• Wpisów:2982
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:dzisiaj, 01:41
  • Licznik odwiedzin:84 591 / 4013 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
11 dni... Nie bylo kiedy pisac, tak szybko sie wszystko dzialo. Od jutra/dzisiaj rozpoczynam milionowa probe ogarniecia zycia. Przygotowalam sobie nawet tabelke. Ale teraz ide ogladac The Crown i spac, bo u Jamesa, jak zwykle, nie pospalam...
 

 
Siedze w kawiarni na Battersea, udajac hipstera i wydajac pieniadze, ktorych nie mam.
Wczorajszy dzien w pracy byl dziwny. Day-time na amphi z Romy. Moje serce sie radowalo, bo po paru tygodniach we rekindled our friendship. Czulam, ze potrzebowalam tego czasu z Nia sam na sam, bo w pracy trudno sie tak zlapac na powazniejsze rozmowy. Nadrobilysmy wszystkie zaleglosci. Przy tym musialysmy tez pracowac, az Karolina przepraszala nas, ze nie mozemy sobie jak zwykle chillowac. Zlecialo wszystko dosc powoli, koncowka byla ciekawsza, kiedy latalam w gore i w dol z customers do restuaracji, proboujac jednoczesnie zrobic rezerwacje dla Jamesa i Jego rodzicow. Nie moglam sie doczekac na przerwe i normalna zmiane. Mielismy bardzo male briefing, pogadalismy troche z nowymi stewards. Dostalam super pozycje, poimedzy Samem i Laura, glownie siedzialam w korytarzu na G stalls, wszystko skonczylo sie wczesnie i pobieglam szybko do domu dokonczyc ogladac The Apprentice i isc wczesnie spac.
OMG, zapomnialam powiedziec, ze ogarnelam moj grudniowy grafik, co graniczylo z cudem! Nie moge sie doczekac na swieta w Londynie, the Cru, friends, kolecje, lodowiska, movie nights, night outs, mulled wine, board games, ahhhhhh <333333
 

 
Suspiria, wtf. Mega mi sie nie podobalo. Obrzydliwe. Przez wiekszosc czasu nie moglam nawet patrzec na ekran. Anyway, 19 podjechala momentalnie, wrocilam do domu i przypomnialo mi sie, ze mam do nadrobienia The Apprentice.
Dzisiaj planowalam wstac wczesnie i alatwic dwie rzeczy. Zebralam sie w poludnie, przez co moge miec problemy emocjonalne, bo nie zdazylam powiedziec Jamesowi, zeby nie wspominal Charlesowi o tym, ze o Nim wspominalam... Nie chce zeby Oni sie wymieniali opowiesciami o naszych relacjach. Nadal sie lekko anxious czuje, ale zobaczymy jak w przyszlym tygodniu nasze wieczory spedzone razem beda wygladaly. Zalatwilam za to druga rzecz. Przemily spacer na poczte na druga strone rzeki przy mzawce. Wrocilam do domu i planowalam kontynuowac produktywnosc, ale mi nie wyszlo i zapadlam w taka drzemke, ze nie moglam z niej wstac. W pracy okazlo sie, ze mialam zaczynac wczesniej, ale nie bylo z tego zadnego problemu. Dostalam mega spoko pozycje i cala zimana ominela mnie bokiem; mialam super fun z Rachel i Joshem i mega zamieszaniem w szatni. Jakims cudem wszystkie rzeczy trafily do wlascicieli. Dziwnie bylo nie czekac na nikogo z pojsciem do domu, ale spieszylam sie pod prysznic, bo bylam cala mokra. Wlaczam kolejny odcinek The Apprentice i ide spac.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Zapewne jutro bede wykonczona, przez to ze spedzilam wlasnie dwie godziny gadajac na sile przez telefon i uzalajac sie nad soba przed Jamesem, ze nie lubie Pintera, bo nigdy tak naprawde nie przeszlam przez zaden pain i zostalam wlasnie po dluzszej analizie zostawiona na seen, haha.
Anyway, w teatrze z Kasia bylo super. OMFG, SYN CHARLOTTE SIEDZIAL CENTRALNIE ZA MNA, PARE RZEDOW DO TYLU. Pol roku temu bym tej sytuacji nie przezyla. Anyway, Pinter Three, lepszy niz dwa ostatnie; najbardziej podobalo mi sie Q&A, ktore tez pomoglo mi lepiej zrozumiec niektore rzeczy. Wracalam do domu powoli, robiac zdjecia odbijajacym sie lampkom.
Boje sie ze bede jutro zbyt zmeczona na koncert...
 

 
Jesus, 3 dni, nie da sie. Nawet z pieknym i dzialajacym niebieskim komputerkiem, z ktorym moge usiasc w dowolnej, pisaniu sprzyjajacej pozycji, nie da sie pisac na biezaco, bo doslownie wpadam do domu (jesli w ogole), tylko zeby isc spac i wstac rano do pracy.

