• Wpisów:2881
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:75 547 / 3626 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ALE VICKI MNIE WKURIWA. Wlasnie wyszla z naszego studia, amialabym taka satysfakcje piszac to z Nia za ekranem. Nie znam osoby, ktora by byla tak bardzo off point jesli chodzi o komentarze zwiazane ze mna. Jest fake i mega nieprofesjonalna.
Nie podobaja mi sie specjalnie theatre hours, bo wiedzac, ze przychodze wieczorem do pracy, czy szkoly i tak nie moge sie skupic na niczym, zeby zrobic wciagu dnia. Poszlam rano na spacer w pizamie, spodnie mi spadaly, byl przepiekny autumn day, az sie dziwie, ze nadal jest tyle lisci, bo ostatnio bylo zimno. Caly czas przezywam Cypr/Stockholm. Wrocilam do domu i probowalam znalezc jakiekolwiek zimowe rzeczy. Posprztalam pokoj i przyszykowalam pranie, ktore zapomnialam wziac ze soba. Zebralam sie pozniej na przejazdzke na King's Road, bo chcialam kupic cos w Tigerze dla moich Couchsurfers i sluchawki, ale oczywiscie nigdzie nie maja z moim wejsciem do telefonu, a na oryginalne mnie nie stac. Fail, bo nic nie kupilam, ale milo bylo zobaczyc King's Road i ogolnie wyjsc z domu w ciagu dnia, bo ostatnio tylko jezdze do szkoly albo do pracy.
Przyjechalam za wczesnie, pomimo ze sie totalnie nie spieszylam, ogarnelam pranie i zaczelam sprzatac wardrobe. Teraz siedizmy u nas w studio, przyszla Vicki, ktorej wkruwianie jest calkiem entertaining. Bede musiala teraz skasowac historie, bo zawsze z tylu glowy siedzi mi, ze ktos srawdzi moja historie, wrzuci do trasnlate i bede wiedizeli co o nich pisze.
Nie chce mi sie dzisiaj. Jutro tez mi sie specjalnie nie chce. I nie chce mi sie jechac do Stockholmu.
 

 
Znowu nudy. Zaraz otwieramy show. Mielismy dzisiaj dress rehearsals, nawet dosc szybko zlecialo, zawsze cos mamy do roboty ze smoke machine. Nie wiem, czy jestem dumna i zadowolona z tego show, bo w sumie calkiem duzo na nim zrobilam, ale myslenie o niezobaczeniu Charlotte na Cyprze, wprowadzaja a raczej trzymaja mnie non-stop w nijakim podejsciu do calej reszty. Ogarnelam dzisiaj troche Stockholm, ciesze sie, ze jade, ale jest to bardzo bittersweet. Bede ogladac Charlotte na ekranie, zamiast widziec Ja na zywo. Bede zamarzac, zamiast chodzic w letnich ubraniach. Chce zeby bylo juz po wszystkim.

Nie potrafie ostatnimi czasy siebie do konca zrozumiec i do siebie dotrzec. I to uczucie pustki towarzyszace mi od maja po Walii... Love hurts.
 

 
Nudyyyyyy. Czuje, ze ta szkola nie przygotwuje mnie do konca na prace w prawdziwym teatrze, bo nie wyobrazam sobie az tylu tea breaks in the real world.
Wczoraj w miare dzien zlecial, wieczorem poszlam na poszukiwania czapki i rekawiczek do ASDY, ktorych i tak nie moglam kupic, bo nie mam jeszcze wyplaty. Wieczor zmarnowalam, ale nie mam nic konkretnego do zrobienia anyway.
Dzisiejszy pozniejszy start byl bez sensu, bo i tak obudzilam sie po 7. Od 11 nic nie robimy tylko przerwa od przerwy. Mamy teraz dwie dress rehearsals, wiec przynajmniej na cos sie przydam.
Bez sensu to wszystko, chce do Paryza, niespecjalnie do Stockholmu. Chce do Charlotte
 

