• Wpisów:2833
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 14:31
  • Licznik odwiedzin:72 405 / 3511 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tak jak przewidywalam, zaczynam powoli przez te wolne dni dostawac na glowe. I ran out of activities wymyslanych na sile. Plus nie mam pieniedzy, wiec nawet nie chce mi sie isc na King's Road, bo ciezko mi przegladac ksiazki w Waterstones, jak nie moge zadnej kupic. Nie mam nawet naklejek na kawe z Maca.
Wlasnie mialam standardowa zalamke 'Charlotte'. Ciezko mi bez Niej, a jeszcze ciezej nie wiedzac, kiedy Ja znowu zobacze. Chce juz isc do pracy i mam tylko nadzieje, ze dostane jakas bezpieczna pozycje.
 

 
Musze szybko pisac, bo czuje, ze zaraz prawe oko mi peknie, a powiedzialam sobie, ze nie moge sie polozyc poki tego nie napisze, bo juz i tak mam spore zaleglosci...

Wczoraj/przedwczoraj pisalam zaraz przed wyjsciem do pracy. Wiedzialam, ze nadejdzie taka zmiana, kiedy wszystko nie bedzie latwe i przyjemne. Cieszylam sie z pozycji, ale juz na samym poczatku byl maly problem, bo nie moglam zlapac dla jeden Pani hostessy. Pozniej przychodzily supervisors, bo cos bylo nie tak, na sam koniec weszla osoba, na ktorej miejscu ktos inny juz siedzial, thanks goddness, ze byly niedaleko wolne miejsca, bo zawalilabym koncert przy BBC duty manager. Poszlam na moment na przerwe, bo chcialam sluchac koncertu. Po interval przenioslam sie na drzwi. Druga czesc byla dluyga i myslalam, ze zanudze sie na smierc, ale pojawila sie Pani, z ktora wczesniej mialam problem, ze swoja mama, ktora po minucie lezala na ziemii. Spanikowalam i nie wiedzialam, na ktorym channel sa medics, wiec pobieglam do drzwi obok do nich zapukac. Na szczescie nie bylo to nic powaznego, ale moglam te sytuacje handle duzo lepiej. Pozniej blokowalismy drzwi, ale w koncu skonczyli udzielac tej pani pomocy i reszta wieczoru przebiegla normalnie... Wrocilam do domu na final Love Island. Puste beda teraz moje wieczoru bez tego programu...

Dzis day off. Za dlugo lezalam znowu w lozku, zebralam sie pozniej do biblioteki, zeby zaczac nadrabiac 'to do' list. Dobre mam tam feng shui, czuje, ze moze zaczne tam wreszcie pisac LIST... Przeszlam pozniej na Sloane Square, sprawdzic, czy stac mnie na przejazdzke autobusem i wrocilam do domu odpoczac przed spacerem do teatru...

Jak tylko wyszlam z domu, odezwal sie kolega z ulicy, do ktorego i tak planowalam napisac. Znowu rozmowa sie nie kleila, bo nie bede sie z kims zapoznawac na whatsappie. Oczywiscie zaczelam wypisywac i wydzwaniac do Dziewczyn, lol, robie taka drama z niczego. Nie zalezy mi na tym, nie czuje tego, robie to tylko dla self-development, lol. Super byl ten spacer, w godzine doszlam do teatru. Odebralam bilet i poszlam do Follies kontynuowac bezskutecznie poszukiwania za ksiazka Dirka z dedykacja dla Charlotte i JMJ. Cudowny wieczor na Covent Garden, brakuje mi czestego spedzania czasu w centrum. W Donmarze bylo jak w domu, chociaz show takie sobie. W droge powrotna pozwolilam sobie zaszalec i pojechac po raz ostatni autobusem (nie stac mnie na doladowanie Oysterki). Byla to eventful przejazdzka, podczas ktorej umowilam sie po raz pierwszy w zyciu na randke, z czego robie duze zamieszanie, haha. Ciekawa jestem jak to bedzie i sie troche denerwuje. Najbardziej denerwuje mnie to, ze wszystko w sumie idzie dobrze, a i tak nie czuje sie do konca szczesliwa, a w sercu mam pustke, a wszystko przez Charlotte... Wyslalam przed chwila Karolinie obrazek ilustrujacy te cala sytuacje. Jakby nic mi do szczescia wiecej nie potrzeba. Tylko Ja, czyli wszystko, ale jak mawia Alicia Keys, everything means nothing when I ain't got you, czyli ogolnie moje zycie, jak super by niby teraz nie bylo, nie ma za bardzo sensu, bo nie ma w nim Charlotte.
Anyway, jak poszlam biegac, to zaczelam znowu przez endorfiny sie na nadchodzace wydarzenia cieszyc, ale teraz znowu jestem down, otoczona zdjeciami i myslami o Charlotte...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Ah, jestem na tym etapie w pracy, ze musze dokkladnie opisywac kazda zmiane. Przedwczoraj bylam po raz pierwszy oficjalnie on my on own. Na poczatku zrobilam z siebie idiotke, bo nie zrozumialam mojej pozycji. Cieszylam sie, ze bylam na circle, bo jest tam jakos mnie pressure. Byl obok mnie Ian, ktory odpowiadal na wszystkie moje pytania Nie mialam z customers zadnych problemow. Po przerwie bylo jeszcze lepiej, bo musialam tylko otworzyc pare razy boxes, a przez reszte koncertu siedzialam sobie na krzesle. Nie moglam sie doczekac az wroce do domu i pojde biegac, bo liczylam, ze to pomoze mi w moim recovery.

Wczoraj mialam troche lepszy nastroj, bo caly poranek wypelnilam sobie zajeciami. Podjechalam rano po maseczki i TimeOut do kina, poszlam pozniej pobiegac w najgorszym i najgoretszym momencie, wzielam zimny prysznic, po czym wreszcie wykopalam moj kurs francuskiego, ktory zaczelam po kolorowaniu kolorowanek dla doroslych czterema kredkami. Wyszlam pozniej do pracy, w ktorej bylam na stalls i znowu nie do konca ogarnelam na poczatku. Seating bylo latwe, ale mialalam accessible patrons i z tym bylo male zamieszanie, ale na szczescie byla ze mna Margaret. Pozniej poszlam na drzwi i przez reszte wieczoru patrzylam na zegarek, bo czulam sie strasznie zmeczona. Na szczescie skonczylismy wczesnie.
Przeszlam sie do domu, rozmawiajac z Karolina, obejrzalam Love Island i poszlam spac.
OMG, powinnam tutaj spisywac moje ostatnie sny, wczorajszy z Dirkiem Bogardem OMFG i dzisiejszy z wycieczka do Athens/Buenos Aires, z ludzmi z liceum, gimnazjum, Paryza...
 

 
Where did my happiness go? Czy zostalo w Grecji? A moze juz w maju w Walii? Serio, nie czuje sie soba i nie czuje sie najlepiej.
Lipiec, super lato, mam fajna prace, rownie fajny wolontariat, czytam duzo, jade za 3 tygodnie do Paryza, tutaj kino, tutaj teatr, tutaj kawa ze znajomymi, chodze do parku, chodze nad rzeka, pije duzo wody. Co wiecej do szczescia potrzeba... Bo jesli naprawde nie moge zyc szczesliwie bez Charlotte, to mam przerabane. Anyway...
Rano jechalam spotkac sie z Justyna na Southbank. Pojechalam troche wczesniej, zeby pospacerowac sobie nad rzeka. Usiadlam na lawce i konczylam moja ksiazke 'How to Relax'. Usiadlysmy w pustym BFI i bylo bardzo milo. Opowiedzialam po raz kolejny o Grecji... Jechalam stamtad na Wimbledon. Wielki Chelsea piknik na Duke of York's. Nie moglam zostac do konca, bo musialam sie przebrac do teatru.
Much Ado About Nothing. Bylam mega podekscytowana i cieszylam sie, ze dostalam najlepsza pozycje i moglam spokojnie obejrzec cale show. Musialam tylko zaprowadzic pare osob na miejsce w tym omg JK Simmons z rodzina. Przez cale 3 godziny siedzial na telefonie. Gdfyby nie byl Oscar-winning actor, I would've told him off. Show bylo za dlugie, ale to MAAN, wiec i tak bylo super. Wypilam kawe, wypilam herbate, zjadlam biscuits, pogadalam z Helen i Gillian. Bardzo domowa jest tam atmosfera. Wracalam do domu na Love Island w dobrym nastroju, co nie zmienia faktu, ze jestem caly deeply smutna.

Straszne sa tez bezsensowne poranki, kiedy nie mam nastawionego budzika i budze sie patrzac na ktores ze zdjec Charlotte. I nie moge z tym nic zrobic. Polezalam chwile w moim nieszczesciu i poszlam do parku, w ktorym probowalam technike relaksacyjna. Teraz tez pisze przy jakiejs relax playliscie ze Spotify. Nie wiem juz co mam robic.
 

 
Probowalam wlasnie napisac post z okazji rocznicy z Charlotte, ale jestem zbyt zmeczona, zeby ogarnac w glowie moje uczucia i sens zycia, z ktorego znalezieniem po ostatnich dwoch spotkaniach, mam maly problem. Anyway...

OMG, co sie stalo wczoraj na uczelni. Nie moglam z niej wyjsc. Poszlam pozegnac sie z plakatem Imeldy i kiedy po raz ostatni zmierzalam do bramek, zaczelam ryczec. Wyszlam i weszlam z powrotem, bo nie bylam gotowa pozegnac sie z budynkiem. Poplakalam troche w pustym pokokju i wprosilam sie do Dziewczyn na kawe, z ktorymi pare spedzonych chwil, mi troche samopoczucie poleprzylo. W drodze powrotnej weszlam do Waterstones i kupilam ksiazke 'How to Relax', lol. Wybor mojej ostatniej literatury az krzyczy, ze cos jest ze mna nie tak.
W domu polozylam sie na drzemke przed praca i nie chcialo mi sie pozniej wstac. W drodze do pracy zobaczylam pierwsze zdjecie z Charlotte z planu i zaczelam rozwazac wypad na location na pare godzin. Eh, gdyby nie Grecja, to pewnie od razu kupilabym bilet. W pracy obawialam sie, ze zapomnieli, ze nadal robie shadow shifts, ale na szczescie w szatni siedzial juz Lawson, z ktorym bardzo milo sie rozmawialo :> Szatnia bedzie chyba moja ulubiona pozycja. Po przerwie przeszlam na Door 6, gdzie na koniec usmiechalam sie i zegnalam setki szczesliwych Prommers
Wrocilam do domu jak co wieczor podekscytowana na Love Island.
Wstawalam dzis rano bardzo wczesnie, bo wymyslilam sobie, ze pojde do kina na 9am. Przez ceny biletow chodze jedynie do BFI, ale nie moglam sie oprzec polaczeniu Diane Keaton i Hampstead, pomimo ze recenzje byly takie sobie. Rano przysnilo mi sie, ze przespalam budzik, ale wstalam punktualnie. Podjechalam na Fulham Broadway i poszlam na nalesniki do Maca. Idealny poczatek dnia. Film wygrala Lesley Manville i garderoba Diane. Podeszlam pozniej do kosciola, bo widzialam, ze jest tam jakis vintatge market. Za duzo bylo tam rzeczy, wiec postanowilam sie na nic nie decydowac, ale zatrzymalam sie na koncu przy pocztowkach. Chcialam znalezc jakas z Paryza. Zaczelam rozmawiac z Pania, ktora okazala sie miec fascynujace zycie, podrozujac po swiecie, uczac angielskiego, jezdzac na festivale filmowe. Dolaczylam sie do rozmowy jeszcze jedna Pani i mowilysmy nawet o wpadce na Oscars z Best Picture, lol. Pozegnalam sie i powiedzialam, ze jeszcze tam na market wroce.
Podjechalam na King's Road rozejrzec sie za Charlotte. Naprawde watpie, zeby Ona tutaj miala ten dom; juz dawno bym na Nia wpadla. Wrocilam do domu i przy relacji z Wimbledon posprzatalam pokoj, po czym padlam na drzemke i obudzilam sie na koniec krotkiego meczu finalowego kobiet. Musialam zbierac sie do pracy, do ktorej tradycyjnie nie chcialo mi sie isc. Tym razem zapomnieli, ze nadal mam zmiany treningowe, ale dostalam te same pozycje co wczoraj, wiec powiedzialam, ze dam rad.e I dalam. Do szatni przyszlo okolo 10 osob. Na drzwiach nie bylam nawet sama. Wydaje mi sie, ze bede dobra w tej pracy, tylko bym juz chciala o wszystkim pamietac.
Przespacerowalam sie do domu pieszo, bo nie spieszylo mi sie na Love Island
Oczy mi sie zamykaja.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Pare razy mowilam juz, ze siedze po raz ostatni raz w library piszac pingera, ale dzis naprawde tak jest, bo moje student ID expires tomorrow. Jak na zlosc nie dziala monitor na moim miejscu i moje feng shui jest troche off.