W sekunde mi zlecial czas od piatku. Podroz do Londynu odbyla sie bardzo smoothly, bede zawsze dokupywac priority WizzAira za 36zl. lol Zdazylam nawet odebrac w Coopie stroj kapielowy, bo we wrzesniu zostawilam swoj w Venecji i od tamtego czasu przestalam plywac.
Nie moglam sie doczkeac na sobote. Powrot do pracy na krotka, poranna zmiane i teatr z The Cru <3 Bylysmy z Raquel na amphi, obie spedzilysmy wiekszosc czasu w toalecie, haha. Od rana bylam troche zestresowana, bo snilo mi sie, ze mielismy problemy z kupowaniem rush tickets. Tak sie nakrecilam, ze reka mi sie o 10am trzesla i faktycznie nie udao mi sie ich kupic, haha. Skonczylismy z dwoma biletami na druga czesc. Nie spanikowalam jednak i szybko sprawdzilam bezposrednio na stronie teatru i mieli za £15 troche restricted bilety. Po jakichs 30 minutach w access toilet na door 8, udalo nam sie wszystko ogoarnac i szlismy w piatke do teatru. W pospiechu kupilam jednak gorsze bilety niz moglam, wiec spieszylam sie po pracy, zeby sprobowac je zupgrade'owac. Bylam mokra jak dojechalam na St Martin's Lane, tak szybko pedzilam rowerem przez jesienny Hyde Park. Udalo mi sie szybko zrobic upgrade, po czym zlapalam Bryony przed Pretem, gdzie wszyscy sie spotkalismy i ruszylismy do Noel Coward's. OMFG, THE INHERITANCE. Nie moglismy z Kasia i Jamesem sie przestac zachwycac. Pozegnalismy pozniej Bry i Jona i poszlismy na lunch na Covent Garden, treat yo'selves Dostalam foccacie i siedzac po niesamowitej sztuce z dwojka of my best friends, nie moglam przestac sie wszystkim cieszyc. Pozniej szybka wycieczka do Tescos po cos na dodatkowe sily na kolejne 4 godziny teatru i zajelismy miejsca, tym razem na stalls. Druga czesc nie byla tak zajebista jak pierwsza, ale pozostawila mnie we lzach. Co za wieczor. A tak naprawde sie dopiero zaczynal.
Charles czekal na nas przed teatrem. Planowalismy jechac do Finchley, ale metro bylo zamkniete, wiec skonczylismy na drinks w Soho Theatre, gdzie przesiedzielismy pare godzin, gadajac o teatrze i zwiazkach, temat, ktory mnie ostatnio bardzo denerwuje, bo najczesciej rozmawiam o tym z Jamesem, ktory chyba jednak jest totalne clueless jesli chodzi o nasza relacje. Anyway, wpadlismy pozniej do Maca, NIE KUPILAM FRYTEK, i zasypiajac w metrze dotrzelismy do North London. Od razu walnelismy sie na lozko, robilismy sobie wzajemnie masaze lol, po czym probowalismy isc spac, ale nie bylo miejsca, wiec wygodnie przenioslam sie sama do lozka Jamesa, ktory dolaczcyl do mnie w polowie nocy, wiec tradycyjnie skonczylam na scianie, hahaha.
Rano z Kasia wstawalysmy do pracy. Nie bylam zmeczona, ale strasznie bolal mnie brzuch i pomysl Kasi na pepper mint mnie wybawil. Dostalam ok pozycje, ale caly dzien w pracy czulam, ze naprawde minely mi czasy ekscytowania sie codziennie praca i miejscem, i jestem gotowa na kolejna przygode. Bylam tak zmeczona, ze nie mialam nawet sily pochodizc sobie po budynku, a bylam bardzo, bardzo znudzona. Pomimo tez ze prawie nie spalam, bylam out i przepracowalam caly dzien, dolaczylam do Raquel, Duncana i Leigh na drinks obok pracy. Bylo przemilo, nadal wczesnie, zebralam sie po jednym do domu, gdzie padlam ze zmeczenia.
Dzisiaj wstawalam kupic bilety na kolejnego Pintera <3 W pracy zapisalysmy sie z Kasia i Bry razem na zmiane, ktora byla najbardziej lightowa ever. Mialysmy tylko stac sie i usmiechac. OMG, zapomnialam o akcji, ktora spontanicznie rozpoczelam rano!
 

 
Ah, nie wierze. Doslownie 7 lat odkad siedzialam ostatnio na lotnisku z moim niebieskim komputerem. Chociaz wtedy tak czesto go nie zabieralam, ale juz widze, ze bedzie mi latwiej z pingerem.