 
Czwartek, czwartek, let me wroc to whatsapp. Ok, w czwartek nie bylo juz totalnie nic do roboty i spedzilam caly dzien kryjac sie z Sian w wardrobe. Przywlaszczylam sobie komputer, zeby pograc w gierki online. Wlaczylam McDonalds i nawet zaciagnelam Karoline na chinczyka na kurniku W pewnym momencie nawet polozylam sie pod stolem na nap, po czym musialam wrocic, bo z Sian mialysmy cos jeszcze do zrobienia. Skonczylismy wczesnie though i jakims cudem mialam sporo energii. Zrobilam dodatkowo super zakupy w Waitrose. Wrocilam na moment do domu i skorzystsalam z niesamowitej okazji majac czas i sile i POSZLAM NA SPACER. Taka mala rzecz, a tak cieszy. Zainspirowana Karolina postanowialm sprawdzic, czy jest juz w sklepach nowych Harper's Baazar. Przeszlam sie na King's Road. Wpadlam do sklepu i jak zobaczylam Jej nazwisko na okladce, wrocilam blyskawicznie do domu, wpadlam do corner shop, gdzie tez mieli gazete, pobieglam do domu, po moje awaryjne £5, pobieglam z powrotem do sklepu, kupilam gazete, w biegu otworzylam ja, a wszystko po to, zeby znalezc zdjecie ze starej sesji... Lepsze stare zdjecie niz zadne. Dodatkowo byl w prezencie ladny lakier do paznokci
W piatek bylo najbardziej busy. Od rana pomagalysmy Annie przenosic kostiumy, potem zawieszalismy caly set, siedzialam caly czas na gorze telescope, Vicki wszystkich wkurwiala, bezsensownie nas pospieszajac, po poludniu zaczelismy tech rehearsals i bardzo mi sie podoba nasza pozycja, siedzenie na gorze w tech box, skad wszystko widac, nie musimy nic za bardzo robic i moge sobie spokojnie siedziec i zajmowac swoimi sprawami. Troche podrzemalam, troche poogladalam proby, dosc szybko zlecialo i totalnie jak na taki tydzien, nie czulam sie jakosc szczegolnie zmeczona. Szlam od razu spac, bo budzik mialam nastawiony do pracy na 5 rano...
W sobote nie bylam radosna od samego poczatku i chcialo mi sie plakac przez Cypr, ale praca na mnie zawsze dobrze dziala i cieszylam sie, ze przez 4,5h godziny bede z Sarah stala na Door 9 i kierowala wojsko i performers w odpowiednie miejsca W zyciu czegos takiego nie widzialam. Zagladalam co chwile do auditorium i wszystko wygladalo niesamowicie i podniosle. Udalo nam sie zalapac na main briefing i zaluje, ze tego nie nagralam, bo mielismy ludzi z rzadu od anti-terrorism, ktorzy opowiadali nam jak secure jest nasz budynek i czulam sie safer niz jakbym byla w Howarts. Dostalam jednak chujowe pozycje i myslalam, ze sie poplacze. Na obu nie bylam w auditorium i tylko kombinowalam jak z loggia east wbic do srodka. Nagroda pocieszenia bylo to, ze bylam z moja crush number 2, ktora flirtowala ze wszystkimi zolnierzami, przez co bylam niesamowicie zazdrosna. Na drugie show przenosilam sie na loggia, gdzie mialam performers, photographers, BBC, moniotr i mnostwo akcji. Mialam tez super team, wiec nie bylo problemu zamienic sie na moment ze Stefii, czy Linda, zeby posiedziec w srodku. Pomagalam tez z kurtynami wpuszczajac performs na scene. Zapomnialam wspomniec o tym, ze Krolowa z rodzina siedziala w royal box i caly czas sie na Nia patrzylam. Nie da sie tego eventu opisac. Caly czas bylam mega wzruszona. Spadajace poppies przy grobowej ciszy... Najlepsza zmiana ever. W ogole nie odczulam tego, ze bylam tam przez 15 godzin.
W niedziele juz tak bardzo nie chcialo mi sie pracowac. Dostalam na moment najgorsza pozycje i w ogole nie ogarnialm, ale na reszte dnia mialam najlepsze. Serio, caly czas nie dowierzam, ze placa mi tyle za taka przyjemna prace. Najpierw pomagalam na circle, potem boxes na drugim pietrze, ktore byly puste i czyste, wiec nawet na turnaround nie musielismy sprzatac, siedzielismy przez wiekszosc czasu i jedlismy cytrynowe cukierki, Tom nas wyslal na dodatkowa przerwe, pozniej przez prawie 2 godziny siedzielismy z Sabina i Philem, nie wierzac w to, jak bardzo nie ma nic dzisiaj do roboty, pozniej przez chwile zrobilo sie troche busy, bo byli late z doors i musialam wszystkie otworzyc w tej samej chwili. Byla to bezproblemowa zmiana, crowd przez oba dni byl cudowny, w wiekszosci starsi ludzie, wszyscy potrzebujacy assistance. Czuje, ze bylam w ten weekend bardzo dobrym steward i odpowiadalam na sryliony pytan z radoscia Na koniec bylam na chorze, gdzie siedzial chor, wiec musialam siedziec na zewnatrz. Myslalam chwilowo, ze umre z nudow, napisalam poemat, myslalam o Charlotte, o wszystkim... Po pracy doladowalam Oysterke, wrocilam do domu i prawie od razu padlam. Obudzilam sie dzisiaj 6 minut przed budzikiem...
Mialam mega dobry timing, zrobilam duze zakupy, marze o kinie i modle sie, ze skonczymy dzisiaj chwile wczesniej.

