrocilam przemoknieta do teatru, gdzie troche przerazil mnie 3-godzinny running time, ale po 10-minutowej drzemce w pierwszym akcie, bylam pozniej mega alert i calkiem wszystko ogarnelam, chociaz sztuka byla o probach pogodzenia konfliktu miedzy Isrealem i Palestyna, o czym przed zobaczeniem 'Oslo', mialam jakies 0.5% pojecia. Wrocilam do domu autobusem, co teraz wydaje sie luksusem.
Eh, dzisiaj rano probowalam zdobyc bilet do The Globe. Nie wybacze sobie, ze nie zalatwilam tego wczesniej. Moze i dobrze sie stalo, ze go nie dostalam i mialam pol dnia w domu, bo nie wiem, kiedy bede miala nastepna okazje, zeby zrobic pranie albo posprzatac pokoj. Poprzestawilam nawet pare rzeczy na polkach, przez co mam troche wiecej miejsca, ale i tak jestem bliska wykupienia lotu do Poznania z bagazem, tylko po to, zeby przewiezc do archwium wszystkie ITEMy. Wychodzilam po poludniu i zeby zaoszczedzic, ponownie zdecydowalam sie na rower, co jest najszybsza i najtansza opcja. Dojechalam pod same kino, gdzie poczytalam przez godzine, zanim kupilam bilet i polecialam szybko do Maca po spiced cookie latte. Ale bylam Happy End disappointed. Za bardzo czekalam na ten film. Mialam 10 minut, zeby przygotowac sie na It's a WOnderful Life, ktore z kolei bylo lepsze, niz sie spodziewalam. Zaplanowalam sobie ostatnie frytki przed powrotem do #fitlikeCharlotte W drodze do Five Guys wpadlam na mojego landlorda, hahahaha. Powrot rowerem do domu byl mega przyjemny, pomimo ze prawie zamarzlam. Przejechalam przez Buckingham Palaca i Victorie, przeszlam sie przez Sloane Square i wymienilam rowerem, zeby na spokojnie przejechac sie wszystkimi uliczkami Chelsea.

OMG, powiedzmy, ze nadrobilam. Pisac dalej wczesniej, czy isc spac, czy isc ogladac...
  • awatar Gość: wis znos opanuj bo ci cosik wyobraźnia za bardzo szwankuje i pierdy takie że szok
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Fuck, fuck, fuck, ale zle archiwum za grudzien bedzie wygladalo. Tragicznie wrecz. I to w miesiac dziesiatych urodzin... Truly shameful. Szybko nadrobie teraz weekend w pracy, pozniej poprzedni tydzien w Paryzu, Berlinie i Poznaniu, a pozniej podsumowanie roku i ostatnich 10 lat, lol, na pewno.

Ok, jako moment powrotu moge uznac, jak wysiadajac z samolotu zerwala mi sie pozostala handle od torby, przez co oprocz zapakowanego plecaka na plecach, musialam caly czas niesc na klatce piersiowej wielka, troche ciezka torbe, nie mogac jednoczesnie zrobic nic innego. Nie spieszylo mi sie, dobrze, ze nie mialam pomyslu, zeby probowac zdazyc do pracy. Autobus czekalby na mnie idealnie, gdyby nie to, ze nie moglam kupc biletu na National Express, tylko na jakis inny. Mialam 45 minut spare i z bolem serca ogarnelam, ze nie ma tam Preta, tylko Cafe Nero, wiec musialam z chai latte jeszcze troche wytrzymac. Wysiadlam na Victorii i ruszylam do domu pieszo z torba... A chcialam porobic zdjecia na King's Road w moj ostatni wolny wieczor. Cieszylam sie, ze jestem z powrotem, momentalnie wrocila mi motywacja do wszystkiego. Usiadlam na moim miejscu w Pret z nowym zeszytem i spisalam sobie nowa 'to do' liste i male postanowienia, zeby przez reszte holiday wiesc ogarniete zycie. Dotarlam w koncu z torba do domu. Zaskoczyl mnie milo mega porzadek, jaki w pokoju zostawilam. Poszlam pozniej do Coopa zrobic zdrowe zakupy. Zaczelam wieczorem ogarniac wyjazd do Wloch i bilety zdazyly juz podrozec od czasu, kiedy sprawdzalam poprzednio. Mialam duzo opcji i bylam bliska kupowaniu pierwszego biletu do Venecji, kiedy zobaczylam, jak drogie sa powrotne z Rzymu. Znalazlam najtansze powrotne z Milanu, wiec postanowilam sie z tym przespac.
Wstalam wczesnie przed praca, zeby na spokojnie sie ogarnac i troche impulsywnie kupilam jednak te bilety, do czego do teraz nie jestem do konca przekonana i musze sobie powtarzac Charlotte's 'You have to own it.' a propos jakiejkolwiek decyzji. Troche jestem przerazona tym, ze znowu bede jakis tydzien bez snu, a mial to byc ostatni spokojny tydzien na najblizsze trzy miesiace. Anyway, nie moglam sie doczekac na powrot do pracy I LEPIEJ BYC NIE MOGLO, OMFG. Mam paranoje nawet przed opowiadaniem Karolinie o mojej crush z pracy na whatsappie po polsku dopoki nie oddale sie wystarczajaca daleko od pracy, wiec tym bardziej boje sie tutaj cokolwiek pisac, ale ta osoba made my day, bo bylam z Nia pare razych na sasiadujacych pozycjach, przez co mialysmy wiecej interakcji niz kiedykolwiek; mozna powiedziec, ze sie zaziomkowalysmy Anyway, dostalam chyba moj ulubiony zestaw pozycji, bylo w miare spokojnie, trzy Christmas show, w zyciu nie widzialam takiej kolejci swiatelek, akcesoriow i dekoracji, wszystkie boxes ludzie przyozdabiali, nie da sie tego Christmas spirit opisac, ktorego niestety nie czuje, przez co po pracy zastanawialam sie, czy ja mam jakiekolwiek uczucia... Plus na lunch byly frytki, wiec naprawde lepiej byc nie moglo i wracalam uradowana pieszo do domu.
Wczoraj dostalam z kolei pozycji, ktora w sobote wydawala mi sie najgorsza, przez to ze mamy teraz czesto triple show days i na drzwiach mozna dostac na glowe. Okazalo sie, ze w sumie bylo jeszcze lzej niz bycie w srokdu przez caly czas. Kolenje triple show zlecialo w miare szybko, mialam oczywiscie jakas wpadke, czasem nie jestem dobrym steward Bylo smisznie ze wszystkimi, kocham ten budynek, kocham tea breaks, naprawde nie wiem, jak bym miala teraz tutaj bez tego miejsca przezyc.
Rozwazalam dzisiaj zapisanie sie na dzienne zmiany, ale dopisalam sie tylko na post-show, zeby miec czas zrobic wreszcie pranie. Planowalam zrobic wszystko z mojej listy, ale ledwo zdaze napisac ten post na pingerze Byla przepiekna pogoda i przeszlam sie tylko szybko do parku, zalujac, ze nie mam czasu na Saatchi, ale musialam wszystko w pokoju ogarnac. Wreszcie oddalam swetry, ktore sama kiedys dostalam, wiec przynajmniej jedna rzecz moglam odhaczyc. Teraz zbieram sie do pracy, mam nadzieje, ze wpadne na moja ulubienice

Nie wiem, czy jestem szczesliwa, czy nieszczesliwa.
 