Wczorajsza noc byla bardzo produktywna, chociaz wiekszosc czasu zmagalam sie z Simsami, ktory tutaj niestety nie moge zainstalowac (doszlam do tego dlaczego ten komputer byl taki tani, haha, w ogole nie ma na nim pamieci). Posprzatalam troche w telefonie, mam pare waznych wiadomosci do wyslania, ale nothing jest urgent. Moglabym sobie tak dalej chillowo zyc i jedynie kreatywnosc i dzialania moich najblizszych przyjaciol mnie popychaja do proby polepszenia zycia, ktore nie jest najgorsze, ale moglabym byc bardziej zajeta. Anyway, nie bede sie nad tym teraz rozwodzic. Mielismy late night sads z Jamesem i Bryony, odkrylam przy tym informacje, ktora mi znacznie poprawila humour, ale tylko tymczasowo, bo w koncu On sie z kims naprawde zwiaze i musze byc na ten moment emocjalnie przygotowana.

Siedzialam chyba do 5 rano, wstalam o 10, mialam caly dzien, ale nie chcialam na sile jechac na drugie zakupy, wiec przesiedzialam te pare godzin w domu. Przez krotki sen i ciemnosc za szybami lotniska, mam wrazenie, ze jest noc. A czeka mnie jeszcze dluga droga do domu.
Do domu.

JUTRO COMBO TEATRALNE Z KASIA I JAMESEM I PRACA CANT WAIT
Chce cos napisac, ale boje sie, ze I'll jinx it i przez cale lato moglam tyle razy to napisac i to sie dzialo, ale teraz mam wrazenie, ze sytuacja sie lekko zmienila, ehhh, nocki z Jamesem... Nie wiem czy blokowac, czy nie lol, bo wczoraj zaczelam czytac Jego twittera i tego bloga tez by sie dalo znalezc.
 

 
MAM PO 6 LATACH Z POWROTEM NIEBIESKI KOMPUTER. Jak to nie zadziala, to nic juz mi nie pomoze z powrotem do bycia systematyczna na pingerze. Plakac mi sie chce za kazdym razem, jak mysle, ze najbardziej intensywny pod kazdym wzgledem rok zycia w Londynie nie jest dzien po dniu udokumentowany. Zwlaszcza, ze niektore sytuacje i moje emocje tak szybko sie zmienialy. Mam wrazenie, ze po cudownym lecie osiagnelam maly impas i bedzie teraz nudniej, a przez jedna bardzo wazna w moim zyciu osobe, moze tez zrobic sie nieco depresyjnie...

ANYWAY, NOCKA W POZNANIU PRZED POWROTEM DO LONDYNU, JAK ZWYKLE STARAM SIE OGARNAC ZYCIE NA OSTATNIA CHWILE
Bo musi sie cos zmienic. Mam najlepsza prace na swiecie, najlepszych znajomych na swiecie, pokoj/mieszkanie pozostawiaja wiele do zyczenia, ale na dobra sprawa dalabym rade tak sobie zyc dalej bez zadnych problemow.

Probuje zainstalowac Simsy, obejrzec gay film po francusku, nadrobic zycie na pingerze, uporzadkowac 25 tysiecy zdjec w telefonie i zmotywowac sie do zabrania sie za kreatywne projekty na raz. Wszystko ideally przed polnoca za... 25 minut. Wroce do Londynu pozno, rano do pracy, pozniej maraton teatralny, w niedziele caly dzien praca, moze uda mi sie usadzic sie w jakiejs fancy cafe z nowym komputerkiem w poniedzialek i zaczac przegladac jakies kursy. Doszlam wlasnie do tego, ze ta kreatywna stagnacja mogla bardzo wplynac na to, jak bardzo wazna dla mnie osoba mnie postrzega. Tzn. mniej passionate, przez co tez mniej atrakcyjna... Anyway, nie robie tego dla Niego, tylko dla siebie. Poza tym po calowaniu sie i seksie w tym roku tylko z kobietami, moglabym nawet sobie powiedziec, ze jestem lesbijka i uczucia do mojego najlepszego przyjaciela sa tylko przyjacielskie. Nie blokuje, watpie, zeby znalezli tego bloga i przetlumaczyli sobie na angielski.
 

 
40 dni temu. Boli mnie serce, jak na to patrze. Najpiekniejszy, najbardziej urozmaicony, najbardziej emocjonalnie intensywny rok w moim zyciu, tak wazny, jesli chodzi o moje zycie w Londynie I nic nie bedzie udokumentowane, glownie przez brak sprawnego komputera. Za 2 tygodnie w Poznaniu kupie sobie nowy.