W srode na treningu bylo troszke lepiej, bo wszystkie informacje bylo nowe. Jestem przerazona tym wszystkim i thank goddness moje pierwsze zmiany na proms beda jeszcze z kims. Bylam zla na siebie, ze sie niespecjalnie ze wszystkimi intergrowalam, ale to juz w ramach innego wpisu o moich recent problemach psychicznych. Wrocilam do domu na wiadomsoci i Love Island.
Wczoraj mialam day off na teatr, w ktorym nie bylam od wiekow. Doslownie, bo w Gielgud przez 3 ostatnie lata grali te sama sztuke, wiec ostatni raz bylam tam pod koniec 2014. Bylam podekscytowana na day-seats, bo dawno nigdzie nie kolejkowalam. Chwile po 6 bylam juz na miejscu, z kawa i krzeszlem, oczywiscie master of queueing. Uwielbiam siedziec w kolejce i patrzec Londyn budzacy sie do zycia. Pare chwil pozniej dolaczyla do mnie Olga, ktorej wiedza o teatrze jest mega impressive i chodzi do teatru pewnie nawet czesciej niz ja, a nawet nie mieszka w Londynie. Pozniej przyszedl David i Pani, ktorej imienia nie pamietam, i byla to bardzo fajna kolejkowa grupa Szybko zlecialo, kupilam teraz w miedzyczasie bilety do Paryza i poczytalam moja ksiazke o depresji. Wrocilam pozniej szybko do domu, zeby sie chwile przespac. Walczylam ze soba, zeby nie zasnac na King's Rd, bo Charlotte chyba jest w Londynie i moja paranoja jest on. W domu padlam i ciezko mi bylo wstac, ale jechalam przed teatrem spotkac sie z Karolina. Zrobilysmy szybki spacer dookola Wesminster i idealnie zdazylam do teatru na odebranie biletow. Wkurzylam sie, bo mialam jeden bilet dla Olgi, ktora przyszla ze znajomymi na ostatnia chwile. A chcialam w spokoju sobie przed sztuka posiedziec i nacieszyc sie teatrem. OMG, sceptycznie podchodze do reklam typu 'best play of the year', ale w tym wypadku sie prawie zgadzam (second best, po Virginii). Bylam zachwycona. Milo tez bylo spedzic ten czas w teatrze z poranna ekipa i Jamesem Cordenem, ktory siedzial za mna Spotkalam sie pozniej na moment z Karo i Alanna, i wrocilam do domu nadrobic Love Island (co ja zrobie jak to sie skonczy?).
Dzis wstawalam rano, zeby potowarzyszyc Karolinie S w Canada House Bardzo mnie to ekscytowalo, bo zawsze chcialam wejsc do srodka. Odprowadzilam Ja na metro i moj spokojny poranek zostawal zaburzony przez payslip i realisation, ze nie starczy mi na zycie pieniedzy. Nie moglam sie skupic w duzym Waterstones, pomimo ze wczoraj upatrzylam sobie 3 ksiazki, wiec zaraz bede musiala sie wybrac na King's Road.
 

 
Qui Je Suis

Ostatni wpis 21 dni temu. Przez te 3 tygodnie bylam w jakichs 7 miastach, w 4 roznych panstawach, wiec nie bede probowac podzielic tego na osobne wpisy, zwlaszcza, ze wszystkie collectively sa jedna wielka przygoda egzystencjalna (lol).

Sofia/Athens:
W dzien przed podjechalam tylko na Piccadilly i znowu nie udalo mi sie dostac programu w Haymarket, ale poprawili mi humour w Donmarze, gdzie dostalam jeden za darmo. Podjechalam pozniej do Asdy i wrocilam do domu, bo musialam wstac o 1 w nocy i probowalam wczesnie polozyc sie spac. Nie wyszlo mi do konca i byla to pierwsza z 5 nieprzespanych nocy; nie wierze, ze fizycznie to przezylam i nie bylam jakos szczegolnie zmeczona. Anyway, dobrze spalo mi sie w autobusie na lotnisko, wreszcie bylo troche zimniej. Na lotnisku nadrobilam Love Island i na moment spotkalam sie z Karo i Alanna, ktore o tej samej godzinie co ja lecialy do Francji Troche sie czulam jakbym leciala do Polski, z samolotem pelnym nieogarniajacych Bulgarow. Na miejscu bylam o 8/9/10, juz sama nie wiem, jak z tymi strefami czasowymi. Oj, chwila. Czy ja Sofie opisalam w zeszycie? Let me check. OMG, tak

Sofia 22/06/2017
Christ, where am I? I dlaczego nie czuje teraz pelni szczczescia. Siedze przy winku, z notatnikiem, w nowej stolicy, z widokiem na gore? Zwale to na zmeczenie i na odpowiedzialnosci, ktore niespodziewanie sie pojawily. A myslalam, ze raz w czas wszystko ogarnelam. Denerwuje mnie te constant maile z RAH. I bede musiala kasowac zmiany w The Globe tez... Anyway,
jestem w Bulgarii, lol. Bardzo mnie to bawi. W zyciu bym nie pomyslala, zeby sie tutaj przejechac. Ale bylo po drodze. Thanks goddness, ze mialam window seat w samolocie i troche pospalam, bo moj plan z pojsciem wczesnie spac, failed. Na lotnisku dobrze sie trzymalam, nawet nadrobilam Love Island, ale teraz jestem padneita. Szybko dojechalam do mojego pierwszego couchsurfera, ktory na sile mnie denerwowal na whatsappie. Na zywo jest normalniejszy, chociaz caly dzien nie ruszyl sie z domu. Pogadalismy chwile, z Mimi umowilam sie na pozniej, zeby pozwiedzac sobie w spokoju. Nie musialam sie spieszyc, bo wszystkie atrakcje na mojej liscie, byly w tym samym miejscu. OMG, muzea to z pewnoscia highlights pobytu w Sofdii. W obu trafilam na zajebiste temporary wystawy plus kolekcje w srodku byly mega roznorodne i impressive (write more; nie chce mi sie teraz ). Weszlam tez do paru kosciolow. Spotkalam sie pozniej w Macu z Mimi, z ktora ciezko sie rozmawialo, ale wybawil mnie troche Jej kolega i w trojke przeszlismy centrum dookola, zahaczajac o obrzydliwe mieszkanie Mimi, z ktorego za to byl najpiekniejszy widok na gory. Pozegnalam sie pozniej z Nimi, bo chcialam sprawdzic, co u mojego couchsurfera. Byl zajety komputerem, wiec zebralam sie szybko i enjoy'uje teraz swoje towarzystwo. Dlaczego czuje sie so empty?

Ha, chyba nie spodziewalam sie piszac, ze wieczor sie tak potoczy. Wrocilam do mieszkania i bylam gotowa do spania, ale kolega oswiadczyl, ze On chyba nie idzie spac (oboje wylatywalismy o 4 rano), wiec postanowilam tez posiedziec. Zaczelam nawet ogladac Love Island na zywo, ale w miedzyczasie zaczelismy pic winko i skonczylo sie na ogladaniu scen seksu Charlotte z filmow na youtubie, po drodze z wycieczka do sklepu w pizamie w centrum Sofii. Nie poszlismy spac i jak wychodzilam o 2 w nocy na lotnisko, bylam nadal pijana. Nie bede nawet wlaczac wiadomosci, ktore w drodze na lotnisku nagralam Karolinie, bo mi wstyd. Na lotnisku byl przepiekny wschod Slonca. Nie mialam niestety window seat tym razem Bylam po 8 w Athenach. Podjechalam metrem do parku w centrum, gdzie czekalam pod palmami na wiadomosc od mojego hosta, nadrabiajac wiadomosci i umierajac ze zmeczenia. Ruszylam w koncu do Michalisa, na ktorego zdjecia napalalam sie od paru dni, hahaha. OMG, czy moge cofnac sie w czasie. Po wtedy rozpoczal sie prawdopodobnie najpiekniejszy dzien w moim zyciu. Tez mam notatke z tego dnia:
23/06/17 Athens, around 2pm
Prawdopodobnie najpiekniejszy moment w zyciu (haha, to samo co teraz napisalam). Nie da sie tego opisac zadnymi slowami ani zdjeciami so I'm not gonna try.
Bylo to pare momentow pozniej, odkad dotarlam do mieszkania Michalisa, gdzie powital mnie na parterze i jechalismy na ostatnie pietro tak mala winda jak u Mustafy. Zrobil mi zimna kawe i chwile pozniej wybieralismy miejsce na wycieczke. Myslalam, ze by plaza, he meant jakas plaza miejsca, 15 minut od domu. Pokazal mi na mapie dwie inne, i jedna z nich byla niedaleko jakiejs antycznej swiatyni, wiec zadecydowalam, ze pojedziemy tam. Pojedziemy motorem. OMFG. Jezdzilam wczesniej w zyciu motorem, nawet z couchsurferami, ale nigdy caly dzien, po wybrzezu Grecji, bez kasku, z Michalisem, ktory poprawia sobie kask, zostawiajac jedna reke na kierownicy, pedzac ponad 100km autostrada. Przez pierwsze pol godziny naprawde bylam pewna, ze tego dnia zgine. W zyciu nie mialam tak wysokiej adrenaliny. W zyciu! To co On robil na tym motorze... Po jakims czasie jednak doszlam do tego, ze nie jest totalnie reckless, tylko po prostu doswiadczonym kierowca, plus w Grecji nie ma zadncyh zasad ruchu, wiec taka jazda nie byla niczym najdzywczajnym. Dla mnie byla though. Patrzylam na zegarek, bo chcialam juz dojechac na miejsce. Wyjechalismy z miasta na wybrzeze i ten odcinek byl najpiekniejszym widokiem, jaki w zyciu widzialam. Wtedy bylam juz troche bardziej zrelaksowana i myslalam, ze sa jakies szanse, ze dojade w jednym kawalku. Zamykalam nawet chwilami oczy, czujac wiatr na twarzy. To byl ten extreme moment, ktorego tak bardzo pragnelam. Czulam sie wtedy jeszcze blizej z Charlotte. Na moment przystanelismy, bo Michalis nie wiedzial, gdzie zjechac na plaze. Minelismy juz pare, ale dojechalismy w koncu do najpiekniejszej, z mala zatoczka pomiedzy skalami. Zsiadlam z motoru i nie wiedzialam, co powiedziec. Pytal jak sie czuje i nie moglam tego opisac. Dla Niego to codziennosc, wiec tym trudniej bylo mi moj zachwyt i niedowierzenie przekazac. Rozlozylismy sie na kamieniach i od razu pobieglam do turkusowej, cieplej, przejrzystej wody. Nie moglam w to wszystko uwierzyc. Wyszlam z powrotem na kamienie i nie wiedzialam, co ze soba zrobic. Jedlismy Pringlesy, pilam Red Bulla, chodzilam co chwile do wody, skalalam ze skaly i nie moglam usiedziec ze szczescia. Po paru godzinach zebralismy sie w dalsza podroz do swiatyni nieopodal. Again, widoki, motor, wiatr, szczescie, zycie. Przebieglam sie dookola swiatyni, bo chcialam sie troche zmeczyc i uspokoic. Myslalam, ze na tym nasza podroz sie zakonczy, ale postanowilismy pojechac gdzies cos zjesc i odpoczac. Jechalismy przez jakies wioski mieszkalny i skonczylismy w przyjemnej restauracji na swiezo wyciskanym soku. Zaczelismy rozmawiac o filozofii, ewolucji, czasie, wymiarach i swiecie, i troche nie dawalam rady Serio ten koles jest niesamowicie oczytany i inteligentny, ale mam rok, zeby nadrobic. Ciezko bylo sie ruszyc, ale Michalis wymyslil wycieczke do Jeziora Maratonskiego. Tym razem jechalismy autostrada w dolinie, pozniej po gorach, mialam wrazenie, ze zwiedzam na raz cala Grecje. Znowu troche sie zestresowalam, bo jechalismy na autostradzie okolo 150km/ph. Dojechalismy po dlugiej przejazdzce na miejsce. Jezioro i Slonce powoli zachodzace, stunning. Najbardziej podobala mi sie jednak gigantyczna tama i dzieki super ochroniarzowi, moglismy zejsc na dol zamknieta sciezka z wezami. Czy wtedy zaczelam czuc ta chemistry, hmm... Bo nie moglam sie spokojnie na Niego patrzec, haha. Anyway, ostatnimi silami wspielismy sie z powrotem na gore i ruszylismy do domu. Ostatni odcinek trasy tez byl niesamowity, bo ogladalam Slonce zachodzace miedzy gorami. W miejscie byly gigantyczne korki i cudem nie zostalam zgnieciona przez samochody, miedzy ktormi Michalis jezdzil sobie slalomem. Dotarlismy do domu po przed 11pm, nie wierzylam, ze przezylam ten dzien. Schodzac z motoru oparzylam sie o rure i mam nadzieje, ze blizna zostanie mi na dlugo, bo jest to cudowna pamiatka z najpiekniejszego dnia.
Poszlismy po lody i wino. Usiedlismy wykonczeni na tarasie, zdjelismy dach, zeby ogladac gwiazdy. Nie wierze, w to co pisze. Nie wierze, ze tam bylam. Rozmawialismy o naszych couchsurfingowych przygodach, historii, filmach i innych sprawach. Nie o Charlotte (yet). Przegadalismy prawie do rana, konczac bardzo blisko na tej kanapie
Nie wyspalam sie, bo musialam rano wstac na moj pierwszy event couchsurfingowy. Dotarlam punktualnie i spanikowalam, bo nikogo tam jeszcze na miejscu nie bylo. Zaczelam wydzwaniac do Nicholasa i okazalo sie, ze pomylilam czas spotkania z czasem rozpoczecia zwiedzania. Nagle wszyscy sie zeszli, od razu zwrocilam uwage na Francuza i chcialam sie wszystkiego o Nim dowiedziec Byla super ekipa z calego swiata, z przewodnikiem Nicholasem z Athen, najbardziej entuzjastycznym Grekiem ever. Tego dnia bylo gorzej z pogoda. Nico na szczescie o nas dbal i caly czas znajdywal miejsce na przystanek w cieniu. Oprowadzil nas po glownych miejscach i mniej turystycznych. Miasto nie zrobilo na mnie ogromne wrazenia, nic w porownaniu do jazdy po wybrzezu. Podeszlismy pod sam Akropol, gdzie wszyscy umieralismy z goraca i zmeczenia. Byl to na szczescie ostatni przystanek, po czym wszyscy usiedlismy razem w klimatyzowanej restauracji. Zaczelo sie oczywiscie zamawianie jedzenia i tradycyjne dlaczego nie jem, czego nie jem, blah, blah, blah. Usiadlam kolo Damiana i wreszcie zaczelismy rozmawiac. Okazalo sie ze jest spiewakiem operowym z Paryza, lepiej byc nie moglo. Na bank pojade Go kiedys obejrzec. Siedzielismy tam pare godzin, bylo przemilo, restuaracja tez byla bardzo przytulna. Podeszlam pozniej z powrotem na Sigma Square z Damianem, gdzie wymienilismy sie fb i Taylerem z Texasu. Mialam misje do wykonania. Jechalam na site festivalu, zeby dowiedziec sie, na czym stoje. Michalis zaoferowal, ze po mnie przyjedzie. Nie moglam sie doczekac na kolejna przejazdzke.