Popelniam uczuciowo najwiekszy blad w zyciu w ten weekend, jadac do Stockholmu zamiast na Cypr. Jedna z najtrudniejszych decyzji w zyciu, ale w sumie bylo juz za pozno, zeby o czymkolwiek decydowac.
 

 
Takie zaleglosci! Chyba wezme ze soba komputer na tech rehearsal
 

 
Umre dzisiaj z nudow i ze zlosci, bo czuje, ze ostatnio naprawde marnuje czas, nie posuwam sie z niczym do przodu, nie posuwam sie z Charlotte do przodu, nie mam nic do planowania itd.
Spie regularnie jak nigdy, a i tak ze znudzenia brakuje mi energii. Chce miec weekend w Paryzu kazdego dnia.
Dobrze, ze Stockholm w przyszly weekend, pozniej Poznan i Berlin, bo mam troche dosc szkoly i Londynu bez atrakcji.
 

 
Przywlaszczylam sobie znowu komputer i ukrywam sie w wardrobe z energy drinkiem, hopeful, ze wreszcie zabiore sie za napisanie waznego maila. W jakas godzine zrobilysmy w trojke wszystko, co jest zaplanowane na dzisiejszy dzien. Skonczym wczesniej, tzn. o 6pm... Zaluje teraz, ze nie mialam rano sily, zeby spakowac prania, to bym sobie wszystko na spokojnie zdarzyla wysuczyc, a nawet wyprasowac.

Juz dostaje troche na glowe od rutyny, ale za 1,5 tygodnia Stockholm, dwa tygodnie pozniej Poznan i Berlin, pozniej troche wolnego, musze pomyslec o Rzymie na sztuke Lilianny Cavani, a o 2018 na razie nie chce myslec, bo jesli chodzi o podroze, to nigdy w zyciu nie bede miala juz tyle wolnego, co w 2017 (bylam jak na razie za granica jakies 18 razy, nie moge sie nawet dokladnie doliczyc lol). Thank you, Charlotte.
 

 
Przywlaszczylam sobie wlasnie komputer na lunch. Moze zabiore go nawet do domu. Nie wiem dlaczego dopiero na to wpadlam, bo wala sie on po naszym office od miesiaca.

Jak opisac jeden z najbardziej spontanicznych, najlepszych i najbardziej crazy weekendow w Paryzu... Jeszcze mnie post-depression nie uderzyla, ale caly czas jestem pod wrazeniem siebie, jak ten dlugi weekend ogarnelam i ze fizycznie go przezylam.