Tyle sie dzieje, w zyciu nie bede o wszystkich momentach, pamietac.
  • awatar Domaaaaaaaaaaaaaaa: Hahahaha, nie wierze, ze actually ten komputer kupilam :D
  • awatar Angel!ka: To najbardziej przykre i Cię rozumiem. Mój fantastyczny pobyt w Niemczech, który tak pilnie opisywałam aby o nim pamiętać zniknął wraz z zepsutym laptopem... :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Do 2 w nocy siedzialam i rozmawialam z Karolina (wreszcie! <3), ale nie dalam rady napisac. Slonce jest meczace.

Spedzilam dwa przepiekne dni na plazy. Przedwczoraj, o czym zaczelam pisac, zanim zostalam wyrwana na Erasmusowe sheningans, pojechalam do El Saler. Spedzilam tam caly dzien, czytajac, lezac i plywajac. Bylam najszczesliwsza. Doszlam do tego, ze nawet nie mialam ze soba zadnych thoughts, tylko czulam po prostu pelnie szczescia, smiejac sie jak dziecko z falami uderzajacymi w moja twarz. Nie musialam specjalnie zwracac uwagi na moje rzeczy, bo nikogo obok nie bylo. Skonczylam prawie cala ksiazke, z ktora smutno sie troche rozstawac, bo byl to jeden z lepszych crime books, jakie czytalam. Siedzialam do zachodu Slonca. Wrocilam pozniej do domu wymienic sie z Julia i Else, ktore wychodzily juz na impreze. Mialam pozniej do Nich dolaczyc, ale po prysznicu rozlozylam sie w lozku, czulam sie pure i wypocczeta i nie chcialo mi sie za bardzo ruszac, do momentu jak Julia wbila ze znajomymi i przedstawili mi sie Jej hot koledzy, haha. Nie co dzien mam okazje przezywac Erasmusowe zycie, wiec w 3 minuty bylam gotowa do wyjscia. Jechalismy na domowke do jakiegos ziomka, z Julia nie smiescilysmy sie na rowerze, wiec biegla z nami cala droge, haha. W miedzyczasie przezywalam jedna silly thing na messangerze (teraz to pisac czy nie pisac o mojej telenoweli tutaj, hmm), wiec nie moglam za bardzo sie skupic na poznawaniu wszystkich. Zagralam jedna rundke w beer (w moim przypadku wine) ponga, poszlam sprawdzic, czy sklepy sa otwarte, ale stwierdzilam, ze wole juz nie pic, bo i tak jakos nie jestem zaangazowana w ten wieczor i wrocic do domu. Tak tez zrobilam, po drodze pobierajac wszystkie food applikacje, bo standardowo chcialam zamowic frytki, co na szczescie mi sie nie udalo.
Wczoraj wstalam mega wczesnie i ponownie ruszylam na plaze. Weekend, wiec bylo troche wiecej osob. Rozlozylam sie na dokladnie tym samym miejscu. Jakis czas pozniej dolaczyla do mnie Julia, wiec tym razem naprawde moglam oddalac sie od brzegu i rzeczy ile i gdzie chcialam. Spedzilam jakies 90% czasu w wodzie. Zbieralysmy sie o 4:30, bo jechalam do Les Arts zapytac sie o bilety na balet. I OMFG DOSTALAM TEN NAJTANSZY ZA 8. Lecialam wiec szybkim krokiem do domu, bo mialam nieco ponad godzine, zeby wrocic, zrobic zakupy na dwa dni, bo w niedziele wszystkie supermarcedos sa zamkniete, przebrac sie, wypic kawe i wrocic do opery. Po drodze dostalam wiadomosc, ktora znowu zakrecila troche moim wieczorem, ale od teraz no fucks given a propos pewnych osob; zobaczymy jak mi to pojdzie Anyway, dotarlam na czas, pochodzilam troche dookola, zajelam miejsce, z ktore byl bardzo restricted view, ale thank goddness, zaraz przede mna bylo jedno miejsce wolne, wiec szybko sie przesiadlam. OMFG, co za idealny wieczor. Krotkie performances do najlepszych klasykow, najlepsi tancerrze z calego swiata. Jedna z lepszych baletow rzeczy, jakie widzilam. Pozniej przezylam horror, bo wyladowal mi sie telefon, zanim zdazylam zrobic zdjecie niebieskiego auditorium. Plakac mi sie chce, haha. Chcialam tez byc szybko online, zeby zobaczyc rozwoj sytuacji. Myslalam, ze bedzie to ciezka droga, ale spotkalam Pania, ktora spytala mnie o droge, a ja jako local haha, powiedzialam, ze ide w tym samym kierunku i odprowadzilam Ja pod same drzwi.
W domu musialam wszystko sobie w glowie poukladac, posiedzialam troche z Julia, bo czym nagle poczulam zmeczenie i bylam w stanie tylko pisac z Karolina.