RAH/Globe/RAH/Globe/RAH
Zdazylam idealnie sie ogarnac. Nie wiedzialam kompletnie, co bede na mojej pierwszej zmianie robic. W stewards room tez siedzialam przerazona na briefing. Dostalam pozycje na stalls i karteczke z seating. Bylam z Lucy, ale przejelam inicjatywe i wiekszosci jak pokazywalam ludziom miejsca. Nie bylo to az tak stresujace, ale I wish, ze bym juz potrafila odpowiedziec na wszystkie pytania, ktorych w budynku takim jak RAH jest srylion. Pozniej zrobilysmy rotacje i na koniec stalysmy jedynie przy drzwiach wszystkich zegnajac. Nawet Lucy powiedziala, ze byla to jednak z najbardziej spokojnych zmian. Po pracy mowilam Karolinie, ze zmiana poprawila mi humour i ze jestem z siebie bardzo zadowolona. I ze moglabym byc pracoholikiem. O tez fizycznie nie czulam sie najlepiej i po poszlam wymatiowac. lol, serio, na whatsappie mam nagrane wszystkie details. Dobrze wyszlo w sumie, ze szlam prosto do pracy, bo momnetalnie wrocilam do londynskiego zycia i nie mialam za duzo czasu, zeby rozpaczac nad koncem bajecznego (i tragicznego) wyjazdu.
Nastepnego dnia obudzilam sie i zaczelam od porannych analiz sytuacji z Charlotte, ale o tym w jutrzejszym wpisie z okazji rocznicy. Ok, pare wiadomosci pozniej bylam juz w ropaczy i tak mi uplynal poranek. Lezac w lozku i ryczac z powodu niespelnionej milosci. Dzien jak co dzien. Zaczynalm wreszcie buddy shifts w The Globe, na co bardzo sie cieszylam. Wyruszylam do miasta wczesniej, zeby pospacerowac po King's Road, bo sie stesknilam. W Waterstones na totalnie randomowej ksiazce o koktajlach na wystawie bylo zdjecie Charlotte, wth. Przez caly dzien wydzwanialam do wszystkich, bo potrzebowalam sie wygadac i irytowalo mnie, ze nikt nie mial czasu na spokojnie porozmawiac. Pamietam, ze przez pare dni po wyjezdzie probowalam zanalizowac sytuacje, ktora teraz nie ma juz dla mnie takiego znaczenia. Anyway, w The Globe bylo cudownie. Moim buddy byla Micheala z Niemiec i stalysmy przez caly czas na yard, wiec normalnie obejrzalam sobie sztuke, ktora juz wczesniej widzialam, ale i tak bylo fajnie. Bylam bardzo szczesliwa w moim wianku i team koszulce, wszyscy sa tam przemili i jest bardzo przytulnie. Fuuuck, z wiadomosci przypomnialo mi sie, ze przez cala droge powrotna do domu z Karolina probowalysmy dojsc do tego, kto spiewa piosenke o milosci, ktora uslyszalam grana przez busker przed Tate i nadal do tego nie doszlam.
W srode z relacji wynika, ze obudzilam sie ponownie w depresyjnym stanie, patrzac na zdjecia Charlotte w pokoju i myslac, ze zycie nie ma sensu. Chyba ponownie poszlam na spacer na King's Road na pociesznie, bo mam pelno wiadomosci i zdjecie Ladies of King's Road robione z autobusu. W pracy mialam juz wieksza role, bo sprawdzalam bilety. Sama bym nie dala rady, ale Rachel byla bardzo pomocna. Weszlam tez sobie na chwile na koncert i sluchalam jak Tony Benette nie daje rady. Poszlam po pracy pieszo do domu i analizowalam sytuacji z Grecji (jesus, ze Karolina to pierdolenie po Grecji wytrzymala).
O czwartek, niespodzianka, wstalam rano rozpaczajac nad Charlotte i Grecja. W ciagu dnia chcialam zalatwic wszystko przed wyjazdem. Podjechalam bezsensownie do miasta, bo znowu nie chcieli mi sprzedac programow. Wpadlam pozniej na uni, zeby wydrukowac bilety i do Dziewczyn wygadac sie o Michalisie i Charlotte. Wreszcie. Spieszylam sie do The Globe, ale zdazylam zjesc przypyszny makaron, ktory Karo mi ugotowala Bieglam pozniej na zmiane doslownie i okazalo sie, ze wszyscy tam i tak przychodzac na ostatnia chwile. Bylam na cushion curt z Michalem, ktory pracuje tam od jakichs 20 lat i byl bardzo pomocny Podobalo mi sie na tej pozycji, chociaz chcialam obejrzec Twelth Night, a przez wieszkosc czasu stalam na zewnatrz. Najlepiej bylo na koncu, jak stawalam na lawce i wszyscy wpychali mi z powrotem poduszki Po zmianie bieglam do NT na drinks z Karo i Alanna. Bylo przyjemnie na dworze na Southbank, brakuje mi czesto bywania w NT/BFI, ale nie mam na to teraz w ogole czasu
W piatek szlam rano na zmiany, pozniej na trening. Na szczescie skonczylo sie szybko, bo bylo to graduation i robilam boxes, tym razem otwierajac tylko drzwi. Zdazylam wrocic do domu i sie spakowac przed treningiem. Trening byl nudny, ale nie mam nic przeciwko siedzeniu na miejscu przez 4h, jak placa mi za to placa. Podjechalam pozniej po raz kolejny na Piccadilly sprobowac kupic program. Tym razem mi sie udalo.

Poland trip
Autobus mialam dopiero o 3pm, wiec zdazylam na poranny spacer na King's Road. Swietowalam wakacje sniadaniem w Macu, kupilam tez dwie ksiazki i serwetki dla Dziadkow w Tigerze. Na Victorie pojechalam jakies 2 godziny przed czasem, zeby na spokojnie ogarnac i jakims cudem bylo wszystko w miare zorganizowane, tak ze weszlam do autobusu jako pierwsza i zajelam przydzielone miejsce przy oknie. Sluchawki i dzialajace Spotify za granica uratowaly mnie w tej podrozy. Dziwnie bylo byc na granicy z Francja i nie jechac do Paryza. W nocy w miare spalam, dosc szybko wszystko lecialo, bylo troche niewygodnie, ale dalo sie wytrzymac. Rano przesiadalismy sie juz w Polsce i caly czas monitorowalam przerzucanie mojego bagazu, bo przewozilam w nim najcenniejsze rzeczy. Dobrze, ze pozostawaly tylko 2h drogi, bo po spedzeniu na dworcu z masa Polaczkow, nie moglam juz tego towarzystwa, nawet ze sluchawkami, wytrzymac. Dojechalismy na miejsce punktualnie. W domu od razu rzucilam sie do przywitania z moim plakatem. Nie mialam czasu do stracenia, bo umowilam sie na popoludnie z Julia i na wieczor z Ziomkami. Cudem zlapalam tez Monike w domu, wiec po prysznicu i frytkach od razu do Niej pobieglam. Jak za starych, dobrych, latwiejszych czasow. Wzruszylam sie w pewnym momencie, bo bylo tak, jakby nic sie nie zmienilo. Wreszcie moglam komus w calosci w spokoju opowiedziec o Grecji i zasiegnac porady. Bieglam potem do domu, bo jechalam do miasta spotkac sie z Julia. Przeszlysmy od razu na rynek, gdzie dolaczyla do nas Jagoda z Oldzi. Pusto mi sie miasto wydawalo. Nie bylam zbyt zadowolona i ciagle narzekalam. Usiadlysmy w restauracji Londoner i nie dosc, ze mieli tylko jedno biale wino (nie Sauvignon), to jeszcze nalali mi jego centymetr. Przejechalysmy sie pozniej na jakies zdrowe lody. Fifi i Zbora mieli do nas dolaczyc w miescie, ale Dziewczyny musialy jechac do domu, wiec zmienilismy troche plany i skonczylismy wszyscy u Oldzi. Jak w domu <3 Tego mi brakowalo. Opowiedzialam tez wreszcie wszystkie moje frustracje i niepewnosci Zborze. Posiedzielismy troche i wrocilam Uberem do domu, bo nastepnego dnia rano jechalam do Berlina...