 
FUCK
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
OMG, jak dawno nie pisalam z Apple Store. W innym zyciu mi sie wszystkie wtedy wyjazdy wydaja. Wlasnie odechcialo mi sie pisac, a juz na pewno nie bede nadrabiac ostatnich 5 szalonych dni. I'll try though.
W czwartek czekala mnie kolejna rozmowa... Spodziewalam sie, ze zaczniemy od histerii w srode, ale byl to calkiem normalny tutorial. Troche sie rzy niektorych rzeczach bronilam, probujac jednoczesnie nie zaczac kolejnej histerii. Moj feedback byl ok. Na koniec Vicki spytala sie, czy mam jakies pytania albo czy chce cos powiedziec i wtedy juz nie moglam nad soba zapanowac i zaczelam ryczec. Tak, ze ciezko mi bylo cokolwiek powiedziec. Powiedzialam wszystko co chcialam, ze mam wrazenie, ze nie chca zebym byla na tym course, ze nie czuje w Nich zadnego wsparcia, ze traktuja mnie inaczej niz pozostala trojke. Vicki tez mi pare rzeczy wygarnela, z ktorymi sie calkiem zgadzam. Overall dobrze bylo z siebie wszystko wyrzucic, ale nie sadze, zeby na dluzsza mete to cokolwiek zmienilo. Poszlam pozniej na maly cry w lazience niczym Charlotte w Hannah i wrocilam na zajecia z Nickiem, gdzie opowiedzialam o moich rysunkach i zabralam sie za konstrukcje malego set modelu prison scene. Od razu przyszedl mi do glowy pomysl z woda i wyspa, zainspirowany Lady from the Sea z Donmaru (wlasnie mi sie przypomnialo, ze warto by bylo pojsc zapytac sie o program). Bylam z siebie i swojej pracy calkiem zadowolona. Nick byl cudowny, dal nam na swieta arystow to look up. Jeden z najfaniejszych dni w tym semestrze, przynajmniej caly dzien cos konkretnego robilismy. Nie spieszylam sie tym razem do wyjscia, bo planowalam pojechac do Peckham do kina. Zimno mnie jednak pokonalo i widzac ze autobus mam za 25 minut zrobilam zakupy i pojechalam do domu odpoczac.
Piatek bye przepiekny. Dojechalam do miasta oczywiscie za wczesnie, wiec poszlam na spiced cookie latte do Maca, przy ktorym po raz pierwszy poczulam swieta. Pospacerowalam pozniej i obfotografowalam cale Covent Garden. Eh, nie chcialo mi sie ze wszystkimi widziec, ale na tour calkiem sie cieszylam. Na poczatku przeszlismy przez wszystkie miejsca, w ktorych juz bylam pare razy, ale pozniej Nick zabral nas wszedzie na backstage, gdzie inni technitians nam wszyskto wyjasnialo mega dokladnie. Zajrzelismy tez na proby, gdzie Steven McRea i reszta royal ballet robila rozgrzewke na probe The Nutcracker. Postanowienie na 2018, go and watch more ballet. Ogolnie byla to jedna z lapeszych tours po venues, na jakich bylam i w takich momentach mega chce mi sie pracowac w teatrze. Poszlismy pozniej szybko wymienic sie prezeentami w Starbucksie, Charlie kupila mi czekolady... Pozniej nie moglam uwierzyc ze szczescia, ze w taki piekny dzien mialam pare godzin, zeby pochodzic po miescie, zalatwic swoje sprawy, a przede wszystkim BOOK SHOPPING. Poszlam do Waterstones na Piccadilly. Nie chcialam wydawac wiecej niz £20. Niestety mojej ksiazki nadal nie bylo w paperback. Znalazlam jednak dwie pozostale. Przy pomocy przemilego Pana, ktory powiedzial, ze na czwarta tez mi dal pol ceny i przegladalismy razem rozne kryminaly. Mialam juz ze soba trzy ksiazki i wiedzialam, ze wszystkich nie kupie, weic ucieklam pozniej zaplacic na pietro wyzej, bo czulam sie winna, ze nie kupuje tego, co mi plecil Dobralam trzecia ksiazke, bo dwie mialam za pol ceny i bylam mega zadowolona z tego deal. Na dodatek dostalam trzy pieczatki zamiast dwoch i nastepna ksiazke mam za darmo, ale zostawie sobie na czarna godzine. Zastanawialam sie pozniej, czy nie wrocic szybko do domu, ale przypomnialo mi sie, ze chcialam dla chlopcow Werki kupic Paddingtona z Hamleys, gdzie ceny mnie przerazily i probowalam znalezc jakies tansze w sklepach z pamiatkami na Oxford St. Podjechalam pozniej na Victorie, gdzie odebralam Tusie i przespacerowalysmy sie do domu. Nie moglam nadal wytrzymac ze szczescia. Odpoczelysmy chwile w domu i jechalysmy do miasta, zeby zobaczyc wszystkie lampki tym razem po zmroku. Kupilysmy sobie winko i zajelysmy front row w 19. Bylo przepieknie. Przeszlysmy caly West End i Southbank. Planowalysmy skonczyc w pubie, ale jak wsiadlysmy do autobusu, nie mialysmy juz sily z niego wysiasc. Wrocilysmy do domu i poszlysmy od razu spac.
W sobote nie moglam sie doczekac na prace. Wreszcie tenis! Dostalam super pozycje. Siedzialam na G stalls, gdzie tym razem na platform udalo sie bez problemow, do tego siedzial tam mega hot chlopak. Gdzie ja szlam na druga polowe, hmm... Na drzwi! Gdzie poznalam najlepszego ochroniarza, z ktorym mega przyjemnie sie siedzialo, do czego nie jestem przyzwyczajona, bo wiekszosc z Nich jest mega denerwujaca. Na przerwie zmienilo sie moje zycie. lol, serio. Przegladalam tag Charlotte w toalecie i z pomoca Karoliny ogarnelam, ze w przyszly piatek ma event w Paryzu. Myslalam, ze zwariuje. Musialam wrocic z przerwy, do konca zmiany zostaly mi jakies 2 godziny i myslalam, ze nie usiedze na miejscu. Nie korzystam zazwyczaj z telefonu w pracy, ale nie moglam wytrzymac i poprosilam Karoline, zeby ogarnela mi o co chodzi i sprobowalam zarezerowowac bilet. Nie dalabym rady bez Jej pomocy, bo przynajmniej dowiedzialam sie mw o co chodzi. Naprawde nie moglam usiedziec, chodzilam, skakalam, co chwile sprawdzalam wynik, zeby wiedziec, kiedy mw bedzie koniec. Na szczescie door 1 jest zamykane pierwsze. Musialam jak najszybciej wrocic do domu i ogarnac cale zycie.
Mialam w poniedzialek leciec na 11 dni do Poznania. Mialam pare opcji i wiedzialam, ze wybiore najtansza. Zaczelam z Karolina sprawdzac wszystkie mozliwe loty i autobusy. Nie wiem jakim cudem, z drugiej strony wiem, bo wierze w universe, karme ,przeznaczenie itd, za £30 zorganizowalam caly wyjazd. Kupilam bilet powrotny z Paryza do Gdanska, wiec ku uciesze mojej Mamy, przyjade do Poznania anyway. Bilety autobusowe do Paryza byly wszystkie mega tanie, wiec moglam sobie jechac kiedykolwiek. Wiedzialam, ze wezme sobie w poniedzialek i srode dodatkowe zmiany w pracy, zeby wykorzystac do pare dodatkowych dni w Londynie. Tak mialo byc. Mega chcialam jechac do Poznania, ale caly czas mowilam, ze jest jeszcze za wczesnie. Ten Paryz nie mogl sie w lepszym momencie wydarzyl.
Cala niedziele mialam napad szczescia. Dostalam zupelnie inne pozycje, na circle tez udalo sie bez wiekszego zamieszania, ogladalam sobie tenis, tym razem z gory. Na drugiej czesci bylam troche poirytowana ludzmi, bo nie moglam usiasc nawet na chwile, przez zatrzaskujace sie drzwi boxes. Pozniej juz mialam wyrabane i obejrzelismy sobie koncowke z Billem stojac w jednym z bocznych boxes. Rano zglosilam sie na load out. Chce wszystkie dodatkowe godziny, jakie tylko moge. Wyslali mnie na door 9, gdzie load out zrobili szybko i myslalam, ze wczesniej pojde do domu, ale pozniej robili load it... Bylo ciezko i myslalam, ze zasne. Uratowal mnie kochany Craig ze stage door, ktory pamietal, o ktorej mialam skonczyc i przyslal na moje miejsce ochroniarza. Zamowil mi tez taksowke i szybko wrocilam do domu <3 Ogolnie weekend w pracy byl wspanialy. Naprawde czuje sie tam w domu, teraz tez znam juz wiekszosc osob i tak jak kiedys Damon mi powiedzial, ta praca to troche paid socialising.
Wczoraj podlapalam zmiane na fashion awards popoludniu i w ciagu dnia kupilam bilet do Paryza, napisalam do paru osob i wyslalam jeszcze raz maila, zeby zarezerwowac bilet na Charlotte.
Budynek wygladalm oblednie. Wszedzie ro
 