Ostatni dzien w Valencji, 1pm, a ja nadal w domu przed komputerem, ale tyle czasu spedzilam na plazy przez ten tydzien, ze pare godzin krocej nawet dobrze zrobi mi i moim spalonym plecom.
 

 
Dam rade, dam rade, dam rade.
 

 
Isc czy nie isc na impreze. Jedyna okazja. Wlasnie cala energia i wena ze mnie zeszla i pewnie skonczy sie tak, ze zostane w domu z Netflixem. Brzmi smutno, ale mialam dzisiaj jeden z najpiekniejszych i beztroskich dni w zyciu i cale to szczescie mnie troche zmeczylo.

Wybylam dzisiaj poza miasto, do niedalekiego El Saler. Google images pokazywalo mala, troche dzika plaze. W rzeczywistosci bylo jeszcze piekniej niz na zdjeciach. Do tego bylo prawie pusto i znalazlam sobie miejsce z nastepnymi ludzmi ponad 50m ode mnie. vb
 

 
Mind says go see a cathedral, heart says go to the beach. Chociaz jeden dzien off mi dobrze zrobi, bo i tak jestem juz troche poparzona.

Nadal siedze w domu, nie czuje, ze marnuje dzien, bo na dworze jest za goraco plus po 3 miesiacach wreszcie przeczytalam sztuke Jamesa... Czuje, ze moglabym zostac dzis pol dnia w domu i nadrobic wszystkie inne zaleglosci, ale chyba wyrusze wreszcie na szybkie zwiedzanie, zeby miec to zaliczone i przeniose sie na wieczor na plazeeeeeeeeee. Najbardziej wakacyjne wakacje ever.

Nadal nie chce mi sie wracac do ziomkow/pracy, chociaz wczoraj troche zaczelam za Nimi tesknic.
 

 
I sie nie doczekalam, haha. Ale dzisiaj juz wychillowalam i wrocilam do normalnego stanu, czyli nie myslenia o naszej relacji at all. Co nie zmienia faktu, ze mam ogromna nadzieje, ze nastepne wspolne spanie wydarzy sie wkrotce.

Spedzilam dzisiaj chyba najdluzszy dzien na plazy w zyciu. Obudzilam sie wczesnie z Julia, bechmurne niebo, dokonczylam jedna ksiazke, zeby nie targac ze soba dwoch, poszlam na kawe do kawiarni pod blokiem, gdzie Pani juz z gory znala zamowienie i ruszylam na plaze. Zajelam idealny spot nad sama woda, gdzie spedzilam jakies 5 godzin, plywajac, lezac i czytajac. Pozniej zaczelam zasypiac, co bylo niebezpieczne, bo i tak juz jestem troche poparzona, wiec skoczylam szybko na cafe corsomething i wrocilam na moje miejsce, gdzie lezalam do 6pm. Naprawde jestem z siebie dumna, ze nauczylam sie restless wakacjowania, az moze przesadzam teraz w druga strone, bo w ogole nie chce mi sie zwiedzac, tylko siedzialabym caly czas na plazy

Nawet nie tesknie za praca ani ziomkami.
 

 
I sie nie doczekalam, haha. Ale dzisiaj juz wychillowalam i wrocilam do normalnego stanu, czyli nie myslenia o naszej relacji at all. Co nie zmienia faktu, ze mam ogromna nadzieje, ze nastepne wspolne spanie wydarzy sie wkrotce.

Spedzilam dzisiaj chyba najdluzszy dzien na plazy w zyciu. Obudzilam sie wczesnie z Julia, bechmurne niebo, dokonczylam jedna ksiazke, zeby nie targac ze soba dwoch, poszlam na kawe do kawiarni pod blokiem, gdzie Pani juz z gory znala zamowienie i ruszylam na plaze. Zajelam idealny spot nad sama woda, gdzie spedzilam jakies 5 godzin, plywajac, lezac i czytajac. Pozniej zaczelam zasypiac, co bylo niebezpieczne, bo i tak juz jestem troche poparzona, wiec skoczylam szybko na cafe corsomething i wrocilam na moje miejsce, gdzie lezalam do 6pm. Naprawde jestem z siebie dumna, ze nauczylam sie restless wakacjowania, az moze przesadzam teraz w druga strone, bo w ogole nie chce mi sie zwiedzac, tylko siedzialabym caly czas na plazy

Nawet nie tesknie za praca ani ziomkami.
 

 
Zaniedbanie pingera, regret, ktora towarzyszy mi dzien w dzien. Przezylam(wam) wlasnie najpiekniejsze lato w zyciu i jak niesamowicie byloby miec to dla wspomniec opisane dzien po dniu, szczegol po szczegole, interakcja po interkacji... Wymowke mam legit, rzadko sie zdarza, ze jestem w domu, jak juz to tylko spie i to za malo, dodatkowo moj komputer jest zbyt popsuty, zeby chcialoby mi sie go wlaczac. Moze teraz sie troche ogarne, jak z wyjsciami i imprezami zrobi sie spokojniej.