W czwartek nie udalo mi sie pojsc wczesniej spac, bo okazalo sie, ze Charlotte byla w Londynie i odebierala jakas nagrode w Claridges. Jak zwykle wplywa to na caly moje zycie. Najgorszy timing ever ma ta kobieta. Udalo mi sie w koncu polozyc.
Wychodzilam w piatek rano z domu, wiedzac, ze najprawdopodobniej nie wroce do niego az do poniedzialkowego wieczora. Bylam w calkim dobrym stanie. Dojechalam na miejsce tradycyjnie, dlugo przed czasem, wiec podeszlam na Waterloo zobaczyc piekny sunrise. W Hiltonie zaczelam przenosic wszystko na miejsce. Cieszylam sie bardzo na darmowa kawe i snacks, haha. Powoli ludzie sie zbierali i caly event stawal na nogi. Zalapalam sie na najlepsza prace, klikanie stolow, zamiast ich noszenie Witalam tez niektorych exhibitors. Gary zabral mnie na induction w Adelphi. Byl z Nim Jullian z zeszlego roku, oboje pracuja od zawsze w teatrach. Niesamowite jest to, ze wszyscy sie w tej industry znaja. Bylam mega podekscytowana, ze bylam based w Adelphi, bo mam z tym teatrem emotional connection, od czasow Sweeney Todd w 2012 <3 Musialam pozniej wrocic na jeden wyklad do Hiltona. Projektor nie dzialal, ale staff hotelu zalatwila drugi, wiec wszyscy poszlo wedlug planu. Nawet duzo osob zabookowanych przyszlo, wiec nie bylo niezrecznie pusto w najwiekszej sali. Workshop byl o lighting i podobalo mi sie, ze nawet troche wiedzialam, o czym mowa. Pozniej mialam assist in the marketplace, wiec przeznaczylam ten czas, zeby obejsc wszystko dookola i obczaic, czy jest tam ktos z kim moglabym porozmawiac o potencjalnej pracy albo placement. Spotkalam tez Lynn z naszej szkoly, ktora wiedziala kim jestem i ze oposcilam pierwszy tydzien (pewnie wie tez o wszystkich moich abscences i o tym, ze nie zaplacilam jeszcze fees). Pozniej mialam przepyszny lunch, zapakowalam sobie tez manadrynki, banany, crisps i cukierki na droge Musialam podejsc jeszcze do banku, zeby wplacic pieniadze i wreszcie wyjsc na 0... Pozniej trzy workshops w Adelphi. Na pierwszy najbardziej czekalam, bo byl dokladnie o tym, co mnie interesuje. Wygoogle'owalam ziomka, zeby wiedziec, jak wyglada i byl troche zdziwiony, ze Go od razu rozpoznalam. Moglam to troche inaczej rozegrac, bo wyszlo troche awkward, a jest artistic director super teatru i mowil, ze po znajomosci u Niego mozna dostac prace. Tak sie rozgadywal, ze balam sie, ze nie zdazy powiedziec nic na temat, ale w sumie wlasnie o takie opowiadanie historii z zycia rezysera/stage managera chodzilo. Dalam mu 5 minute call, skonczyl na czas, wyprowadzilam pare osob i wrocilam na dol, bo chcialam z Nim pogadac. Nie zaoferowal mi pracy ani placement, ale wiem, ze jak cos, to moge sie sama do Niego odezwac Mialam pozniej drugi o Company Managment, ktory byl troche interactive i wbrew sobie i moim non-existing acting skills zglosilam sie, zeby pomoc przy jednym cwiczeniu. Ah, genialna byla ta kobieta, w zyciu nie uda mi sie miec takich people skills. Bardzo przydatne to bylo, tez dobry kontakt. Serio, jesli chodzi o teatralny networking to nie ma na to lepszego miejsca niz TheatreCraft. Ostatni wyklad mnie najmniej interesowal, ale i tak ciekawie sie sluchalu. Musialismy pozniej tylko spakowac krzeszla, poprosilam tez ushera, zeby wpuscil mnie do pustego auditorium, bo potrzebowalam zdjecie na Instagram. Mialam jechac z Adelphi prosto do pracy, ale bylo na tyle wczesnie, ze wrocilam do Hiltona z ekipa, zeby sie pozegnac. Do pracy dojechalam spokojnie na czas, od razu zalatwilam z kochana Janke, ze moge wyjsc wczesniej do domu <3 Wszystko szlo mega wedlug planu, do tego mialam super pozycje i po szybkim staniu na Door 12, usiadlam sobie z Anthonym i Polly i sluchalam niesamowitych historii z premiery, ktora mnie niestety ominela, przez glupie szkolne zasady, przez ktore musze siedziec tutaj codziennie do 6pm. Ludzie byli normalnie eskortami aktorow, mega jestem zla, ze cos takiego mnie ominelo. BAFTAs nie odpuszcze. Mialam tak dobry humour, ze momentami nawet podskakiwalam ze szczescia. Koncert byl cudowny. Drygowal sam kompozytor. Az smutno im bylo, ze musialam sie wczesnie zrywac. Na Victorie dojechalam punktualnie, zdazylam podejsc po cos do picia na droge. Rozegralam moja strategie przyblizenia sie do drzwi i siedzialam pierwsza do wejscia. Autobus przyjechal pol godziny spozniony. Po czym odjechal i wrocil po jakiejsc godzinie. Lacznie odjechalismy z 1,5h opoznieniem, podczas ktorego wydzwanialam do Flixbus wkuriwona, bo nie bylo na miejscu zadnego staffu. Nie dojsc ze bylam zmeczona, to specjalnie zrywalam sie z pracy wczesniej, a moglabmy spokojnie zostac do konca i nawet pojechac do domu odlozyc wszystkie rzeczy. Myslalam, ze juz nigdy nie przyjedzie ten autobus. Musze zaraz napisac complaint, zeby mi zwrocili pieniadze, najlepiej calosc, zebym sobie od razu mogla zabookowac kolejny bilet do Paryza. Najbardziej bylam zla, ze popsulo mi to humour.