 
Chyba pownnam teraz napisac, bo za dwie godziny moje zycie moze byc zmienione totalnie Moge sie zalozyc, ze po raz kolejny Lucy i Vicki zasugeruja mi, zebym opozniola kurs albo nawet beda na to insist...
Mialam przeczucie, ze wczorajszy dzien sie tak skonczy, jakos caly dzien chodzilam zestresowana i nie chcialo mi sie z nikim rozmawiac. Spogladalam na zegarek, bylismy duzo do tylu, wiedzialam, ze bede musiala sie cholernie spieszyc, zeby zdazyc do pracy, moze nawet jechac rowerem. Zaczelismy tutorials mega pozno i chcialam isc jako jedna z piewszych i spytac sie Lucy i Vicki, czy moge wyjsc zaraz po tym. Kazaly mi isc jako ostatnia... Jak zwykle... Serio, przeszkada mi to, ze traktuja mnie tak bardzo inaczej niz reszta. Wiem, ze zawsze jest ze mna jakies zamieszanie, ale One mi w tym ani troche nie pomagaja, a nawet jakby na sile, zeby bylo mi jeszcze trudniej. Bylam zmeczona i od razu zaczelam plakac, po czym Lucy wyciagnela mnie z teatru i zaczela na mnie krzyczec. Nie moglam w to uwierzyc. W zyciu mi sie to nie przydarzylo w zadnej szkole, w zadnej pracy. Wtedy bylam juz w pelnej histerii. Nie potrafilam nawet spokojnie wytlumaczyc Vicki, ktora surprisingly byla the good cop w tej sytuacji i powiedziala, ze mam isc do rpacy i bedziemy mialy rozmowe jutro o 9 rano. Zalamalam sie wtedy totalnie. Nie wiedzialam nawet co o tej sytuacji powiedziec, wiec do nikogo nie zadzwonilam az sie dopiero w domu uspokoilam. Chcialo mi sie tez plakac ze szczescia, jadac do pracy, ktora jest moim happy place. Zastalam kochana Penny i Suzanne, caly Hall byl pusty, bo nie bylo zadnego event w main auditorium. Bylismy na zmianie w 5 osob, z Maria i Anthonym, dwa eventy na circle, prawdopodobnie najbardziej spokojna zmiana ever, o tym wlasnie marzylam. Moglam sie tez wyzalic Dziewczynom o szkole i o tym, ze nie mam tam w ogole support. Robilam event w barze, gdzie byla mega luzna atmosfera, mialam tez super event managerke Jo, ktora robi dokladnie to wszystko, co ja bym chciala jako kariere. Chodzilysmy sobie po korytarzu, do stewards room na herbatke, zagladalam tez do auditorium, podniecajac sie kortem tenisowym. Bylam troche zmeczona, ale wiedzialam, ze bede mogla sie normalnie wyspac. Cudowna byla ta zmiana, powiedzialam Karolinie, ze RAH jest jak kocyk na moje serce. Poszlysmy z Suzanna obfotografowac kort i Christmas dekoracje, i razem na South Ken, skad wrocilam do domu, gdzie przypomnialam sobie o nowym odcinku The Apprentice!
Nastawilam budzik na 7 rano, zeby zadzowonic in sick do pracy, z czym mi bardzo ciezko i jestem wkurwiona, ze musialam to zrobic i przyjechalam do szkoly na 9 rano. Wyciagnelam z polki orzechowke, ktora od dwoch lat trzymalam dla Mustafy. lol I pilam, zeby byc zrelaksowana and yet odwazna na rozmowie. Usiadlam w fotelu i czekalam na Vicki i Lucy, nagrywajac Karolinie srylion wiadomosci. Przyszlo obie spoznione. Standard. Nawet mnie to nie wkurzylo, bo sie spodziewalam. Jestem tylko zla, ze nie jestem in a position, zeby Je krytykowac...
Przyszedl pozniej Nick i przeczytalismy przez 2 godziny cala sztuke, ktora bedziemy przerabiac na kolejny research project i jest zajebista! Az mi sie zachcialo tutaj wracac po przerwie. Nie bedzie przynajmniej z nami Vicki i Lucy. Bitches.
Musze skasowac historie