Chcialam sobie pofilozofowac, ale Julia nie poszla na crossfit, wiec nie jestem sama. Siedze na wakacjach w Valencii. Kolejnych. Caly czas mowie, ze nigdy nie bylam na prawdziwych wakacjach, a tak naprawde wszystkie moje ostatnie wyjazdy, kreca sie jedynie wokol czytania, plywania i odpoczywania. Jestem tutaj na caly tydzien. Poparzylam juz sobie znowu brzuch. Widzialysmy przed chwila Ronaldo. lol Czekam na wiadomosc od Jamesa...
 

 
Swietnie, mial byc spokojny admin dzien w bibliotece, ale tak z Marcela chillowalysmy, ze teraz juz nic nie zdaze zrobic.
Kocham Copenhagen. I underestimated jak bardzo potrzebowalam tego wyjazdu. Czuje, ze moja dusza jest czystsza. Chcialabym dojsc do jakichs glebszych wnioskow, ale nie mam za bardzo teraz nic do przemyslania oprocz mojej sytuacji z Jamesem, ktora najlepiej jest zostawic i nie myslec o tym w ogole.
We wtorek glownie spalam, czego bardzo potrzebowalam. Poszlam wieczorem na spacer i poczytalam chwile nad kanalem. Wczoraj bylam w szoku, budzac sie okolo poludnia. Nie mialam jednak poczucia, ze marnuje czas, bo przyjechalam tutaj doslownie na wakacje. Zaliczylam improv comedy show, dzisiaj swietna wystawe Vogue, ale glownie spaceruje, czytam zatrzymujac sie w randomowych miejscach i pije kawe. Zaczelam tez porzadnie diete i mam nadzieje, ze bede sie jej trzymac, bo naprawde robie sie gruba.
Nie taki mial byc to wpis, ale chce poczytac nad kanalem. Moze w Londynie sie ogarne, bo potrzebuje weny i bycia kreatywna, zeby udalo mi sie podtrzymac content nastroj.
 

 
Ej, serio, poki nie zaprowadze porzadku tutaj, nie bede miala porzadku w zyciu. Dzis bylby na to idealny dzien, szkoda, ze lezalam w lozku do 13. No nic, jutro pobudka o 8 rano i tutaj przychodze!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Powinien byc to teraz jakis self-discovery post, ale nie mam za duzo czasu, bo musze wyruszac na garden party Kasi, na drugim koncu Londynu... Bede tam jechac jakies 2 godziny. Anyway, porzadek na pingerze, porzadek w zyciu. Jak uda mi sie wrocic do codziennego pisania, mam wrazenie, ze wszystkie inne sprawy, tez sie jakos uloza. Bo jestem teraz totalnym mess, bez zadnego purpose w zyciu. Moj ulubiony miesiac, byl prawdopodobnie jednym z najgorszych w zyciu, to znaczy bawilam sie swietnie, ale nie robie nic poza praca i piciem, bo jesli dalej tak pojdzie, wprowadzi mnie w pewnym momencie w depresje. Nie bede teraz nadrabiac calego miesiaca, ale robilam glupoty jak nigdy, najnowsza skonczyla sie wybiciem zeba, ktory mam nadzieje, zostanie jutro naprawiony. I przepieprzeniem wszystkich pieniedzy, na ktore ciezko w czerwcu pracowalam...
New month, new life. Musze sie ogarnac i znalezc sobie jakies hobby poza praca, ktora totalnie zdominowala moje zycie.

Tak zeby bylo na biezaco to o pracy. Mialam wczoraj kolejna z top 10 najnudniejszych zmian. Narzekalam, ze nic sie nie dzieje i czas stoi w miejscu, az w ostatniej chwili pojawila sie grupy jakichs 40 totalnie clueless Japonskij turystow, do ktorych nic nie docieralo. Jakims cudem wszyscy znalezli swoje miejsca, ale wszyscy siedzieli na telefonach, co mnie strasznie irytowalo. Na przerwie obeszlam cala grupe dookola, zeby powiedziec Im po raz 50, ze maja telefony wylaczyc. Watpie zeby to do Nich trafilo, ale przenosilam sie pozniej na drzwi, wiec nie byl to juz moj problem. lol Chcialam wrocic szybko do domu i miec spokojny wieczor z Simsami, ale dwa razy do IC nie trzeba mnie bylo namawiac... Jedno wino, drugie wino, trzecie wino, spadlam z lawki i mowilam za duzo jak zwykle... Musze sie na tyle odciac od niektorych osob, zeby mi zadne mysli po pijanemu nie przychodzily.
Wrocilam do domu pieszo.