PARIS
W autobusie bylo calkiem wygodnie. Zajelam takie miejsce, zebym miala o co oprzec glowe Pomimo tego ze wyjechalismy z prawie 2-godzinnym opoznieniem, na miejscu bylismy na czas. Drzemalam i obudzilam sie, jak wjezdzalismy do Paryza i poczulam to niesamowite cieplo, jak wracanie do domu,polaczone z miloscia do Charlotte i z tym, ze czuje sie tam blizej Niej. Tylko w Paryzu sie tak czuje.
Bylam przeszczesliwa. Nie moglam sie doczekac na tradycyjny spacer z Bercy do Pompidou, ktory jest moja free cloakroom. Troche zaczelo padac, ale wystarczyl mi szalik. Napisalam do paru osob, czy moge do kogos wpasc pod prysznic, bo czulam sie obrzydliwie, ale nikt w czas nie odpisal, wiec musialam sie ogarnac w toalecie w Pompidou. Potrzebowalam pozniej kawy i wydalam ostatnie pieniadze na chai latte w moim Precie, ktore w Paryzu tez jest back Ciezko mi bylo sie z powrotem podniesc, bo uderzylo mnie troche zmeczenie. Plan byl, zeby isc wreszcie na wystawe Diora, ale musialabym czekac 3 godziny w kolejce, wiec musialamy wymyslic jakis plan B. Usiadlam na moment w ukrytym parku za Louvrem i zaczelam sprawdzac w Internecie rozne teatry. Przeszlam tez przez dwa pasaze, w ktorych nigdy wczesniej nie bylam. Bylam w drodze do teatru Edwarda VII i po drodze stwierdzilam, ze nie zaszkodzi mi wejsc od opery i zapytac o bilety. Nie bylam nawet do konca pewna, czy cos tego dnia graja. GRALI I MIELI BILETY ZA 10 EURO I GO KUPILAM. Pani w box office byla niesamowicie pomocna, chcialam ze mna razem wybrac bilet, zebym miala jak najlepsze expierience. Powiedzialam, ze ide glownie zobaczyc auditorium i wybralysmy front row miejsce w boxie na ostatnim pietrze. Chcialam napisac 'myslalam, ze sie poplacze', ale nie myslalam, tylko zaczelam ryczec jak dostalam wydrukowany bilet. Nie moglam przestac ryczec przez jakas godzine, dawno nie plakalam az tak mocno i szczerze ze szczescia. Moja Mama jak mnie uslyszala, myslala, ze mi sie cos stalo Poszlam pozniej swietowac frytkami w Five Guys, ktorymi po raz pierwszy w zyciu sie nie przejadlam i wrocalam do Pompidou ogarnac sie jeszcze raz i wziac torbe. Kolejka byla dluga po obu stronach, wiec obejrzalam sobie czekajac Project Runway W Operze bylam za wczesnie, nie jest to RAH, wiec nie otwierali drzwi na rests. Usiadlam na schodach i przysiadla sie do mnie dwojka studentow z Paryza, ktorzy oferowali mi piwo i zaprosili na night out Bylam umowiona z moim hostem, ale dodalam Megan na facebooku, wiec najwyzej nastepnym razem sie do Nich odezwe, bo byli mega spoko ziomkami Pierwsza bylam do wejscia, pierwsza stanelam przy schodach, w ktore nie moglam uwierzyc, jeden z najpiekniejszych teatroch w jakich bylam, wygladalo to jak z filmu. W srodku jeszcze bardziej. Nie potrafie tego opisac. Nie potrafie opisac tego, ze mialam caly box z widokiem na caly teatr tylko dla siebie, jak niesamowite bylo to experience, jeden z najlepszych teatralnych w calym zyciu. Pod koniec przyszedl jeden Pan, ale ten box byl naprawde wielki. Byla tam nawet kanapa i lustro. On top of everything, zobaczylam w programie, ze beda tanczyc do The Rite of Spring. Myslalam, ze umre z emocji. Nagralam to az na insta story, ktorego nie uzywalam od kiedy Charlotte usiadla pare rzedow przede mna w Venecji w marcu. Byly trzy akty, The Rite of Spring na koncu, ale dwie pierwsze rzeczy byly tez idealne. Pisalam tez z moim hostem, wiec nie musialam sie nigdzie spieszyc, bo sie umowilismy na spokojnie po operze. Ale mi smutno teraz, chce jeszcze raz... Probowalam zabookwoac taksowke, ale karta mi nie przechodzila, wiec ruszylam na szybki spacer. Umilila mi droge Zbora i szybko dotarlam do St Michel, gdzie Hamza czekal przed barem zaraz obok jednej z moich ulubionych uliczek z kinem Isabelle. Poznanalm tez Mayre, ktora tez u Niego byla i Ludo, z ktorym okazalo sie, ze tez pisalam. Nie moglam ogarnac tej sytuacji Akurat przenosilismy sie do Lubo pare numerow domu dalej, nie moglam ogarnac DD Podeszlismy tylko z Hamza do sklepu po wino i Red Bulla, ktory naprawde pomogl mi przetrwac pare godzin. Ludo studio jest niesamowite. Bylam tak moja wymarzona atmosfera chillu i artyzmu, lol. Leciala muzka, w tle film Davida Lyncha, Ludo gadal rzeczy, jak z kosmosu, gadalismy z Mayra, Mariella i Hamza o wszystkim, w zyciu