OMG PRZYPOMNIALO MI SIE, ZE SNILO MI SIE, ZE POSZLAM DO ADELPHI NA COS CO NAZYWALO SIE EPIPHANY I OKAZALO SIE ZE BYL TO SWEENEY TODD Z IMELDA OMFG
 

 
Ok, dziwnie, bo konczylam wlasnie wpis z poniedzialku. Piszac go ostatnio, czekalam zniecierpliwiona na koniec zajec, zebym mogla zadzwonic do Amandy i pobiec do pracy na dodatkowa zmiany, drugi koncert Phila. Lucy na koniec zaczela nam caly czas wymyslac dodatkowe zadania, pomimo ze Vicki rano mowila, ze bedziemy mogli pojsc, kiedy chcemy. Jak zwykle super organizacja pomiedzy Nimi dwoma... Anyway, wylecialam ze szkoly biegiem i zdazylam do domu wykapac sie i na spokojnie uszykowac do pracy. Bylam mega podekscytowana na koncert. Do tego dostalam super pozycje i wiedzialam, ze bede mogla obejrzec koncert :' Byl to tez poniedzialek i obie moje crushes byly w pracy... Ahhh, stresuje mnie to, zwlaszcza jedna z nich Tym razem bylo duzo spokojniej, przynajmniej na moich pozycjach. Na druga czesc zeszlam na arene i OMFG, nie wiem, czy to dlatego, ze dawno nie bylam na koncercie tego typu, ale to byla jedna z najlepszych things ever. Niesamowite show. Security w sumie odwalala nasza robote, wiec moglam sie w spokoju enjoy'owac i nie martwic, ze pod soba 500 very drunk people. Tym razem post-show nie robilam, wiec szczesliwa wrocilam do domu.
Wczoraj, ja pierdole... Musialam jechac na Wimbledon odwiezc lampe. Nie byl to jednak Wimbledon, tylko Watford. Calkiem mi to initially odpowiadalo, bo wolalam jezdzic sobie po Londynie, niz ogarniac jakies graty w props, ale zajelo mi to wszystko 5 godzin i bylam troche poirytowana. Skonczylam in the middle of nowhere, dobrze, ze pogoda byla przepiekna, bo nosilam lampe przez jakies lasy i pola i w deszczu bym sie pewnie zalamala. Liczylam, ze w szkole skoncza wczesnie i wroce do domu, bo planowalam wieczorem teatr, ale musialam wrocic do szkoly... Powrot zlecial znacznie szybciej, pomimo ze przedluzala, bo nie chcialo mi sie siedziec w szkole. Zastalam wszystkich segregujacych props, co jest totalnie syzyfowa praca. Usiadlam na ziemi i czekalam na 4pm, liczac, ze bedziemy mogli isc. Skonczylismy chwile po, wiec wrocilam do domu sie ogarnac. Nie kupilam biletu, bo chcialam sprobowac dostac young and free. W drodze do taetru odebralam telefon, ktorego balam sie od miesiaca... Doprowadzil mnie do placzu, ale tez spadl mi kamien z serca, ze mialam te rozmowe juz za soba. Karma jak nic, weszlam i pomimo ze nie mieli young and free, dostalam za darmo bilet na stalls :')) Mialam nawet czas, zeby przeleciec szybko Covent Garden i pojsc po kawe. Weszlam oczywiscie pierwzsa i porobilam pare zdjec, po czym pierwszy raz mi sie cos takiego przydarzylo i zostalam dopiero told off, jak wrzucalam zdjecie na instagram, lol. Pani byla jednak bardzo mila though, wiec zrobilam to dopiero w przerwie Sztuka byla zajebista, omg. Set, pond na scenie, aktorstwo. Ostatnimi trzema rzeczami w Donmarze, bylam troche disappointed, wiec milo bylo zobaczyc znowu cos na najzywszym standardzie. Lecialam pozniej szybko do Dzieci. Kupilam sobie makaron i nie moglam sie doczekac na spokojny wieczor. Dzieci byly juz w lozku, wiec mialam spokoj. Nadrobilam X Factor i polozylam sie spac, zeby miec troche sily na nastepny dzien. Pawel i Paulina mnie jednak zaskoczyli i wrocili mega szybko. Nie trafilam jednak na zmiane autobusu, wiec stracilam 30 minut czekajac na nastepny. Podjechalam na Piccadilly, kupilam Fante, po czym wrocilam sie pieszo na poczatkowy przystanek
Calkiem sie wyspalam. Co od rana wczoraj robilismy, a, zawieszalismy masking. Footowalam tolly, przy czym zasypialam.
 