Dzisiejszy dzien jest tak przepiekny. Przespacerowalam sie przez park na basen, wpadlam pozniej do biblioteki wydrukowac moj swimming chart, darmowa kawka w Waitrose i wrocilam do domu pograc w Simsy. Moze to i dobrze, ze tyle mi to zajmuje, bo nie chce wczesnie zaczynac pic...
 

 
NEW MONTH NEW LIFE
 

 
14 dni, jak to sie dzieje... Ten rok bedzie masakryczny, a tyle sie dzieje... Chociaz i tak nie moge otwarcie o tym pisac, bo ludzie z pracy czasem pytaja sie o bloga i mowia, ze moga sobie przetlumaczyc, haha.
Ten bedzie ogolny i bezimienny.
FAIL. Musze wychodzic do pracy. Ciekawe co dzisiejsza zmiana przyniesie...
 

 
Meczyc sie jutro rano przez niewyspanie, zeby nadrobic teraz pingera, czy meczyc sie jutro wieczorem niewyspana, zeby przepisac to, co napisze rano recznie? Duzo mam w notatniku momentow, ale nie potrafilabym ich juz uporzadkowac. Postaram sie szybko nadrobic od poniedzialku, kiedy siedzialam na door access, probujac zachowac spokoj z niedzialajacym telefonem.
Okazalo sie, ze crew uzywa innego wyjscia i bylam stood down jakies 1,5h przed czasem, co idealnie mozna bylo wykorzystac na basen, ale musialam wrocic sie na Oxford St... Z drugiej strony czuje, ze dlatego tez skonczyla sie ta zmiana wczesnie. Wyzalilam sie Romy i Samowi i ruszylam na wycieczke... Poszlam najpierw sprobowac w Apple Store, ale najblizsze spotkanie mieli na sobote albo later in the day. I tak cud, ze udalo mi sie tam rano podjechac, nie mam wolnego czasu popoludniami juz nigdy... Musialam sie wrocic wiec do dodgy sklepu, gdzie na szczescie zastalam pana inzyniera... Mialam prawo byc wkuriwona, ale udalo mi sie zachowac spokoj. Powiedzialam, zeby take his time this time i poszlam skorzystac w Apple Store z komputera, zeby ogarnac swaps, na ktore nie moglam odpowiedziec przez telefon... Udalo sie wszystko na szczescie zalatwic. Odebralam telefon, wsiadlam do autobusu i KURWA MAC ZNOWU PRZESTAL DZIALAC. Tym razem wrocilam wkurwiona i rzucilam 'I want my money back', ktore wiedzialam, ze nic nie da i tylko sprowokowalo to jednego z tych idiotow do kotni. NIENAWIDZE MEZCZYZN, ZWLASZCZA INDIAN. Anyway, tym razem dalam juz sobie spokoj i zostalam w autobusie. Probowalam sama otworzyc telefon pilniczkiem, ale udalo mi sie opanowac i nie rozwalic telefonu, z czego jestem calkiem dumna. Podjechalam do iSmah, gdzie powiedizeli, ze musza wymienic caly ekran i nie moga tego zrobic dzisiaj. Ruszylam w strone basenu wyplywac zle emocji. On my way bylam troche niemila do ziomka, ktory mnie approach z jakas charity, wiec postanowilam sie pozniej do Niego wrocic. Poplywalam i tak tez zrobilam. Zasponsorowalam jakies homeless dziecko za £7, przeprosilam Go pare razy i OMFG, NIE WIERZE, MAGIC KARMA UNIVERSE, NAGLE W AUTOBUSIE DO DOMU ZACZAL DZIALAC MI EKRAN I KNOCK ON WOOD, DZIALA AZ DO TERAZ. W domu polozylam sie na krotka drzemke i zbieralam sie na wieczor w pracy.
Ah, nie moglam sie doczekac az wszystkich zobacze i poprzytulam sie do friends i tak tez sie stalo, jak weszlam do stewards room na Anthony'ego.
 