nie spalilam na raz tyle ziola, pilismy wino, byl to dokladnie taki wieczor, o ktorym marzylam. Doslownie wymarzony paryski wieczor. A, zapomnialam dodac, ze wszystko dzialo sie jakas minute od uliczki Charlotte, na ktorej temat oczywiscie w pewym momencie zeszlam... Dotrwalam mega dlugo jak na to, ze nie bylam na nogach od dwoch dni i bardzo chcialam w pewnym momencie wstac i zaczac tanczyc, ale bylo to fizycznie niemozliwe. Polozylam sie na kanapie i mialam najlepsza drzemke ever. Hamza zamowil taksowke i przed 4am wrocilismy z Mayra w trojke do domu, gdzie OMG WZIELAM PRYSZNIC I POSZLAM SPAC. Doslownie czulam sie jakbym wygrala milion na loterii.
Reno wstalam, Hamza jeszcze spal, wiec nie chcialam Go budzc, Mayra tez byla gone, wiec zebralam sie i spakowalam, i jak pisalam Hamzie karteczke pozegnala, to sie obudzil, wiec zostalam na sniadanie. Zrobil mi przepyszna kawe i jadlam chleb z Morocco i crepes z czekolada w pieknym nowym mieszkaniu na poludniu Paryza. Kocham Couchsurfing. Pozegnalam sie i ruszylam na pociag. Pogoda byla przepiekna, szlam przez park i az nie chcialo mi sie troche jechac do miasta. Dojechalam na Chatelet, ale wykorzystalam moj bilet do konca i podjechalam pod sam Grand Palais, gdzie szlam na wystawe Irvinga Penna. OMG, dlaczego ja zawsze wybieram najlepsze wystawy ever. Zdjecia, ich ilosc i rozmaitosc byla niesamowita. Jedyny minus tego Pana, to takich, ze fotografowal chyba wszystkich oprocz Charlotte. Obeszlam cala na spokojnie, nigdzie sie nie spieszylam. Na koncu w sklepie zaczelam przegladac ksiazki, w poszukiwaniu Charlotte i znalazlam Jej odkladke z Vogue 1970, ktorej nigdy wczesniej nie widzialam na zywo. Do tego Pani ze sklepu widziala, ze mam problem ze zrobieniem zdjecia, wiec zaoferowala, ze potrzyma mi do niego ksiazke, wiec po prostu pelnia szczescia. Kombinowalam potem jak wejsc do glownego auditorium i weszlam nawet drugim wejsciem, gdzie jest inna wystawa, ale wszystkie byly nie w glownej czesci budynku. Pomimo duzego sniadania bylam mega glodna, wiec podeszlam na Champs Elysses na frytki i fante do Maca. Wracalam pozniej przechodzac przez puste ulice i nad rzeka, w strone St Michel, bo szlismy wieczorem na koncert. Mialam sie wczesnie spotkac z Lubo, ale musialam zrobic najpierw zakupy na podroz. Oczywiscie wszystkie sklepy byly zamkniete, wiec musialam wrocic do Chatelet, ale wpierw znalezc bankomat, ktory wyplaci mi 10 euro, zebym mogla kupic crepe z Nutella. Obeszlam jakies 10 bankow zanim wreszcie go znalazlam. Poszlam pozniej do Ludo, ktory jest wiksa roku i dawno tak nie chcialam kogos lepiej poznac, jak Niego. Szybko wypilismy butelke wina, popalilismy troche, pogadalismy o Charlotte i o tym jak to w polaczeniu z bad experiences na CS, zniszczylo moje podejscie do kotaktow z ludzmi. Zebralismy sie pozniej na koncert, ktory byl na Rivoli. Kolejna wymarozna rzecz. Musialam isc do toalety i omg, zrobilam sobie wycieczke po calym tym miejscu, ktore jest working atelier artystow. Nie wierze, ze nie wiedzialam wczesniej o tym miejscu. Musze tam posjc nastepnym razem na spokonie i na trzezwo. Wrocilam na koncert, zamkenlam oczy i chillowalam jak nigdy. Dolaczyla do nas Mayra i wrocilismy do Ludo, po drodze kupilam sobie crepe Ah, zostalabym tam na zawsze, niestety musialam na 10pm budzik, ktorego nawet nie uslyszalam, bo bylam spalona i po masazu plecow. Ah, spacer do Bercy jest zawsze smutny Autobus przyjechal na czas, udalo mi sie bez przepychania wejsc pierwsza i zajac to samo miejsce, nawet chyba w tym samym autobusie z tym samym kierowca, lol. Nie bylo mi tym razem tak wygodnie, do tego nie mialam nic do picia i uratowala mnie woda z kranu na granicy. Nie kontrolowalam czasu, bo nie mialam do tego glowy. Dojechalismy na miejsce, spojrzalam na godzine i okazalo sie, ze nie przestawil mi sie czas. Dojechalismy 2 godziny przed czasem. Szlam do szkoly i myslalam, ze bede musiala jechac ze stacji rowerem, zeby jakims cudem tam zdazyc, ale jakims cudem bylismy na tyle wczesnie, ze zdarzylam podjechac do domu i przespac sie godzine. Ciezko mi bylo wstac, ale i tak mialam niesamowite szczescie, ze tak sie wszystko udalo. Mialam nawet czas i pieniadze na zakupy na caly dzien, bo czekal mnie pierwszy dzien production week od 9am-9pm.