 
Zycie ogarniete? Nie wyobrazam how come, ze cos takiego 3 dni temu napisalam. Moje zycie jest tragiczne i nie wierze, ze ktos zyje w takich warunkach i tempie jak ja. On the other hand mam najlepsze zycie na swiecie plus Charlotte, minus Charlotte, wiec mam najgorsze. Nie wiem co pisze, jestem tak zmeczona i wycienczona.
Ah, jestem o teatr i kino do tylu. W czwartek jechalam do Hampstead na sztuke Jonathana Kenta i dawno tak nie bylam podekscytowana na wyjscie do teatru. Zdazylam wroric do domu, ubrac sie w niepodarte rzeczy i dojechac duzo przed czasem autobusami na Swiss Cottage. Odebralam bilet i usiadlam sobie spokojnie na dole z energy drinkiem. Mialam super miejsce z tylu na srodku stalls. Podobal mi sie set i jak sceny sie zmienialy. Produkcja idealna, ale nie rozumiem troche point sztuki, bo o niczym nie mowila, wiec bylam troche disappointed, ale wiadomo, director bylo perfect Rozejrzalam sie pozniej we foyer, ale Jonathana nigdzie nie bylo, wiec poszlam na autobus, ktory odjechal mi przed nosem. Cos bylo nie tak, bo nastepny mialam dopiero za pol godziny... Rozwazalam rozne opcje, ale skonczylam na frytkach w KFC, po czym przenioslam sie na Fante do Maca, co bylo troche zalosne W piatek, cosmy robili w piatek hmm... Camera roll mowi, ze wyrzucalismy rzeczy do skip, przez co bylam cala brudna. Robilismy na spokojnie wszedzie porzadek, z tea breaks co chwile, Vicki nad nami nie siedziala, wiec bardzo przyjemnie dzien zlecial i spokojnie dojechalam do kina, gdzie z Karolina tym razem bylysmy przygotowane na kolejkowanie i stanelysmy po standby pomimo ze normalne bilety nie byly jeszcze wyprzedane. Dostalysmy oba mega pozno, a musialysmy cos zjesc, wiec rzucilysmy sie biegiem na Waterloo i z powrotem. Film byl super, tak sie ciesze, ze wreszcie udalo mi sie pojsc w moje ukochane miejsce :' Poczatkowo planowalam zaczekac do konca Follies i odwiedzic Imelde, ale stwierdzilam, ze jest za zimno i pojade do domu odpoczac.
Byl to blad, przez co cala sobota byla bez sensu, poczynajac od tego, jak zobaczylam, ze Imelda wczoraj wyszla i nikogo tam nie bylo. Ogolnie nie jadlam od dzien wczesniej, a nie mialam zadnych pieniedzy. Byla przerwa w banku, wiec Mama nie miala mi jak nic wyslac. Bylam glodna, zla, jakby wszystkiego bylo malo, zorientowalam sie, ze zgubilam moja ukochana bransoletke Pojechalam na King's Road, gdzie moja karta zostala declined. Myslalam, ze umre ze zlosci. Zmarnowalam polowe dnia, czekajac na jedzenie, karta nadal nie dzialala, poszlam wiec do domu spac, liczac, ze do wieczora zadziala. It didn't. Nie moglam sie doczekac na prace, zeby poprawila mi humour i zebym mogla napic sie herbat i kaw z tona cukru. Dostalam super pozycje, koncert byl mega, siedzialam przy samym scenie, kocham moja prace, naprawde uratowala mi dzien. Do tego jak Karolina powiedziala, ze dostane snack pack, poplakalam sie prawie ze szczescia. Pierwszy raz po 24h wreszcie cos zjadlam. Zostawalam pozniej na after show, ktore dosc szybko zlecialo. Po raz pierwszy I didn't mind czekanie na taksowke i szybko wrocilam do domu. Jakims cudem dostalam malego zrywu sil i zaczelam robic notebook, ktorego deadline mialam w poneidzialek. W niedziele od rana poszlam sobie po duzo jedzenia i na spacer przy pieknej pogodzie. W ciagu dnia mialam kontynuowac notebook, ale przygotowalam sobie jedynie wszystko na wieczor. Phil Collins byl back. Ostatni raz jak pracowalam na Jego koncercie, robilam jeszcze hospitality. Dostalam spokojne pozycje, wiec cieszylam sie, ze moze uda mi sie napisac w pracy evaluation, ale byli short on stewards, zostalam przeniosiona na mega busy pozycje, gdzie caly czas cos sie dzialo, ale w sumie lubie, jak jest busy i wydaje mi sie, ze jestem dobrym steward Pozniej myslalam, ze id ena drzwi, ale skonczylam w srodku i omg, ten koncert byl genialny. Top 5 rzeczy, jakie tam widzialam. Sama sie swietnie bawilam. Post show bylo w niedziele mega puste, wiec skonczylismy godzine wczesniej. Wrocilam taksowka do domu znowu i again, jakims cudem, udalo mi sie zrobic notebook i napisac w telefonie evauation.
Snilo mi sie, ze drukarka w szkole nie dziala, co bylo moim najwiekszym fear i caly hand in zalezal od tego. Po 3 godzinach snu, wstalam po 5, dojechlam do szkoly przed 6, thank godness wszystko dzialo i calkiem na luzie udalo mi sie zrobic caly notebook, napisac i wydrukowac evaluation, wydrukowac wszystkie dokumenty, tak ze jak na mega last-minute, bylam bardzo zadowolona. Vicki pozniej sie spoznila, co bylo totalnie ridiculous i wszyscy bylismy na Nia wkurwieni. Bylo Jej troche glupio, wiec mielismy dzieki temu calkiem spokojny dzien.
 

 
ZYCIE OGARNIETE
 

 
ZDAZE, BO KONCZYMY DZISIAJ O 4PM
Ah, dzisiejszy dzien chyba mnie przeprasza za wczorajszy. O 1pm bylam juz na skraju wytrzymalosci, a pozniej bylo jeszcze gorzej. Zmarnowalismy przez Vicki cale popoludnie. Pogodzilam sie z mysla jechania do BFI w podartych spodniach i brudnej koszulece, bo nie chcialam dawac Vicki powodu do kolejnej pogadanki. Przez ostatnie pare godzin tak naprawde nic nie robilismy, ale jakims cudem przeciagnelo sie wszystko do 7pm. Sama Vicki mowila, ze bez sensu jest cokolwiek robic and yet, caly czas tam siedzielismy. Wyszlam z teatru i momentalnie sie rozplakalam. Cieszylam sie na kino, bo marze od tym od paru tygodni. Nie czulam sie jednak najlepiej, telefon mi sie rozladowal, nie moglam znalezc Karoliny i Zuzy, brzuch mnie bolal, screening byl sold out... Za pozno ogarnelysmy kolejke po stand bys i wtedy sie totalnie zalamalam. Zrobilam wielka histerie i wybieglam z kina. Bylam tak wkurwiona, ze nie wiedzialam, co ze soba zrobic, wiec poszlam po chipsy i wsiadlam w autobus. Tak pieknie King's Road wygladala, ze chcialam nawet wrocic tam na spacer sie uspokoic, ale nie mialam sily. Musialam jednak wyjsc na spacer nad rzeke po prysznicu w samej pizamie, bo nie moglam uwierzyc, ze bylo 16 stopni w pierwszy dzien zimy o 11 wieczorem. Wrocilam do domu, wlaczylam The Apprentice i padlam.
Rano wzielam ze soba sukienke, bo nastawilam sie na pozny koniec i probe przedostania sie w rush hour do North London, ale Vicki zaczela dzien od pol godzinnej pogadanki i naprawde byla sorry i dziekowalam nam srylion razy za wczoraj (nie aptrzac mi sie przy tym w oczy at all lol), wiec powiedzmy, ze wczorajsze zachowanie Jej wybaczam Mamy spokojny dzien na sprzatanie w swoim tempie, zrobilismy juz w sumie dwa studia, wiec robimy sobie dluzsze przerwy. Zdaze wrocic do domu i uszykowac sie spokojnie do teatru, co za luksus.
 