Berlin 3 hours
Ah, jedna z najlepszych przejazdzek pociagiem. Mialam dla siebie dwa miejsca. Czytalam ksiazke, nie pamietam juz ktora i nadrobialam Love Island. Na dworcu jednak zjebalam sobie caly wyjazd w pospiechu kupujac drogie bilety powrotne zamiast autobusowych na pare godzin pozniej, przez co mialam na wszystko tylko 3 godziny, do tego, zle sie rozporzadzilam pieniedzmi. Bylam na siebie furious. Podeszlam juz do Parlamentu, przeklinajac siebie, po czym wrocilam sie na dworzec spytac, czy moge zwrocic bilety. Kupilam je w jakiejs okazyjnej cenie, wiec nie moglam. Zaczelam pozniej sie zastanawiac, czy po prostu autobusowych nie kupic, ale postanowilam sprobowac ze wszystkim zdazyc. Naprawde bylam na siebie wkurwiona, bo byla super pogoda i moglam spedzic spokojnie dzien spacerujac, a tak musialam wszedzie biegac, ale przez to tez poczulam sie w swoim zywiole, i jak weszlam na do muzeum na wystawe z Charlotte, bylo mi juz lepiej. Ten pokaz slajdow... Moglabym tam stac godzine (stalam jakies pol). Niestety pilnowali dosc dokladnie i nie moglam tego nakrecic. Bylo tez jedno Charlotte nude zdjecie w troche innej blurry wersji. Ogolnie totalnie warto bylo przyjechac do Berlina, chocby tylko na to. A zdazylam jeszcze podskoczyc na druga strone miasta do muzeum fotograficznego. OMG, William Klein. Miasta i moda. Serio, po tej wystawie przekonalam sie do zlozenia papierow na masters in photography (czego nadal nie zrobilam...). Oblecialam ja dwa razy, po czym wykorzystalam bilet autobusowy i przejechalam sie przez zachdoni Berlin autobusem. Uwielbiam to miasto. Szkoda tylko ze ta wycieczka byla taka krotka Przy dworcu mialam jeszcze chwile, zeby przejsc sie nad rzeka i kupic pretzla za ostatnie euro. Podroz powrotna byla rownie mila, bo siedzialam w wagonie z Niemcami. Wrocilam do domu na frytki.
Plan byl taki, zeby jak najszybciej, czyli w nocy o 3am jechac nad morze, ale bylam wykonczona, wiec postanowilam do przelozyc na dzien pozniej. Rano wysylalam Karolinie milion rzeczy z Charlotte, bo nic innego nie mialam do roboty i kolo 1pm spotnanicznie stwierdzilam, ze jednak pojade tamtego dnia nad morze i musialam sie uszykowac w pol godziny.

Seaside
Ah, chce jeszcze raz. Kocham jezdzic nad morze. Spakowalam jakies 5 ksiazek i tyle. Pociag trafil sie ladny, wiec przyjemna byla ta 5-godzinna podroz. Odebral mnie Wlodziu z Jego synem, ktorego planowalam przez te dwa dni ignorowac. Robilo sie juz ciemno, jak dojezdzalismy na dzialke, ale wskoczylam szybko na rower i zalapalam sie na koncowke przepieknego zachodu Slonca.
Wieczorem kupilam winko, Wlodziu masowal mi nogi i rece, i bylo idealnie.
Rano pojechalam z WLodziem po bulki Pogoda niestety byla brzydka, wiec chodzilam poirytowana, bo nie chcialo mi sie tak jechac na plaze. Pojechalismy wiec na objazd po wsiach po jakies produkty do jedzenia. Rozpogodzilo sie, wiec po powrocie od razu polecialam na plaze. My happy place. Niestety bylo pelno ludzi, ale znalazam miejsce troche na oboczu. Poszlam pozniej na frytki do ulubionego baru i wrocilam na moment do domu na herbate, po czym wieczorem wybralam sie na spacer do Sarbinowa.
 

 
ALE JESTEM ZLA ZA TE BRAKI
NADROBILABYM, ALE MUSZE ISC SPAC, BO O 7 RANO POCIAG DO KRAKOWA
 

 
Holy fuck, I forgot about my baby blog ((
 

 
Dlaczego w moim ostatnimi czasy super uporzadkowanym zyciu, kiedy mam chwile dla siebie, nie znajduje momentu na pingera?
Hm, zastanawiam sie, jak jest mozliwe, ze wpis dodalam ostatnio op 4.30pm, jak o 5pm zaczynalam zmiane w National Gallery, gdzie oczywiscie dojechalam za wczesnie i zostalam odeslana na spacer. Byla to jedna z fajniejszych zmian, pomimo ze caly czas biegalam po schodach z canapes. Mialysmy sukienki i maski Dosc szybko zlecialo, skonczylismy nawet przed czasem. Zalowalam bardzo, ze nie mialam kieszeni na telefon, bo obfotografowalabym cala pusta galerie. Najbardziej uwielbiam te prace za to, ze moge sobie w takich miejscach po godzinach chodzic.
Z whatsappa wynika, ze w nocy nie moglam spac przez moje dziwne ugryzienia. Przez co poranek zmarnowalam w lozku, zamiast isc do parku. Bylam umowiona z Asia na kawe, ktora sciagnelam na King's Road. Udalo nam sie zajac loze w Pret, skad mialam idealny widok na Ladies of King's Road (tytul mojej przyszlej ksiazki). Bylo milo, ale musialam sie zbierac, zeby przebrac sie do teatru. Obawialam sie troche tej wycieczki, ale udalo mi sie troche uprzedzic rush hour. Odebralam bilet i rozlozylam sie na trawie w Regent's Parku. Cieszylam sie pelnia szczescia, ktora wrocila. Mialam wysokie oczekiwania, bo 'On the Town', to jeden z moich ulubionych musicali. Dodatkowo z Regent's mam wspomnienia ze znakomitego 'Seven Brides'. Na poczatku myslalam, ze bede zachwycona, ale bylo przecietnie. Zmieniona byla to wersja, aktorsko i wokalnie tak sobie, byl to bardziej taneczny musical, ale reszty brakowalo.
Nastepny dzien tez mialam off przez nieporozumienie w pracy. I thank goddness, ze tak sie stalo, bo moglam spokojnie jechac na Trooping the Colour. Nie chcialam przesadzac, wiec pojechalam tam na 7am. Bylam oczywiscie przed czasem, pierwsza, moglam zajac moj spot, ktory sobie obmyslilam. Byla przepiekna pogoda, ktorej nienawidze. Za goraco, bezchmurne niebo. Wybralam strone w cieniu, ktory chociaz na pierwsza godzine sie utrzymal. Niesamowicie The Mall w Sloncu z flagami wygladala. Mialam krzeslo, sluchalam muzyczki, czytalam 'Les Pariesiens'. W koncu zrobilo sie busy, ale nikt specjalnie sie nie pchal, do samego konca prawie siedzialam. Przed 11am zaczeli sie wszyscy zjezdzac. Mialam maly zawal przed zobaczeniem Queenie <3 Pozniej godzina czekania, zeby zobaczyc wszystkich z powrotem. Po procesji, zamiast pchac sie pod balkon, przeciskalam sie przez tlum w przeciwna strone. Byl to swietny pomysl. Nie zalezalo mi tym razem na zobaczeniu Royal Family, tylko obejrzeniu Flypast w spokoju i zrobieniu ladnego zdjecia Udalo sie. Rzucilam sie pozniej biegiem na autobus. Chwile pozniej podjechal i bylam z siebie dumna, ze ten dzien przezylam, pomimo ridiculous temperatury i pogody. Bylam cala mokra. Warto bylo wstac wczesnie; zdecydowanie najlepszy royal event, na jakim bylam. O nie. Teraz najgorszy moment miesiaca. Wrocilam do domu i ledwo trzymalam sie na nogach. Dawno tak zmeczona nie bylam. Zasnelam i mialam nastawiony budzik, bo wieczorem jechalam do Dzieci. Ciezko mi bylo sie podniesc, zebralam sie na ostatnia chwile w pospiechu. Dojezdzalam juz na stacjie, kiedy Paulina odwolala i zobaczylam wtedy tweeta o Charlotte... O Charlotte plywajacech w stawach w Hampstead. I don't wanna talk about it. Panika, histeria. Tyle bylo z mojego szczescia. Depresja byla back, w troche innym wymiarze, ale czulam sie niesamowicie chujowo. Wrocilam do domu odlozyc rzeczy i wieczor spedzilam spacerujac po King's Road, ryczac i liczac na to, co zwykle. Nie wybacze sobie, ze przespalam taki moment i okazje. Do teraz trzyma mnie ta zlosc... Anyway, w niedziele w kolejny upalny dzien jechalam na caly dzien na Oval. Chcialam byc runnerem i jakims cudem sie udalo. Z jednej strony nic sie specjalnie nie robi, z drugiej przeszlam w pracy 20km, haha. 12,5hs, ale zlecialo dosc szybko i przyjemnie, bo byl ziomek Ryan, z ktorym mielismy przez cala dzien zabawna banter. Byla tez Justyna i Magda, z ktora na koniec pilysmy sobie w boxes szampana. Bylabym po zmianie z siebie mega zadowolona, gdyby nie to, ze nie moglam przestac myslec, ze ktos widzial Charlotte w stroju kapielowym w Londynie, a ja nie. I to w miejscu, ktore odwiedzam. Nie bede sie o tym rozpisywac, bo psychoterapie mam 24/7 na whatsappie z biedna Karolina, ktora tego wszystkiego wysluchuje. Znowu poszlam na spacer na King's Road, nawet weszlam do Waitrose, czego nigdy nie robie... I nic.
W poniedzialek czekalo mnie zalatwianie spraw przed wyjazdem. Musialam pojechac do ulubiona aleje w Hyde Parku, zeby zebrac odwage, zeby cancel zmiany w pracy Udalo sie bez problemow. Potem czekal mnie horror w postaci zakupow na Oxford St, ale omg, nie wierze, ze to napisze, ale bylo calkiem przyjemnie. W sklepach pusto, klimatyzacja, wszedzie sales. Nie moglam nic znalezc, ale uratowal mnie H&M i kupilam dokladnie dwie takie rzeczy, jakie chcialam. Pozniej przespacerowalam sie New Bond St na wypadek gdyby Charlotte robila tam zakupy i natknelam sie na open view impressionists w Sotheby's! Kocham Londyn. Dotarlam do Piccadilly i nie mialam juz na nic sily, wiec wrocilam do domu. Chcialam isc do parku, ale odpoczelam w domu, bo jechalam wieczorem do kina. Wahalam sie miedzy dwoma filmami, ale wybralam krotszy dokument pt. 'London' Wrocilam do domu i zakonczylam dzien moja guilty pleasure 'Love Island'.
Wczoraj zaczelam troche panikowac, ze nie zdaze ze wszystkim przed wyjazdem. I ze nie mam sie w co spakowac. Podjechalam rano do ASDY, ale nie bylo tam zadnych plecakow. Nie zdazylam juz pojsc do parku, bo popoludniu szlam do pracy. Najnudniejsza zmiana ever, przez 2 godziny latalam z canapes, przez pozostale 3 nic nie robilam, ale I don't mind, bo bylismy w V&A. Niesamowicie jest tam w nocy posrod wszystkich gigantycznych monuments. Gosci byli mili, skonczylismy wczesniej, wszystko byloby super, gdyby nie to, ze strasznie rozbolala mnie glowa od braku okularow... W domu nie bylam nic w stanie zrobic. Nie moglam tez w nocy spac z bolu.
Wyspalam sie mimo wszystko i mam nadzieje, ze sie zmecze, bo planuje polozyc sie wczesnie spac. O 3am mam autobus na lotnisko. Siedze od 9am na uczelni, udalo mi sie wszystko ogarnac (prawie, bo z RAH jak zalatwie jedna sprawe, to pojawia sie kolejna... wyrzuca mnie stamtad zanim jeszcze zaczne zmiany). Musze teraz w poludnie latac po miescie od sklepu do sklepu, pewnie bede miala udar.
 