Nie moge uwierzyc w to, ze tak dobrze fizycznie sie czulam. Bylam nawet bardziej pobudzona niz zazwyczaj. Zaczelismy od zawieszania swiatel, wiec trzymala jedynie wozek, robilysmy tez z Sian gdzieniegdzie maly rzeczy na set, siedzialam tez w wardrobe z Anna i naszywalam rozne rzeczy, co jest chyba moja ulubiona czynnoscia w szkole. Na lunchu polozylam sie na stole i zdrzemnelam na chwile. Pozniej robilismy pare rzeczy w teatrze i na dworze, podobal mi sie ten dzien, bo caly czas bylo cos do zrobienia, ale nie musielismy sie z niczym spieszyc. Wypilam tez popoludniu Monstera, wiec naprawde caly dzien czulam sie bardzo dobrze. Paint call wieczorem, myslalam, ze bedzie bardziej fun, ale pomazalam sie cala farba, w tym bransoletke. Nie dalo sie tego z niczego zmyc, pobrudzilam tez cala lazienke.

Musialam po tym wszystkim pojsc jeszcze pieszo dolaowac Oysterke. Wrocilam do domu, wylalam na palce prawie caly zmywacz do paznokci, co i tak nie pomoglo i poszlam na kolejny upragniony prysznic. Wrocilam potem do lozka i lol pogralam chwile w Simsy przed X Factor, po czym poszlam SPAC DO LOZKA PIERWSZY RAZ OD CZWARTKU.

Dzisiaj rano obudzilam sie mniej wyspana niz po tamtej jednej godzinie. Dzisiaj jest nudniej, chociaz moglabym cos teraz robic, ale musialam nadrobic pingera i zajelo mi to wlasnie ponad lunch. Wyslalam tez ta complaint, musze tylko wystwaic references na Couchsurfingu, zaczac ogarniac Stockholm i cale moje zycie bedzie ogarniete.
 

 
Can't say the same about today.
Wczoraj i dzisiaj nie mamy prawie nic do roboty i na sile zostalismy wyslani na probe. Uwielbiam ogladac aktorow w akcji, ale denerwuje mnie, ze nie mamy zadnych konkretnych zadan, bo jak lubie sie obijac, tak sa jakies granice. Polaczylam wczoraj pare ropes cable ties, dzisiaj pomoglam Charlie zegregowac gels, o i zrobilam i wyprasowalam pranie, ogladajac Bake Off, najbardziej ekscytujaca czesc tego dnia.
We wtorek pojechalysmy z Sian na Wings. Wyjscie bylo super, ale sztuka kolejna disappointing produkcja. Wczoraj mialam zostac w szkole na Great Expectations, ale dostalam oferte darmowych biletow na A Woman of No Importance i udalo mi sie wszystko ogarnac, zeby do teatru na czas dotrzec. Koncowka byla troche dramatyczna, bo wyszla informacja o Charlotte na Cyprze, na ktora czekalam od sierpnia, odkad wystep przelozono. Najgorszy timing ever, najtrudniejsza decyzja w zyciu... Bede siebie troche nienawidzic jak tam nie polece.
Dzis rano Lucy zaczela od pytania o Charlotte, bo ziomki Jej powiedzialy, ze jestem obsessed.
Wylecialam ze szkoly szybko i dotarlam na spokojnie na Strand, gdzie chwile wczesniej taksowka wjechala w sklep. Odebralam bilet, zdazylam podejsc do Tesco po tania kawe i wrocic na otwarcie auditorium, gdzie czekala na mnie niebieska kurtyna. Kolejna dissapointing produckja, ktora on paper wygladala, jak cos wymarzonego.
Kupilam energy drinka na droge do domu, zeby byc wstanie spakowac sie do Paryza.
Nie mam jutro wolnego. Wstaje o 5 rano na voluntariat, z ktorego zrywam sie wczesnie, zeby zdazyc do pracy, z ktorej bede musiala zerwac sie wczesnie, zeby zdazyc na autobus.
Nie ogarniam chwilowo zycia, a myslalam, ze do konca roku mam wszystko ulozone. Glownie za sprawa pieniedzy, z ktorymi jestem tak bardzo w tyle.