 
FUUUUUUCK
NIE DOSC, ZE JESTEM DOPROWADZONA DO SZALU PRZEZ VICKI TO WLASNIE SKASOWALAM SOBIE POLOWE WPISU, FUCK THIS DAY
Pisalam, ze dwa ostatnie minely mi pod haslem 'Ale Vicki mnie wkuriwa'. Zaczelismy dzisiaj get out i przez najblizsze dwa tygodnie bedziemy wszedzie sprzatac, jeszcze porzadniej, niz zanim do tej szkoly przyszlismy. Przynajmniej mam wieczory back i pojade dzisiaj DO KINA, O CZYM MARZE OD JAKIEGOS MIESIACA. Jesli przezyjy do konca dnia z Vicki, ktora chodzi, przeszkadza i pierdoli glupoty. Od rana bylam z Nia na pare minut sam na sam i wystarczy mi na najblizszy miesiac. Jest przy tym calkiem entertaining, bo nie moge az uwierzyc, ze ktos moze byc tak daft i wkurzajacy.
Wczoraj bylam na siebie zla od rana. Nie wiem dlaczego w zeszlym tygodniu myslalam, ze extra duty o 7 rano po powrocie ze Stockholmu on a double-show day bedzie dobrym pomyslem. Przydalyby mi sie te dodatkowe godziny snu, bo bylam wykonczona. Na szczescie kocham moja prace i po herbatce i croissant w stewards room, poprawil mi sie nastroj. Nie musialam tez nic robic. Ciezko mi bylo z nudow i ze zmeczenia ustac na nogach, ale byly to tylko 3 godziny. Musialam zdazyc na 11 do szkoly i kochany Maciek, zastapil mnie na pozycji, zebym mogla biec. Glupio mi bylo, bo naprawde zawsze w tej pracy ida ze wszystkim na reke. Rzucilam sie biegiem na autobus, na szczescie nie bylo korkow i on the dot o 11 weszlam do studia, TYLKO PO TO, ZEBY SIE DOWIEDZIEC, ZE NIE ZACZYNAMY DO 11:30, TAK NAPRAWDE WESZLISMY DO TEATRU NA 5 MINUT O 11:55, WIEC CALY STRES I ZRYWANIE SIE Z PRACY NA NIC. Daleko mojej szkoly do nieorganizacji jak w UAL, ale denerwuje mnie takie marnowanie czasu, ktorego i tak za duzo nie mam. Mielismy pozniej show i bylam na pierwsze na dole, spiac oparta na flat. Wylecialam pozniej szybko, zeby zdazyc do domu na drzemke. Bylam mega confused budzac sie o 5pm, wydawalo mi sie nawet przez moment, ze zaspalam. Wrocilam do szkoly, gdzie weszlam do studia na pol minuty, ale nie moglam zniesc Vicki pierdolacej o jakichs swoich crap TV shows, wiec wyszlam na zewnatrz. Przyjechaly pozniej moje Karoliny i zrobilam Im tour po szkole Na ostatnie show siedzialam sobie spokojnie w boxie na gorze. Fajne experience ta run, ale nie bedzie mi tego brakowalo. Pobieglam pozniej na przystanek, przejechalam sie chwile z Dziewczynami, poszlam nad rzeke na krotki spacer i wrocilam do domu, gdzie przez jakas godzine siedzialam na lozku i ciezko mi sie bylo ruszyc.

JUTRO IDE NA NOWA SZTUKE JONATHANA KENTA (JESLI ZDAZE)
 

 
OMG, przezylam kolejny ekstremalny weekend.
Wspomnialam tez wlasnie Lucy o blogu, wiec musze byc szczegolnie ostrozna z kasowaniem wszystkiego, bo ominelam w sobote i mialam wlasnie pogadanke, przed ktora I almost shit myself, bo bylam pewna, ze ktos sie wygadal i wiedza, ze klamalam. Strasznie mnie ciagnely za jezyk, wiec zalozylam, ze wiedza, gdzie tak naprawde bylam i nie bylam przez to chyba bardzo convincing, ale niby tylko chcialy sie upewnic, ze nie pracowalam. Na co powiedzialam, ze jutro pracuje, bo nie wiedzialam, ze bedziemy musieli przyjsc wczesniej, wiec pewnie czeka mnie kolejna pogadanka, lol. Jak tak teraz mysle, to zawsze sa ze mna w szkole jakies problemy