 
PELNIA SZCZESCIA POWROCILA! NIE PAMIETAM, KIEDY OSTATNIO CZULAM SIE TAK SZCZESLIWA! Jak z Charlotte sie uklada, to wszystko sie uklada. Po cichu na glos licze, ze bedzie jednak w Grecji i pewnie bardzo sie rozczaruje, ale odpowiada mi ta strategia bez przygotowywania sie i skupiam sie teraz na THE PRESENT.
Napad szczescia mialam wczoraj w drodze do pracy, pomimo ze bylo goraco i wolalabym lezec z ksiazka w parku. Kensington Palace nie byl jednak taka zla opcja, zwlaszcza, ze pierwsza czesc zmiany spedziliysmy w ogrodzie nic nie robiac. Czulam sie jakbym wygrala loterie, bo ze 100 osob, dostalam jako jedna z dwoch clearing, wiec spacerowalam sobie po ogrodzie, wylapujac celebrities, w tym przepiekna Natasche z Californication. Pozniej przenieslismy sie do Palacu, gdzie rozstawialismy stoliki, ale to tez nie byla ciezka praca. Nie moglam sie napatrzec na widok z Palacu na Hyde Park. W srodku nie jest tak pieknie, jak w Buckingham, ale wzruszalam sie myslac o Queen Victorii (zwlaszcza w Jej bedroom, w ktorej rozstawili kuchnie; nie moglam na to patrzec). Wszystko bylo opoznione o jakies 1,5h. Bylam juz troche zmeczona, ale ostatnie 2 godziny mega szybko zlecialy. Serwis byl jednym z najbardziej chaotycznych, jakie widzialam, ale wszystkich to troche bawilo. Skonczylismy na czas, ale zostalismy troche dluzej, zeby pomoc sprzatac. Wrocilam do domu w doskonalym humourze i obejrzalam Love Island do snu.
Dzisiaj mial byc super dzien i tak bylo. Wstalam troche pozniej niz planowalam. Wybralam sie na King's Road po maseczke i kawe. Zajelam loze w Macu i wysylalam Dziewczynom zdjecia mojego couchsurfera, na ktorego sie napalam, podziwiajac przy tym piekne Panie na King's Road. Przespacerowalam sie do parku majac kulminacyjny moment napadu szczescia. Dostalam tez maile z Royal Albert Hall z moja availability na lipiec i okazuje sie, ze wszystko mam ogarniete. Nie sadzilam, ze uda mi sie miec takie ekstra wakacje, bez rzadnych rzeczy w zyciu do uporzadkowania. Dodatkowo mam te perspektywe Charlotte w sierpniu (wiem, wiem, za wczesnie jeszcze, zeby sie cieszyc). Zaczelam wydzwaniac do wszystkich, bo sie stesknilam. Rozlozylams sie w parku i z tego wszystkie nie moglam sie za bardzo skupic na czytaniu. Bylo idealnie. Udalo mi sie zlapac Monike, z ktora zobacze sie juz za dwa tygodnie <3 Mega sie ciesze na ten wyjazd do Poznania (Berlina, Krakowa i nad morze lol). Wrocilam do domu nadrobic wiadomosci i powoli szykowac sie do pracy. Po drodze zdenerwowala mnie agencja, ktora znowu probowala mi wcisnac zmiane poza Londynem, ale tym razem sie w czasie zorientowalam.
Anyway, czuje, ze ten wpis ani troche nie oddaje tego, jak fantastycznie sie wreszcie z powrotem czuje, ale wszystko juz wygadalam w niekonczonych sie voice messages do Karoliny
JUTRO DAY OFF I IDE NA ON THE TOWN DO REGENTS OPEN AIR AH
 

 
Groundhog Day. Dostalam drugiego maila z festivalu, potwierdzajaceo obecnosc Charlotte. Nie rozumiem. Nie bede sie przedwczesnie cieszyc, chociaz nie ukrywam, ze daje mi to false hope na Grecje. Anyway, tak jak wczoraj, wyszlam z domu kolo 10, kupilam owoce, poszlam czytac moja nowa super ksiazke do parku, wrocilam do domu i szykuje sie do pracy do Kensington Palace. Mam nadzieje, ze bedzie tak fajnie, jak wczoraj. Nic szczegolnego nie musialam robic, chociaz powinnam po tych 8 miesiacach sie do tego przyzwyczaic, bo zawsze sie tak stresuje i narzekam, a pozniej sie konczy na jakiejs lekkiej pracy. Dzisiaj zaczynam wczesniej though i koncze pozniej, wiec juz mi sie nie chce...

Zabookowalam hostel w Grecji na wszelki wypadek i kupilam autobus w jedna stron. Od wczoraj poprawil mi sie nastroj i zaczelam sie wszystkim z powrotem cieszyc, ale nadal jestem mega wary.
 

 
W sobote wycieczka z pracy do Oxfordu. Normalnie bardziej bym pewnie cierpiala, ale wiadomo, wszystko mi teraz obojetne. Calkiem podobala mi sie ta wycieczkowa czesc, sluchalam sobie muzyczki w autobusie, popijajac Monstera. Miejsce bylo tak stunning, ze musze tam pojechac na zwiedzanie, nie do pracy. Nie zaczelismy jeszcze pracy, kiedy zostalam swept by Jodie z inna dziewczyna na outmess. Nie wierze, ze udalo mi sie dostac nas srylion osob najmniej wymagajaca prace. Podawalysmy tylko jedzenie dla crew. Bylo troche nudno, ale czas w miare szybko lecial. Nie musialysmy nic robic, jedzenie i kawe mialysmy caly czas pod reka. Bylo troche zamieszania z tym, dla kogo to jedzenie bylo, ale w sumie wszyscy byli na koncu zadowoleni, bo nakarmilismy wszystkich. Obejrzalam tez najbardziej spektakularny pokaz fireworks. Ogolnie nie potrafie ogarnac, ile pieniedzy poszlo w to wedding. Nawet zamowili sobie Robina Thicke. lol Pozniej Christina powiedziala, ze mozemy sobie chillowac, po czym zaczelysmy sprzatac. Przerazala mnie troche wizja siedzenia tam do 4 rano, bo pewnie wtedy skonczylibysmy wszystko pakowac i wtedy stal sie cud. Ludzie, ktorzy konczyli o 2am, w tym ja, zostali wypisani o 0:30. Nastepnego dnia rano mialam nastepna zmiane, wiec naprawde bylo to zbawienne. Do autobusu wsiedlismy jednak o 1:15, bo nie moglismy sie z Palacu i ogrodow po ciemku wydostac. lol Pobieglam szybko na metro, pozniej przespacerowalam sie do domu i mialam przed soba jakies 1,5h snu, z czego nieskorzystalam do konca, bo nie moglam zasnac.
Nastawilam sie troche na to, ze nie bede ciezko pracowac. Chcialam poprosic Tesse o najlzejsza role albo nawet sprobwac sie z kims zamienic. Tessy nie bylo, ale Holly powiedziala, ze postara sie cos ogarnac. Siedzialam na krzeslach, starajac sie wygladac na jak najbardziej zmeczona, po czym naprawde zaczelam zasypiac. lol Po jakiejs godzinie zostalam odeslana do domu. Wrocilam do domu znowu przez park, spacerujac ostatkami sil. Spalam do popoludnia i bylam troche zla, ze zmarnowalam dzien, ale chcialam miec go przede wszystkim na odpoczynek. Zebralam sie tylko do Asdy, ktora okazala sie byc zamknieta (2 lata zylam w klamstwie, ze jest 24/7). Zrobilam owocowe zakupy i postanowilam swietowac idealny wieczor filmem, ktory od grudnia chcialam bardzo obejrzec.
Wczoraj day off na trening w The Globe. Liczylam znowu na prezentacje, bo nic innego ihne chcialo mi sie robic, ale pod koniec umieralam z nudow. Troche mnie przeraza seriousness tej pracy, chociaz wszyscy ludzie i managerowi sa bardzo mili i nie powinnam sie stresowac, ale boje sie, ze na poczatku nie bede ogarniac. We'll see. Teraz modle sie, zebym dostala wolne na poczatku lipca.
Udalo mi sie uprzedzic troche rush hour i dojechalam do City, zeby odebrac bilet na dress rehearsal. Usiadlam pozniej przed Tate i przeczytalam do konca 'Calm' z mojej Vintagte Mini serii, w ktorej pare cytatow mnie uderzylo...
'Sometimes, when things don't happen for us, it's because we want them too much.'
Hmm, teraz tylko jak przestac chciec Charlotte. Easier said than done. Anyway, dress rehearsal byla super. Chyba najlepsza produkcja, jaka widzialam w The Globe. Wrocilam do domu i zmarnowalam wieczor ogladajac najwiekszy shit, Love Island.

Ah, dzisiaj. Gdyby ten dzien mial tytul, bylby to 'Confused'. Tak mam tez na drugie imie. Wszystko dzieki Lady Charlotte. Zaczelo sie tradycyjnie, nijako. Szlam do sklepu i kiedy Mama sie zapytala, jak sie czuje, zaczelam ryczec i mowic, ze wszystko jest bez sensu, bo nie wiem, kiedy zobacze moja ukochana itd. 5 minut pozniej na przystanku, odswiezylam tag na twitterze i pojawila sie informacja o spotkaniu z Charlotte na festivalu w Edinburghu w sierpniu. Normalnie wrocilaby mi momomentalnie chec do zycia i pelnia szczescia, gdyby nie to, ze dwa tygodnie temu w Walii, Charlotte powiedziala mi, ze musiala ten event cancel, nawet zanim bylo to gdziekolwiek ogloszone. Tylko skoro wtedy juz wiedziala, ze nie to sie nie odbedzie, dlaczego nadal byloby to w oficjalnym programie. Przerwa, ide napisac do fesitvalu maila. Otworzylam wlasnie okno do wiadomosci, ale doszlam, ze bez sensu jest na razie pisac, bo nawet jesli na chwile obecna nic nie jest cancel, w ciagu dwoch miesiecy, moze sie to zmienic. Anyway, pojawila sie dzieki temu mala nadzieja w moim zyciu, swiatelko w tunelu i cala wycieczke na King's Road spedzilam analizujac wszystko z Karolina, jak za starych, dobrych, pre-walijskich czasow. 'Po chuj' mowilaby mi w Walii, ze Grecja i Szkocja sa cancelled, gdyby nie byly. Oczywiscie, po cichu licze, ze zobacze Ja w Athenach za 13 dni, ale na nic sie nie nastawiam. Moze i tak jest lepiej. Tutaj pasuje kolejny cytat z mojej ksiazki:
'We never say what we plan to say, do we? So why not just leave the words till the moment itself?'.
Druga czesc tego cytatu to 'nothing is at stake here', a moja relacja (ktorej nie mam) z Charlotte jest at stake i nie jest nothing, wiec, ehh... Nic nie przygotowuje, nic nie anlizuje, pojade do Grecji, pojade do Szkocji, co bedzie, to bedzie. Troche mniej nijako przez te possibilities sie czuje, ale i tak jest ciezko.
Poszlam do parku, wyladowal mi sie telefon i przyjemnie sie czytalo moja super nowa wyczekana ksiazke, nie czujac czas. Wrocilam do domu i zaraz ide do pracy znowu do Ken Palace, jak zwykle mi sie nie chce...
 

 
Nie wierze, ze tak przyjemna czynnosc, jak zasypianie i fantazjowanie w lozku jest teraz tak dreaded przeze mnie momentem. Bo nie moge juz fantazjowac. It hurts too much. Probowalam wczoraj medytowac, ale musialabym siedziec. Nie majac zadnych mysli i pustke w sercu, skonczylam sniac o Simsach i rozgrywajac cala gre w mojej glowie. Zrobilam piekny dom ze scena na instrumenty, nigdy na to wczesniej nie wpadlam.

Mam juz tego wszystkiego dosc.
 