 
THE FUCKS SAKE CO SIE DZIEJE Z KARMA PRZEZ OSTATNIE 3 GODZINY. Powinnam juz teraz spokojnie spac i odzypiac. Po cudownym dniu, oderwanym troche od rutyny, wsiadlam w autobus do domu, wylalam na moja ulubiona sukienke, ktorej prawie w ogole nie nosze, bo nie chce, zeby sie wybrudzila, kawe, wrocilam do domu, wpadlam na genialny pomysl pojscia do teatru, dzieki czemu zorientowalam sie, ze nie mam ze soba karty, ktora prawdopodobnie zostawilam w Tesco, ale i tak szybciej wyjdzie mi ja zablokowac i dostac nowa, niz wracac sie w okolice London Bridge, na co nie mam czasu, pierdole sie, pardon my French, od dwoch godzin z kupnem tego biletu przez niedzialajace polskie karty, po czym dzieki pomocjnym search w camera roll, okazalo sie, ze mam screena z moja karta, ktora zgubilam/zostawilam, wiec juz dawno moglam miec bilet kupiony, jakby wszystkiego bylo malo, minute przed polnoca staralam sie dodac wpis, zeby byl mniejszy dniowy odstep pomiedzy, ale spoznilam sie jakies 5 sekund...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Swietnie mi idzie Wieczorami po pracy od razu padam przez te wszystkie emocje, ktore tam przezywam, ale dzisiaj samotna zmiana w pustym budynku, wiec wieczorem postaram sie chociaz ten miniony tydzien nadrobic. Sie dzieje.
 

 
KONIEC. NIE POZWOLE, ZEBY DRUGI NAJLEPSZY OKRES W MOIM ZYCIU SIE ZMARNOWAL. Kocham tego bloga, blownie za to, ze tak dokladnie lata gimnazjum i liceum mam opisane. Przezywam druga rutyne i musze wrocic do codziennego opisywania dni w pracy. Bo dzieje sie sporo i przypomina mi to wszystko lata liceum, kiedy czulam sie najszczesliwsza na swiecie, otoczona przyjaciolmi i zwyczajne czynnosci, jak siedzenie na lekcji, sprawialo mi najwieksza przyjemnosc. Teraz jest tak samo.

Nie ma co sie ludzic, ze nadrobie ostatnie dwa miesiace, rzucenie szkoly, mini Euro-trip, dramaty z ludzmi z pracy, *e* z **e hehe, wiecej dramy, wyjazd do NYC, ten tygodniowy Paryz... Sprobuje jakos w skrocie nadrobic albo przepisac to co mam w zeszycie, ale chce wrocic do codziennego pisania wpierw.

Wiec, zacznijmy od teraz. Wypilam wlasnie przed snem Red Bulla i myslalam, ze sie zmarnuje, ale wlasnie przebralam sie w krotkie spodenki i ide biegac. Mialam isc na basen jutro, ale zapomnialam, ze mam okres.

W pracy bylo, surprise, surprise, cudownie. Na rests dostalam pozycje na spokojnych drzwiach, gdzie z Maria doszlysmy do tego, ze bedziemy na dworze w czasie flypast na Trooping the Colour. Jakies pocieszenie za to, ze totalnie o obchodach urodzin Krolowej zapomnialam; powinnam byla czekac na The Mall od 6 rano. Chociaz w dzisiejszych czasach wszystkie rozrywki przegrywaja z checia chodzenia do pracy. Anyway, pierwsze trzy przelcialy nad nami, Lauren z security miala moj telefon, zeby nakrecic filmik, ale wyszly z tego jedynie 4 marne sekundy i to za daleka, haha. Na show szlam najpierw na Arena A, co bylo najlepsze na swiecie, bo byl to koncert, ktory mega chcialam zobaczyc. Nie bylo zadnych problemow z seating, wiec moglam sobie w spokoju caly enjoy'owac. Na druga czesc przenosialm sie na najgorsza pozycje w budynku... Przynajmniej szybko zlecialo, bo bylo busy, a w lazience otworzyla sie komnata tajemnic. lol W drugiej polowie bylo fajnie, bo mialysmy z Dziewczynami misje dostarczyc numer telefonu jednego cute customer do jednej z Dziewczyn z baru. Latalysmy na zmiane na drugie pietro upewnic sie, czy numer dostala. Byl tam tez Stefan, jedna z moich crushes, ktory chyba od zeszlego tygopdnia dowiedzial sie od kogos, ze mam na Niego crush, wiec troche dziwnie sie dzisiaj zachowywalam... Pozniej powrot na koncert i az glupio mi bylo, tak sie dobrze bawilam i moge sie zalozyc, ze ktos z widowni sobie myslala, ze zaplacil spora sume za bilet, a ja sobie chilluje i jeszcze mi za to placa
Ogolnie bylo smiesznie i jesli chodzi o emocje to dosc spokojnie, bo nie bylo zadnej z dwoch osob najbardziej zaangazowanych w moje dramaty

Eh, ostroznie pisalam, ale i tak mam paranoje, ze ktos z pracy dojdzie do tego, przetlumaczy sobie i bede miala problemy Przyzwyczaje sie, jak pisalam codziennie o szkole, to tez na poczatku sie stresowalam.

Ide biegac, bo zaraz padne i nic z tego nie bedzie.
  • awatar Gość: Aleś ty pofukano ty ej a w psychiatryku to dają korzystać z internetów?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
8 DNI JAK TO SIE DZIEJE
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.