Anyway, Stockholm...
W piatek wszystko szlo wedlug planu, bylam spakowana, wrocilam w miare wczesnie, mialam czas, zeby sie wykapac, zrobic maseczke. Nie bylam jedna zmeczona, wiec nie zasnelam od razu i przydarzylo mi sie cos niesamowitego. Moje wlasne oswiecenie. Nie wiem nawet, jak mam to opisac. Zawsze przed snem rozmyslam, ale nigdy nie trwalo to tak dlugo i nie bylo tak clear. Powinnam to byla wtedy spisac, bo nie bylam zmeczona i pewnie dalabym rade. Nagralam wszystko rano Karolinie; i tak zreszta wszystko pamietam, bo to nie bylo takie standardowe zasypianiowe rozmyslanie, tylko bylam mega awake i pobudzona. Przemyslalam sobie cale zycie, ale nie myslac o przeszlosci, czy przyszlosci.
Spalam wiec w koncu tylko godzine, ale czulam sie rano ok. Autobusy idealnie podjechaly, milo bylo zobaczyc King's Road, akurat ludzie boardowali na lotnisko, wiec zalapalm sie tez na wczesniejszy. Na Stansted nigdzie nie bylo kolejek, bylam duzo przed czasem, wiec obejrzalam final Project Runway, po czym zasnelam na godzine, czego bardzo potrzebowalam po takiej intesnywnej psychicznie nocy.
Fuck, nie moge sie skupic, bo wszyscy gadaja. Well, i tak bym nie zdazyla wszystkiego napisac teraz.
Bylam oczywiscie pierwsza w kolejce, darmowe priority Siedzialam na srodku, ale udalo mi sie przez caly lot drzemac przy Follies. Dolecielismy zaraz przed Losing My Mind. Nie bylam wtedy nadal do konca przekonana co do mojej decyzji. Wjazd do miasta tez mnie nie zdolal przekonac, bo wygladalo bardzo nijako, a nawet troche Polsko. Mialam czas, zeby na spokojnie zaliczyc najwazniejsza atrakcje, szwedzki odpowiednik McDonalds, Max. Pierwsze dissapointment of the day, frytki w sumie podobnie smakowaly, ale bylo malo sycace. Pozytywnym zaskoczeniem byla temperatura. Przez chwile szlam nawet w samej marynarce. Ruszylam prosto na volontariat, bo powiedzialam, ze bede tam wczesniej. Zastalam Nathalie na samych drzwiach, ktora tylko pokazala mi staff room, nie ogarnialam przez moment totalnie, ale zaczelam znajdywac sobie rzeczy do roboty, czyli ogolnie pomagac przy wszystkim. Zdziwiona bylam mala wielkoscia (lol) tego miejsca. Zupelnie inaczej to wszystko wygladalo, niz sobie wyobrazalam. Bylam wiec w stanie wszystko szybko ogarnac, Nathalie robila sie coraz bardziej zestresowana i nie mielismy nawet chwili przerwy, co mi sie bardzo podobalo. Mielismy przed rozpoczeciem maly briefing i dostalam wardrobe, czyli pozycje, na ktora zawsze lcizylam, pracujac w hospitality Team byl w ogole mega spoko. Wszystko bylo calkiem wychillowane, ale wiadomo bylo, ze zrobi sie mega busy. Od poczatku wypatrywalam Andrea, jedynej osoby, ktora mnie tam interesowala.
Hah, ciezko mi teraz to wszystko opisac, bo ten caly wieczor byl jedna wielka, spotnaniczna, wiksa i dzieki temu mam no regrets, ze nie pojechalam na Cypr (chociaz ktos wlasnie spotkal Charlotte w Athens i why am i not there ). W miare ogarnialismy w szatni, chociaz wiedzialam, ze pod koniec nie bedziemy mogli nic znalezc. W pewnym momencie uslyszlama glos Andrea. Okazalo sie, ze wrocil sie po okulary. Nina szukala Jego plaszcza, a ja wyjechalam z 'I'm seeing Hannah tomorrow' i przypomnialam Mu o Copenhadze Zaczelismy rozmawiac o festivalach, pytal sie czy jestem filmmaker, przedstawil mi sie, caly czas dziekowal, NIE WIERZE, ZE NIE ZESZLAM NA TEMAT CHARLOTTE, ale byl mega kochany i appreciative. Nina nie mogla znalezc Jego kurtki, wiec ja to zrobilam, po zcym bardzo profesjonalnie zapytalam o selfie, ktorego nie moglam zrobic porzadnie, bo reka mi sie trzesla. lol Przez nastepna godzine nie moglam przesstac sie podniecac i cieszyc. Bylo do samego konca busy, pozniej musielismy cala space przygotowac na after. Przyszedl tez czas na drinki i pozniej zaczelo sie robic smiesznie, bo troche nie ogarnialam wydajac plaszcze z powrotem. Zostalam tez sama, wiekszosc ludzi zaczelo oddawac plaszcze, pozostali brac je z powrotem, wszystko bylo na podlodze, jeden wielki mess, chodzilam co chwile po wino i shoty, ktore kochany barman mi nalewal Ogolnie nie da sie tego opisac, bo bylo to polaczenie bycia na afterze i pracowanie na nim. Na poczatku przyszedl tez Andrea, ktorego numerek zachowalam, lol, I JEGO CHLOPAK ZGUBIL SWOJ, wiec latalam dookola, probujac nie flash mojej tapety z Charlotte in his face. W koncu nam sie udalo i oboje mega mi dziekoawli <3 My new BFF. Szkoda, ze poszedl tak wczesnie, bo pewnie pozniej bym Go gdzies wyhaczyla i poruszyla nasz ulbiony temat A, zapomnialam wspomniec o najwazniejszym. W miedzyczasie stracilam nocleg. lol Wiadomo bylo, ze nie dojade na 11pm poza Stockholm. Najlepsze bylo to, ze totalnie sie tym nie przejelam, bo wiedzialam, ze bedziemy tam siedziec do pozna i w miedzyczasie cos wymysle albo po prostu przespie sie tam na miejscu. W sumie nie musialam nigdzie spac, tylko wykapac sie rano przed kinem. Na samym koncu wszyscy pomagali w szatni, bo nic nie dalo sie znalezc. Not my fault, ze bylam tam na pol nocy pozostawiona sama Nie pamietam, o ktorej skonczylismy, ale momentalnie zaczelismy get out. Bylam wtedy juz mega zmeczona, a bylo naprawde mnostwo roboty, ale nigdzie mi sie nie spieszylo Wspomnialam paru osobom o tym, ze nie mam gdzie spac i jakis ziomek, ktorego wczesniej nie widzialam, powiedzial, ze moge isc do Niego. And he really meant it. Ogarnialismy wzsystko przez pare godzin, nie bylam do konca pewna, czy ten nocleg wyjdzie, ale pod koniec sie z gadalismy i od poczatku wiedzialam, ze sie super dogadamy, jak wiedzial skad jest cytat 'I have always depended on the kindness of strangers', ktory przytoczylam na sam koniec. Ruszylismy wiec do Aksela do domu, autobus byl pozno, wiec poszlismy na metro, na ktore weszlam na Jego karte, nastepne metro tez bylo daleko, wiec postanowilismy isc pieszo i mialam najlepsze nocne zwiedzanie, przechodzac przez cale miasto, rozmawiajac o miastach europejskich, roznicach miedzy Stockholmie i Londynie, duzo tez opowiedzial mi o historii Szwecji, ogolnie mega inteligentny i interesujacy czlowiek. Weszlismy do Jego przytulnego mieszkanka, wzielam zbawienny prysznic i usiedlismy przy mietowej herbatce. Rozlozyl mi posciel na podlodze i nie moglam uwierzyc w my luck Nastawilismy budziki na dosc pozno, stwierdzilam, ze zdam sie na Niego i raz w zyciu nie bede sie spieszyc po to, zeby dotrzec gdzies 2 godziny przed czasem. Rano wypilismy kawe i ruszylismy do kina. Dostalam bilet za darmo dzieki Akselowi, ktory pracuje na festivalu jako coordinator wszystkich venues. Do teraz nie moge sie przestac usmiechac, jak mysle o tym, jak idealnie to wszystko wyszlo. Ah, Hannah. Ten film jest right up there z The Look, 45 Years, Sous le Sable, The Night Porter i Swimming Pool. I ahhh, Andrea. Przez caly film myslalm o jakims inteligentym pytaniu, ale sam moderator zaczal od Charlotte i w sumie wszystkie historie i odpowiedzi znam juz z poprzedniego Q&A i innych wywiadow. Zastanawialam sie, czy do Niego znowu podejsc, ale Charlotte mnie troche zrazila i nie chce przesadzic Dostalam w miedzyczasie od Amelii smsa i moglam isc na moja druga zmiane pozniej, dzieki czemu zyskalam 2 godziny na zwiedzanie! Poszlam najpierw do Maca na frytki i vanilla latte <3 Bylam przeszczesliwa. Nie wiedzialam, ze bede miala czas na zwiedzanie, nic wiec tez nie zaplanowalam. Ruszylam przejsc sie przez stare miasto na polecona przez Karoline wieze, z ktorej widac cale miasto (w wiekszosci jednak roboty drogowe). Pochodzilam pozniej uliczkami, ktore najbardziej mi sie w calym miescie podobaly, bo tak ogolnie to jestem Stockholmem mega dissapointed i na pewno musze tam wrocic, zeby porzadnie wzsystko zobaczyc, ale nie tam takiej magii czy identity jak w Oslo czy Copenhagen. Szlam pozniej do glownego kina na premiere, gdzie dostalam super pozycje. Milo bylo zobaczyc caly team z ceremonii; zaluje, ze nie bylam tam na caly festival, zeby wzsystkich lepiej poznac. Obfotografowalam kino i stalam pozniej chroniac wejscia na balkon dla VIPow. Szybko zlecialo, nie chcialo mi sie za bardzo wszystkiego sprzatac, ale i tak musialam zerwac sie wczesniej, bo szlam do kina z moim nowym Couchsurferem. Wyszlam na tyle wczesnie, zeby zadzyc jeszcze na mulled wine na starym miescie, gdzie upatrzylam je sobie wczesniej. Bylo to najlepsze mulled wine, jakie w zyciu pilam (i najdrozsze ). W kinie poznalam Shuana, ktory jest mega spoko ziomkiem Chyba pierwszy raz ogladalam Thai film. Byl mega smutny, ale podobal mi sie. Wracalismy pozniej razem z Jego kolega do akademika. Bylo pozno, ale mimo tego posiedzielismy jeszcze pare godzin przy goracej czekoladzie i omg, wreszcie z pierwszej reki dowiedzialam sie, jak dziala chinski alfabet i jak napisac w nim Charlotte Jestem mega ignorant niestety, jesli chodzi o Azje i wszystkie kraje zlewaja mi sie w jedno i super bylo wreszcie miec wszystko tak na podstawowym levelu wyjasnione. Pokazaywal mi tez swoje ulubione filmy i rpzepiekna muzyke. Naprawde zaluje, ze nie mielismy wiecej dni, zeby jeszcze lepiej sie poznac. Przerazala mnie troche perspektywa wstawania o 5 rano, zeby przedostac sie do centrum na autobus na lotnisko. Poszlo wszystko jednak bardzo sprawnie, na metro spacerowalam PRZEZ SNIEG Z BIEGAJACYMI KROLIKAMI. Na lotnisku tez wszystko smooth, wszedzie bylam pierwsza w kolejce. W samolocie mialam trzy razy paraliz, co bylo troche przerazajace, dolecielismy przed czasem, pozniej troche musialam czekac na autobus. Cieszylam sie, ze wracam do domu i bylam pare godzin od snu w lozku. Zdazylam sie wykapac i zdrzemnac przed szkola, gdzie, jak sie spodziewalam, czekala mnie pogadanka... O i na tym chyba zaczelam ten wpis, wiec yay, udalo mi sie nadrobic wlasnie Stockholm!