 
Wygaslo mi dzisiaj konto w bibliotece. Smutno mi, jak mysle, ze nigdy juz nie bede siedziala na moim miejscu w kacie z tylu, robiac na ostatnia chwile assignments... Musze sie przerzucic na pisanie w domu, od czego mnie odrzuca brak dzialajacej klawiatury... Chociaz i tak nic ciekawego sie nie dzieje, bo zyje w stanie nijakosci. Anyway,
kupilam zmywacz w drodze do pracy i zmywalam paznokcie na lawce w Hyde Parku, zalujac, ze nigdy tam nie przychodze w celach rekreacyjnych, chociaz mam z domu jakies 20 minut. Nie przepadalam nigdy za Hyde Parkiem, ale idac do pracy, wizja rolek albo odpoczynku z ksiazka wydawala sie szczegolnie atrakycjna. Bylam oczywisce za wczesnie, wiec podeszlam na Notting Hill po Red Bulla. Pracowalismy w Orangerie Ken Palace. Byla moja ulubiona managerka i fajny team, wiec wiedzialam, ze bedzie spoko. Tylko 5 godzin, ale byla to jedna z najnudniejszych zmian, bo caly czas chodzilam wte i we wte z canapes. Juz nawet przestalam sie totalnie stresowac tym, ze nigdy nie wiem, co w nich jest. Przez ostatnie 2 godziny siedzielismy i nic nie robilismy. Mam tam jeszcze dwie zmiany w przyszlym tygodniu. Wracalam do domu w deszczu i cieszylam sie na dwa dni wolnego.
Jeden dzien, jak moglam sleep in, ale oczywiscie przeczytalam dokladnie maila na ostatnia chwile i musialam wstac o 7 rano, zeby na 9 dojechac na uczelnie wydrukowac wszystkie papiery potrzebne na trening. W miedzyczasie okazalo sie, ze references do Rebecci nie doszly, bo I misspelled her email i musialam znowu pisac do Marka i Billa. Wstyd. Wrocilam szybko do domu, zeby sie ogarnac. Cieszylam sie na ten trening. Byl dokladnie taki, jaki chcialam. Prezentacja, tour po RAH, kawa, mili ludzie. Nie moge sie doczekac, ale jestem troche przerazona. Czuje sie tam jak w domu juz od dawna, ale na tour dowiedzialam sie mnostwa ciekawych rzeczy o budynku, o ktorej nie mialam pojecia. Skonczylismy wczesniej i zdazylam szybko wrocic do domu sie spakowac, bo zaproponowalam Paulinie, ze posiedze wieczorem z Dziecmi. Byly bardzo grzeczne, poszli szybko spac, zrobilam sobie makaron i nie majac nic szczegolnie waznego do zrobienia, zmarnowalam caly wieczor, nadrabiajac najwiekszy shit w telewizji, Love Island... Spodziewalam sie Ich lada moment i tak az do 5 rano. Sluchalam cala noc coverage election, zasypiajac od czasu do czasu. Nie wrocili. Nie moglam sie tez z Nimi skontaktowac, musialam uszykowac Dzieci do szkoly... Poszlo nam calkiem sprawnie. Odstawilam Ich do szkoly i wrocilam do domu.
Mialam dodatkowy dzien wolny, z teatrem zaplanowanym na wieczor kolo domu, wiec nie chcialam ruszac sie z Chelsea, tylko odpoczac i pozalatwiac wszystko. Bylam jednak tak zmeczona po nieprzespanej nocy, ze po praniu po prostu padlam i obudzilam sie przed teatrem. Obejrzalam Pointless i ruszylam na King's Road, zeby w Waterstones kupic ksiazke, na ktora czekalam od paru miesiecy. Poszlam po chai latte, pozniej do teatru, bylo super, przeszlam sie do Maca po Fante, wrocilam do domu, jestem nadal zmeczona, zycie nie ma sensu bez Charlotte...
 

 
Pinger terapia czas start.
W ogole wstyd i hanba, ze znowu robie sobie takie przerwy. Jesli kiedykolwiek wejde w ten samotny wpis z czerwca, to wiedz przyszla Domo, ze zamierzam w nim zawrzec caly miniony tydzien. Nie moge sie nawet tlumaczyc niechecia do half-zepsutego komputera, bo codziennie gram teraz w Simsy.

Ah, ta post-walijska non-existence. W srode po kawie u Alanny, gdzie tylko marudzilam o swoim nastroju, wrocilam szybko do domu, zeby odlozyc rzeczy i poszlam do parku poczytac. Znalazlam nowy spot, na pagorku przy moscie. Normalnie bylabym wniebowzieta, teraz probowalam wytulmaczyc Mamie przez telefon, ze umieram ze smutko i niespelnionej milosci.
W czwartek do pracy musialam przejsc o 6 rano przez park. Bylo przepieknie i bylam zla, ze nie moglam tego dnia tam spedzic. Dojechalam na miejsce oczywiscie duzo za wczesnie, wiec posiedzialam na schodach kosciola popijajac energy drinka. Od poczatku mi sie spodobalo, bo przy check in byla kawa i jedzenie. Poszlam do boxes, ale nie mialam zadnej przypisanej i bylam runnerka. Przez caly dzien stalam w kuchni, od czasu do czasu poszlam gdzies cos zaniesc. Czas sie troche dluzyl, bo nie moge teraz odplywac w mysli o Charlotte, ale nie umieralam z nudow. Byla to jedna z najfaniejszych zmian. Z najlepszym jedzeniem. Pod koniec tylko mylam szklanki i stal kolo mnie wozek z calym slodkim jedzeniem. Przejadlam sie. Skonczylam punktualnie o 7.30pm, normalnie mialabym wtedy pewnie napad szczescia, ale wszystko jest teraz nijakie... Wrocilam szybko do domu, zeby ponownie przebrac sie i pojsc z moja ksiazka na zachod Slonca na moj spot.
W piatek mialam wolny dzien, co nie czesto sie zdarza. Nie wiedzialam za bardzo co ze soba zrobic. Podjechalam do Pauliny wypytac Ja wreszcie o mieszkanie i poszlysmy z Dziecmi do parku. Wrocilam pozniej do domu, bo musialam sie ogarnac do teatru. Dokladnie takiej sztuki potrzebowalam. Eve Best byla delightful. Do tego dostalam upgrade do front dress circle, gdzie chyba tylko raz w zyciu siedzialam, w ostatnim tygoniu Gypsy. Ah, zapomnialam o butach, ktore wreszcie doszly. Przepiekne, ale nie zalozylam skarpetki i mialam zakrwawione obie stopy. Do dzisiaj nie moge ich z powrotem zalozyc.
Wieczorem gralam w Simsy.
Ah, sobota. Miles powiedzial mi, ze najprawdopobodniej nie bede pracowac, bo bylam reserve. Jechalam do private house na Wimbledon, nastawiona, ze puszcza mnie do domu, wiec zaplanowalam juz sobie dzien w Richmond Park z ksiazka. Posiedzialam rano w Macu z kawa na Clapham Junction. Again, normalnie cieszylby mnie bardzo taki pocztek dni, ale teraz nic mnie nie cieszy... Anyway, stojac juz przed domem wyszlo kolejne zdjecie Charlotte z Jej nowym chlopakiem, czego nie moglam przestac przezywac przez cala zmiane, na ktorej jednak zostalam. Nie bylam szczegolnie zmartwiona, bo mielismy super team i byl to tez najbardziej stunning dom, jaki w zyciu widzialam. Az nie moglam uwierzyc, ze ktos tak w Londynie mieszka, felt more like LA than London. Robilismy chrzest, design byl przepiekny, goscie przyjechali jakies 2 godziny spoznieni, wiec siedzielismy w Sloncu na lezakach. Service tez byl mega chillowy, zajmowalam sie stolikiem dla Dzieci. Kolejna bardzo fajna zmiana, najgorsze bylo jak zwykle sprzatanie i pakowanie, ktore ciagnelo sie wieki. W koncu skonczylismy i okazalo sie, ze managerka zajebala nam napiwki. Nie moglam przestac sie zloscic przez cala droge do domu. Nie moglam przestac tez przezywac nowego zwiazku Charlotte. Wieczorem poszlam do parku na spacer i poczytac. Wieczorem z Karolina ogladalysmy wiadomosci z London Bridge...
W niedziele szlam do pracy popoludniu i zrobilam sobie idealny poranek. Poszlam z ksiazka do parku, kupilam nawey sobie cydr za ostatnie pieniadze. Byloby super, gdybym sie tak nijako nie czula. Robilam w RAH boxes. Dostalam jakiegos stalego bywalca, ktory lepiej sie zajmowal goscmi, niz ja. Bylo spoko, bo milo sie sluchalo Phila, ktorego piosenki o milosci w moim obecnym stanie, trafiaja do mnie jeszcze bardziej. Szybko zlecialo, dostalam £20 tips. Polozylam sie wczesnie wstac, bo w poniedzialek przed praca, czekala mnie przygotowanie naszego space na degree show. Punktualnie dojechalam na iejsce, oczywiscie polowa osob nie przyszla, polowa przyszla spozniona, nie czulam wiec presji, zeby siedziec tam i pomagac przez caly dzien. Bylam niby w Art Departament, ale mam nadzieje, ze moje contribution w postaci przyklejenia sztucznej trawy do stolu bylo enough Wyszlam o 11:30 i podjechalam na Clapham, wplacic moj napiwek, zeby mogla zaplacic za telefon. lol W pracy dostalam najlepsza box przy samej scenie. Okazalo sie, ze hostowalam rodzine Hiszpanow, przez co od razu poczulam sie pewniej. Usiedli na miejscu i nie byli zbyt rozmowni, musialam Im wszystko wpychac. W interval dalam znac, ze juz nie wracac i omg dostalam najwiekszy napiwek ever Uratowalo mi to zycie, bo na koncie mialam doslownie kilkadziesiat p. We wtorek bylam z siebie dumna, ze idealnie dojade na industry breakfast. Okazalo sie, ze pomylily mi sie godziny i bylam godzine spozniona. Udalo mi sie jakos przemknac kolo Candidy. Rzucilam sie od razu na pastries i kawe; tylko po to tam przyjechalam. Wypilam dwie kawy, chamomile tea, pare pain au chocolates, pogralam w gry w sekcji game design. Wrocilam do domu odpoczac (lol, po czym) i wychodzilam z powrotem do miasta wczesnie, bo musialam kupic mini vintage ksiazki na South Ken i odebrac bilet w The Old Vic. Okazalo sie, ze show niespodziewanie starts at 7pm, wiec z Alanna mialysmy doslownie 30 mins na showcase. Bylysmy wczesnie, wiec poszlysmy do pubu. Potem rzucilysmy sie na darmowe drinki i w pol godziny wypilysmy 3 kolejki, wiec dobrze ten czas wykorzystalysmy. Bylam zla, ze zabokoowalam rano ten teatr, bo obu nam sie bardzo podobalo i bym chciala wszystkie interaktywne rzeczy wyprobowac, a o 6.30pm musialysmy stamtad wybiec. Bylam wstawiona, wiec experience w teatrze bylo ciekawe. Male optymistyczne mysli pojawli sie w mojej glowie. Buzz mi trwala caly wieczor, ale potem z powrotem powrocilam do krainy nicosci i nijakosci...

Musze wyjsc wczesniej do pracy, bo skonczyl mi sie zmywacz do paznokci fml...
 

 
Ostatnio jak swietowalam skonczone assignement, czekalo mnie jeszcze Bordeaux, czekalo mnie Hay, I was looking forward to life no I'm not.

Musialam przerwac jedyna mila rzecz wczorajszego dnia, zeby sie wyspac, bo o 7 rano wstawalam, zeby bezsensownie przyjechac na uczelnie, na ktorej i tak nic bez zdjec nie moglam zrobic, wiec siedzialam tu pol godziny, bo czym przez Oval, zeby odebrac moja akredytacje na jutrzejsza prace, do ktorej ide kosztem waznego interview, wrocilam i przez park z Katie Melua i Alicia Keys do domu, gdzie pogralam przez pol godziny w Simsy i wrocilam na uczelnie. Zazwyczaj zalatwianie malych spraw nawet mnie cieszy, teraz probuje przybrac mniej depresyjny nastroj, bo wpraszam sie zaraz do Alanny na kawe.

Nie moge sie doczekac, az bede grala przy GE BBC debate w Simsy dzisiaj.....................
 