KOCHAM CHARLOTTE I ANDREA I HANNAH
 

 
ALE VICKI MNIE WKURIWA. Wlasnie wyszla z naszego studia, amialabym taka satysfakcje piszac to z Nia za ekranem. Nie znam osoby, ktora by byla tak bardzo off point jesli chodzi o komentarze zwiazane ze mna. Jest fake i mega nieprofesjonalna.
Nie podobaja mi sie specjalnie theatre hours, bo wiedzac, ze przychodze wieczorem do pracy, czy szkoly i tak nie moge sie skupic na niczym, zeby zrobic wciagu dnia. Poszlam rano na spacer w pizamie, spodnie mi spadaly, byl przepiekny autumn day, az sie dziwie, ze nadal jest tyle lisci, bo ostatnio bylo zimno. Caly czas przezywam Cypr/Stockholm. Wrocilam do domu i probowalam znalezc jakiekolwiek zimowe rzeczy. Posprztalam pokoj i przyszykowalam pranie, ktore zapomnialam wziac ze soba. Zebralam sie pozniej na przejazdzke na King's Road, bo chcialam kupic cos w Tigerze dla moich Couchsurfers i sluchawki, ale oczywiscie nigdzie nie maja z moim wejsciem do telefonu, a na oryginalne mnie nie stac. Fail, bo nic nie kupilam, ale milo bylo zobaczyc King's Road i ogolnie wyjsc z domu w ciagu dnia, bo ostatnio tylko jezdze do szkoly albo do pracy.
Przyjechalam za wczesnie, pomimo ze sie totalnie nie spieszylam, ogarnelam pranie i zaczelam sprzatac wardrobe. Teraz siedizmy u nas w studio, przyszla Vicki, ktorej wkruwianie jest calkiem entertaining. Bede musiala teraz skasowac historie, bo zawsze z tylu glowy siedzi mi, ze ktos srawdzi moja historie, wrzuci do trasnlate i bede wiedizeli co o nich pisze.
Nie chce mi sie dzisiaj. Jutro tez mi sie specjalnie nie chce. I nie chce mi sie jechac do Stockholmu.