 
Bad decisions, good decisions, right decisions, wrong decisions, I don't know and I don't care.
 

 
Some people want it all
But I don't want nothing at all
If it ain't you baby
If I ain't got you baby
Some people want diamond rings
Some just want everything
But everything means nothing
If I ain't got you, yeah

Thanks, Alicia Keys
 

 
NOT TO BE
TO BE NOT
I don't exist anymore...

Nigdy nie bylam suicidal, ale to jak sie teraz czuje, jest najblizsze prganienia niebycia, jakkiedykolwiek mialam. W momencie, kiedy mam do podjecia pare decyzji decydujacych o mojej przyszlosci, wszystko mnie przestalo obchodzic. Nie zalezy mi na niczym. Nie chce isc do szkoly na wymarzony kurs, nie chce isc do nowej pracy w wymarzonym miejscu, nie chce mi sie podrozowac do czesci Europy, w ktorych nigdy nie bylam, nie chce mi sie isc do teatru, nie chce mi sie jesc, nie smakuje mi nawet woda, nie chce mi sie dbac o siebie, nie chce mi sie pisac, nie chce mi sie czytac, nie chce mi sie z nikim rozmawiac, ewentualnie chce mi sie troche ogladac filmy Dirka Bogarde'a o guilt i torment.

Nie moge zrozumiec, jak w ciagu jednego momentu najlepszy dzien/wyjazd mogl sie zamienic w najgorszy. Ciezko mi bedzie o tym pisac... Wycieczka zaczela sie idealnie. Ah, pamietny wieczor przed, kiedy napilam sie wina i mialam Charlotte tyle do powiedzenia... Zasnelysmy duzo pozniej, niz planowalysmy, ale wstalysmy bez problemow. Zapomnialam z domu plaszcza, ale mial byc to najcieplejszy dzien w roku... Bylysmy na stacji oczywiscie za wczesnie, zaczelam tez wtedy krecic nasz filmik z wyjazdu, ktory nigdy nie zostanie zedytowany do konca, bo byloby to zbyt bolesne. Pociagi wszystkie byly nawet przed czasem, do Hereford dojechalysmy po 10, czekalysmy chwile w orderly queue na autobus festivalowy. Ah, to szczescie, anticipation i podekcytowanie. Wlasnie zaczelam plakac, piszac o tym. If I could turn back time... Piekna byla droga przez countryside, przez Anglie do Walii. Nie moglam sie doczekac az znajdziemy chwile, zeby przejsc sie przez male uliczki wioski... Festival site wygladal dokladnie tak, jak sobie wyobrazalam. Umieralam wtedy ze szczescia. Zaraz umre ze smutku... Anyway, poszlysmy od razu do box office kupic/odebrac bilety na Nicka, na ktorego na szczescie zdazylysmy. Mial event w tym samym miejscu, co Charlotte pozniej, wiec dodatkowo moglysmy ogarnac kolejki i miejsca. Okazalo sie, ze jest osobna kolejka dla friends festivalu, wiec kupilam na miejscu membership za £30... Wydaje mi sie, ze ogrom tego festivalu i ilosc ludzi przyczynily sie do tego, ze nie do konca ogarnelam do samego konca i przez to zawalilam to spotkanie. Na Nicku bylo super, nie moglam uwierzyc, jaka ten czlowiek ma wiedze o teatrze. Pozniej od razu zaczekalysmy, zeby zaczac koljke na Charlotte, musialysmy tylko zaczekac, az wpuscia ludzi na poprzedni event. Pobieglam szybko po wina i ogarnac sie do toalety. Still so hopeful... Karolina poszla do zwyklej queue po drugiej stronie. Szybko wszystko sie dzialo. Za szybko. Na samym srodku pare miejsc bylo zarezerwowanych, wiec zajelam nam miejsca w drugim rzedzie na srodku. Blagam, czy moge zamknac oczy i wrocic sie do tamtego momentu, blagam. Bylo male opoznienie, myslalam, ze eksploduje. W koncu wyszla. Ubrana standardowo, w czarne perfectly tailored spodnie i jakas jasna marynarke (ktora dobrze, ze miala na biala koszule, bo wygladalybysmy tak samo). OMG, ta rozmowa. Kolejna rzecz, ktora wplynela na taki odbior tego dnia. Nie byla to wesola Charlotte z Cambridge, tylko defensive, reserved, mysterious, prickly Charlotte, ktorej sie boje. Interviewer az sam przewracal oczami. Troche niekomfortowo czulam sie w niektorych momentach, zwlaszcza jak jedna Pani z widowni wprost wytknela Jej te spostrzezenia. Pozniej totalna panika. Pobieglam szybko do toalety, nie wiedzialam juz wtedy za bardzo co robie. Kolejka byla dluga, mialam czas, zeby z Karolina dopracowac strategie. Przesuwalysmy sie caly czas na koniec, powtarzalam w kolko przygotowana gadke. Co poszlo nie tak? Po half an hour nie bylo juz prawie nikogo, z Karolina bylo na koncu. Podeszla pierwsza, przejmujac moj telefon, zeby porobic zdjecia. Dobrze, ze je mam, bo przynajmniej na nich nie widac, jak tragicznie to spotkanie wygladalo. Tradycyjnie ukleklam przed Nia, od razu mnie poznala. Po chuj bralam te podpisana ksiazke. Myslalam, ze to bedzie smieszne, a bylo tylko confusing. Zaczelam pierdolic jak zwykle to samo, nic ciekawego, nic glebszego. W sumie nawet nie pamietam, cyz cos innego powiedzialam, zanim zaczela wymieniac mi wszystkie swoje eventy, ktore sa cancelled. Musialam sie patrzec na Nia troche za dlugo, bo powiedziala 'I don't know what else I could do for you', zdanie, jak noz w serce, ktore caly czas mam w glowie, smiejac sie z wlasnej glupoty. Gdybym jeszcze cos na to odpowiedziala... Pozniej dodala, ze jak chce z Nia jeszcze porozmawiac, to mam zaczekac. Stanelam wiec z Karolina z boku, nie wiedzialam co sie dzieje, nie wiedzialam co robic, wiec nic nie zrobilam, zmarnowalam wymarzona okazje, cos co zawsze sobie wyobrazam. Cale moje personal development upadlo w tamtym momencie. Momentalnie zaczela sie histeria. Poszlam za Nia, zeby chociaz wiedziec, czy jeszcze bedzie on site. Byla przez kolejne 2/3 godziny, podczas ktorych wydalam cale pieniadze na alkohol, nie moglam przestac ryczec, obdzwonilam wszystkich dookola, stracilam totalnie nad soba kontrole, ogolnie jakby zycie na moich oczach mi sie tam zawalilo. Nawet przeszlam kolo Niej, jak zmierzala do wyjscia i udawalam, ze rozmawiam przez telefon. Nie wierze, ze tak to sie tam potoczylo. Pozniej wrocilysmy do wioski, gdzie posiedzialysmy chwile w pubie. Pozniej bylo coraz gorzej. Portrait of a man drowning. Lazilysmy po Hereford, nie pamietam nawet, czego szukajac. W koncu dotarlysmy do klubu, w ktorym myslalam, ze bede tanczyc i swietowac. Ochrona musiala mnie szturchac, bo zasypialam na stole. Najgorszy wyjazd ever. Ostatnie godziny, kiedy siedzialysmy w zimnie na pustym dworcu byly najgorsze. Nienawidzilam siebie. Autobus przyjechal na ostatnia chwile, balam sie tego powrotu, bo wiedzialam, ze wszystko stracilo sens. Zostawilam Karoline, bo zadecydowalam juz wtedy, ze pojde do pracy, wiec chcialam jak najszybciej wrocic do domu, zeby sie wykapac. Nie moglam przestac plakac. Caly moj pokoj to Charlotte. Nie mialam sily, zeby utrzymac sie na nogach. Polozylam sie na moment, po czym musialam jecahc do pracy. I tak bylo mi wszystko jedno. Usiadlam na murku, dosiadla sie do mnie Dziewczyna, ktora okazala sie byc tamtego dnia moim aniolem. Zamienila sie ze mna swoja reserve i moglam wrocic do domu. Po drodze kupilam dla Karoliny kartke 'Sorry for being a twat' i pomyslalam, ze to dobry poczatek na wychodzenie z dolu. W domu w koncu sie polozylam. Postanowilysmy wieczorem isc do kina na film Dirka pt. 'Despair', ktory chcialam juz wczesniej zobaczyc. Myslalam, ze nie wstane przez zle samopoczucie i wyczerpanie fizyczne. Dobrze jednak, ze pojechalysmy, bo ten film, to jedyna rzecz, na ktora mialam wtedy ochote. Wrocilysmy do domu i od razu padlysmy. Wczoraj mialam day off. Day off, ale nic mi do glowy, co chcialabym robic, nie przyszlo. Poszlam rano na King's Rd, ktora tez przestala mnie cieszyc, juz jakis czas temu stracilam nadzieje, ze kiedykolwiek na Nia wpadne. Wrocilam do domu, nic nie zrobilam, pojechalam do miasta wczesniej, poszlam na jeden film, poszlam z Karolina na drugi... W domu zainstalowalam Simsy, ktore od razu mi sie znudzily.
Dzis drugi day off. Kupilam rano bilet do teatru, zeby jakis maly sens czemus nadac. Nie chce mi sie nawet isc. Przyjechalam do biblioteki, ale nie chce mi sie nic waznego pisac, wiec wracam zaraz do domu.

Nie chce o Niej myslec, ale nie chce o Niej nie myslec.
 

 
Wonderful, marvellous, ze mam w sumie tylko jeden dzien do opisania, bo zaraz musimy isc z Karolina spac. Rano poszlam po sniadanie, bo nigdy nie wiadomo, jak z jedzeniem w pracy, a jechalam daleko i na dlugo. Zla bylam, ze pare miesiecy temu zgodzilam sie na te zmiane, bo byl przepiekny, goracy dzien i pomimo ze zmiana trwala tylko 9h, musialam caly dzien poswiecic na prace. Wyszlam z domu dwie godziny przed czasem. Przez cala droge kontrolowalam godzine, zeby sie nie spoznic, dojechalam idealnie na czas, po czym okazalo sie, ze byl to timing na 'meet' w Londynie i na miejscu bylam 45 mins przed czasem. Przszlam sie po parku i usiadlam na trawie, gdzie tweetowalam z ziomkiem, ktory jutro bedzie przeprowadzal z Charlotte wywiad (przypomnialam sobie wlasnie, ze mam skasowac te tweety). Nie wspomnialam o temperaturze, ktora byla piekielna. Pracowalismy do tego w namiocie, ale dalo sie wytrzymac. Posh kolajca, przychodzil Prince Charles i Krol Norwegii, kiedy wreszcie trafie na Krolowa though?! Poczatkowo wolno lecialo, czekalam az zacznie sie serwis, sprzatanie pozniej nie bylo najgorsze, jakos przezylam. Czekaly na nas taksowki, ktora w 10 mins dojechalam na South Ken, gdzie szybko przesiadlam sie na autobus. Karolina dolaczyla do mnie w domu kolo 2 i poszlysmy spac.
Mialam budzik nastawiony na bilety na Imelde. Udalo mi sie zlapac front row prawie centre... Byla to jedna z najtrudniejszych decyzji do podjecia, ale zdecydowalam sie do teatru nie isc. Wtorkowe przezycie jest tak mocne, ze nigdy tego nie zapomne. Zabralam sie pozniej od razu za ogarnianie wszystkich rzeczy przed wyjzadem do Walii. Rano pojechalam do ASDY i kupilam w aprty store flower crown Wrocilam do domu, mialam maly atak paniki, po czym ruszylam do miasta odwiedzic Karo i Alanne i przebiec sie dookola przez miasto, kupujac potrzebne/niepotrzebne rzeczy. W domu bylam dosc pozno, wiec szybko poszlam na rolki, wykapalam sie, wyslalam waznego maila, zeby na chwile odlozyc na pozniej odpowiedzialnosci, musze pomalowac paznokcie, zrejsc grapefruita i miec nadzieje, ze chociaz troche sie wyspimy.

JUTRO KOLEJNY DZIEN Z CYKLU TO BE OR NOT TO BE
 

 
Moglam dzisiaj spac spokojnie. Dopiero na 11 jechalam na uczelnie na spotknie odnosnie showcase. Punktualnie nikt oczywiscie sie nie pokazal, co mnie cieszylo, bo pogadalam troche z Marlene i musze sie z Nia spotkac, jak bede w Berlinie. Co jakis czas ktos dolaczal, w koncu zebralo sie nas sporo i do niczego nie moglismy dojsc. Ta uczelnia, a dokladniej nasz course jest totalnie bez sensu. Po czesci dzieki Candidzie, z ktora rozmawia sie, jak ze sciana. Rozbawilo mnie jak Ruth nie wytrzymala i zadzwonila do Niej, probujac cokolwiek ustalic. Siedzialam tam dwie godziny, przynajmniej uporzadkowalam wszystkie swoje sprawy. Idealnie przerwalismy na lunch, bo musialam wrocic do domu, zeby zdazyc uszykowac sie do pracy. Po drodze zdazylam nawet przywitac sie z Zuza. W domu nawet sie nie przebralam, bo bylo za goraco na cos innego niz mojeg nowe, cudowne spodnie. Dojechalam oczywiscie godzine przed czasem, ale taki byl plan, bo chcialam sie na spokojnie w srodku ogarnac. Robilam dokladnie to samo co w poniedzialek, wiec na niczym nie musialam sie skupiac. Tym razem jednak nosilam canapes, ale szybko poszlo, goscie byli mili, nie zostaly niestety zadne lemon tarts, ale znowu przejadlam sie pistachio black forest, haha. Bylo nas dwa razy wiecej, wiec skonczylismy nawet chile przed czasem. Przebralam sie z powrotem w moj letni outfit i spotkalam z Karolina na schodach RAH Mialysmy dosc dlugi spacer do Maca przez South Ken. Posiedzialysmy tam chwile, przeszlysmy na stacje i wrocilysmy do domu, zeby ogarnac do konca Walie. Powiedzialam sobie, ze dzis wszystko ogarne, bo jutro mam dluga i daleko zmiane w pracy, ale wracam do winka i wiadmosci. Au revoir.
 

 
Oczywiscie przed Bordeaux nie napisalam, bo mialam maraton w pracy jakies 4 dni pod rzad i wstawilam wlasnie zablokowany wpis, ktorego pewnie nigdy nie uzupelnie. Anyway...
Nie wiem do ktorej czesci zaliczyc moj 5-godzinny powrot z lotniska. W przeciwienstwie do wyjazdu, nie byl to przyjemny momement. Pobilo to rekord nieszczesnego Gatwick. Na szczescie nie mialam na wieczor zadnych planow, na dress rehearsal Twelth Night juz dawno stracilam nadzieje, bo i tak nie mialabym sily. Zalezalo mi jednak na szybkim powrocie do domu, bo nastepnego dnia mialam interview w Royal Albert Hall, do ktorego planowalam sie na spokojnie wieczorem przygotowac. Weszlam do domu o 10.30pm, 5 godzin po tym jak wyladowalam. Zaplanowalam sobie w glowie przygotowanie na poranek, bo nie mialam sily.
Obudzilam sie o 8, godzine lezalam myslac o interview, do 10 przegladalam questions and answers w Internecie, pozniej sie ogarnelam, poczytalam job description i wypilam kubek wina na uspokojenie i dodanie odwagi przed role play. Nigdy nie bylam na group interview. Wypilam troszke za duzo, ale dobrze to wszystko rozplanowalam i dojezdzajac do RAH bylam w idealnym nastroju. Bylo nas tylko 12, wiekszosc osob duzo starsza ode mnie, sporo mezczyzn, jakos mnie to uspokoilo. Zeszlismy na dol do jednego z barow, w ktorych od czasu do czasu pracuje. Puscili nam najpierw filik o RAH, przy ktorym sie oczywiscie wzruszylam, po czym podzielili nas na 3 grupy. Bylam z trzema Panami, ktorzy wyraznie starali sie wszystkim zaimponowac, wchodzili sobie w slowo, przechwalajac sie jakimis historiami. Mielismy najpierw prace w grupach, ktorej przygladaly sie dwie z naszych interviewers. Pozniej tez odgrywalysmy z Nimi scenki i dostalam dosc latwa Pozniej zaprowadzili nas do stewards room, gdzie czekalismy, zeby byc wezwanie na one to one. Tym sie juz kompletnie nie stresowalam. Okazalo sie, ze byl to kolejny z powaznych inteviews, gdzie podrzucali mi konkretne scenariusze. Od razu wiedialam, ze na jeden zle odpowiedzialam, ale poszlo mi ok. Na nic sie nie nastawialam, bo bylo tam sporo bardziej doswiadczonych ode mnie osob, tez nawet jesli bym te prace dostala, to musialabym wybierac pomiedzy nia, a czyms rownie waznym. Zaczelo padac, wsiadlam w autobus i podjechalam do Christie's, gdzie niestety spoznilam sie pare godzin na zobaczenie zdjecia Charlotte Newtona obok zdjecia Bowie Pozniej podjechalam na King's Road zrobic zdjecie kina na instagram lol i wrocilam powoli na Strand. Zmierzalam juz na screening, ale przypomnialo mi sie o wystawie Juergena, wiec weszlam na moment do Somerset House. Okazalo sie, ze to nie tylko Jego zdjecia, ale paro-dniowy festiwal zdjeciowy. Nie zdazylam zjechac do galerii na dol, bo chcialam zajac miejsce na King's College. Bardzo bylam podeksytowana i mialam wysokie oczekiwania, ktore zostaly spelnione, omfg. Musze zaczac odswiezac torrenty. Edytuja to jacys geniusze. Nie moge sie nadziwic ta sztuka.
Co ja robilam w piatek, hmm... Wieczorem jechalam do Dzieci. Musialam oczywiscie posluzyc sie whatsappem. Rano pojechalam na spokojnie obejrzec PhotoLondon. Bylam na siebie zla, ze nie wzielam dzien wczesniej ulotki, bo rano bylo spotkanie z Juergenem, o ktorym przeczytalam pare minut po tym, jak sie skonczylo Zjechalam na dol i bylam zawiedziona, bo bylo zdjecie z sesji Charlotte z lisem, ale bez Charlotte... Obejrzalam filmik, na ktorym Juergen chodzi po wystawie w Berlinie, na ktora jade, bo tam razem z listem, jest tez Charlotte. Chcialam pozniej obejsc wszystkie wystawy, ale okazalo sie, ze trzeba miec na nie bilety Wrocilam pozniej do domu, nie pamietam jak. Po poludniu zebralam sie do Dzieci. Po raz pierwszy nie mialam nic az tak waznego do zrobienia, wiec troche dziwnie sie tam czulam. Zrobilam makaron, polozylam Ich spac, obejrzalam Grahama Nortona i bylam zbyt zmeczona, zeby cokolwiek zrobic. OMG, zapomnialam! Zadzwonili do mnie z Royal Albert Hall. Dostalam prace Szkoda ze u Dzieci nie udalo mi sie napisac, bo bylam wtedy bardzo podekscytowana. Wylecialam na dwor zadwonic do Karoliny. Nie wierze, ze cos mi sie udalo. Zaczelam tez analizowac wszystko, bo bede miala pare waznych zyciowych decyzji do podjecia, ale na razie odkladam to na pozniej... Nie moglam zasnac. Pawel wpadl na moment o 2, bylam wykonczona. Wrocili przed 6 rano... Jak mi zalezy, zeby wrocili wczesnie, bo sie gdzies spiesze, to musze do Nich wydzwaniac, bo sie spozniaja, a jak raz chce sie normalnie wyspac, to wracaja nad ranem... Nieprzytomna wrocilam do domu. Musialam obudzic sie o 10, zeby kupic day-seats do Donmaru. Pozniej wrocilam do spania.
W niedziele wracalam do pracy. Poranna zmiana w Christie's, nie chcialo mi sie, ale nic prawie nie robilismy, skonczylismy przed czasem, chodzilam tylko po schodach z canapes, wybralam nawet i kupilam buty w Internecie i zjadlam jakies 10 paczkow. Lecialam pozniej szybko kupic spodnie, ktore zostawilam on hold. Spotkalam sie z Karolina na przystanku 19 i wrocilylsmy razem do domu na drzemke Bylam jednak w dobrym stanie fizycznym, wiec poszlam na rolki. Wrocilam do domu i mialam chwile, zeby zrelaksowac sie i poczytac ksiazke, na co zazwyczaj w ciagu dnia nie mam czasu. Wieczorem jechalysmy z Karoina do kina. Mega pusto bylo w BFI. Jeden z najsmutniejszych filmow, I've ever seen. Wrocilysmy do domu i poszlysmy dosc szybko spac. Rano musialam wstac na uczelnie i myslalam, ze wpadne tam na pol godziny, ale siedzialam do konca zajec, a nawet dluzej, bo musialam porozmawiac z Candida, z ktora gada sie jak ze sciana i nie udalo mi sie wykrecic showcase, wiec dzis wieczorem z Karolina musialam zeydowac showreel i napisac personal statement na showcase, na ktorym nawet nie bede. W miedzyczasie bylam w pracy w moim nowym miejscu pracy Royal ALbert Hall. Poszlysmy pozno wstac, ale budziki mialysmy nastawione na 9, bo kupowalysmy rush tickets na Virginie. Coz to byla za akcja. Wlaczylam traydcyjnie odliczanie sekundowe i kliknelam w dobrym momencie, ale zadne bilety nie chcialy mi wejsc do koszyka. Karolinie sie udalo, ale nie chciala przejsc platnosc, wiec musialysmy je sprytnie release i przerzucic do mojego koszyka, co luckily sie udalo. Front row prawie centre. Dziwnie sie czulam z dniem wolnym. Jedynym zadaniem bylo kupno kwiatow dla Imeldy. Odprowadzilam Karoline w poludnie na South Ken i wyruszylam pozniej w poszukiwania. Na stacji ladnych bukietow nie bylo, ale znalazlam idealny w Waitrose i zadowolona wrocilam do domu. Nie udalo mi sie zdrzemnac; bylam pewnie za bardzo podekscytowana. Wyszlam z domu wczesnie, z winkiem w butelce po kakalku, ktore popijalam w drodze 19. Zdarzylam ogarnac sie w mojej ulubionej lazience i podeszlam pod teatr. Pefect timing, bo Imelda niespodziewanie przyjechala po jakichs 10 minutach. Nie stalam przy samym stage door, wiec zdazyla wejsc do srodka, wpadajac na jakas kobiete z psem. Nie chcialam Im przerywac, wiec chowalam sie za rogiem, czekajac na moja kolej. Ta kobieta nie mogla przezstac o sobie gadac Imelda zdazyla mnie w miedzyczasie zauwazyc i w pewnym moencie zawolala do siebie. Troche czulam sie niezrecznie, wiec zaczelam od przepraszania i dalam Imeldzie kwiatki, ktore bardzo Jej sie podobaly. Caly czas nazywala mnie 'darling', przyciagnela mnie tez do siebie, przez to ze byla tam ta druga kobieta, nie zaczelam tez gadac o sobie tylko mowilam o Virginii i Follies, przy czym Imelda trzepnela mnie w ramie, jak stwierdzilam, jak soon sie to zaczyna. Pozegnalysmy sie i zadowolona z mission complete (wreszcie) ruszylam w strone Leicester. Nie moglam sie do nikogo dodzwonic, a musialam podzielic sie z kims przezyciem. Odebraly w koncu Oldzi i Zbora, ktore nie sa do konca w temacie, ale milo bylo Je slyszec W koncu Karolina wysiadla z metra i zlapalysmy sie w polowie drogi, po czym usiadlysmy na pre-show dinner w Macu OMG, HONESTLY, BYL TO NAJLEPSZY PERFORMANCE ZE WSZYSTKICH 8, JAKIE WIDZIALAM! Bede go pamietac do konca zycia. Wrocilysmy pozniej szybko do domu, bo obie musialysmy dzis wczesnie wstac, ale o tym w osobnym wpisie, bo ten niby konczylam wczoraj wieczorem