FFs teraz zobaczylam to 'I miss Charlotte' na dole i dostalam, co chcialam, a nie moge tam nawet jechac...
 

 
Ale dzisiaj fun dzien w szkole Wlasnie spedzilismy lunch break grajac w Double, gre planszowa. Juz wszystkich lubie i nikt mnie nie denerwuje Rano tez byl fun, bo z Sian poszlysmy na Clapham Junction po props etc. I don't get to go shopping around, wiec fajnie bylo pochodzic dookola i ze zroznicowanej shopping list probowac znalezc rzeczy. Wieczorem idziemy na Wings do teatru, wiec przynajmniej nie zmarnuje calego wieczoru grajac w Simsy
Zaczelam wczoraj ogladac francuski serial, polecony przez Jeanne i Claire, zeby cwiczyc francuski. Nie moge sie doczekac na weekend w moim miescie, musze zaczac planowac teraz activities, bo oprocz wystawy Diora nie mam nic konkretnego do roboty.
Az mnie kusi napisac, ze kocham zycie. Dawno nie mialam tego uczucia.
I miss Charlotte.
 

 
Udalo mi sie wczesniej wyjsc i nawet zdazylam wpasc do domu, zeby sie przebrac. W pracy w piatek bylo tak jak sie spodziewalam, nikt nawet specjalnie nie wiedzial, ze tam jestem, stalam bezsensownie na wejsciu, przynajmniej duzo osob podchodzilo z pytaniami, jak show sie zaczelo, gadalam z ziomkami na door 12, troche posiedzialam i jakos te 3 godziny zlecialy.
W sobote cieszylam sie nawet na 14-godzinna zmiane Mialam siedziec przez 8 godzin pilnowac zablokowanych drzwi. Bylo tyle events tego dnia w srodku, ze tylko pierwsze dwie godziny sie troche dluzyly, ale pozniej bylo troche action, pogadalam tez z Claire o Charlotte w bardzo psychologiczny sposob i z Bryony. Mialam pozniej 1,5h do mojej actual zmiany i omg, moja crush sie niespodziwanie pojawila, przez co przez reszte dnia w pracy zachwowywalam sie przy Nim mega awkward. Poszlam do Hyde Parku na godzinny spcaer i nie moglam sie nadziwic kolorami nieba przy zachodzie Slonca. Wrocilam podekscytowana, dostalam super pozycje, po czym zjebalam rotacje i oczywiscie kto ja robil, moja crush, ktory na bank wie, ze sie napalam na Niego albo przynajmniej mysli, ze jestem dumb. Na koneic na door 12 gadalysmy z Dziewczynami o celebrities i programach TV, wiec tez jakos zlecialo.
Niedziela, moj pierwszy dzien off od wiekow. Przespacerowalam sie rano King's Rd naladowac Oysterke, po czym podjechalam na Piccadilly na trening na TheatreCraft. Kawa, biscuits, czego chciec wiecej. Jestem bardzo zadowolona z mojego grafiku, bo jestem w Adelphi z kochanym Garym, ktory jest venue coordinator. Niespodziwanie skonczylismy 2 godziny wczesniej i nie moglam uwierzyc, ze mialam nagle czas, zeby pospacerowac sobie po centrum i to przy ladnej pogodzie. Zeszlam w dol St James's, przeszlams sie zamknieta The Mall do Buckingham i z powrotem przez park. Zmierzalam do National Gallery, zeby popatrzec sobie na obrazy Canalletto Venecji. Weszlam do jednego pokoju i az mnie troche zamurowalo, bo sstala tam i spokojnie ogladalam obrazy Christine Baranski. lol Chcialam zrobic Jej bardzo zdjecie, ale Jej chlopak caly czas sie rozgladal, wiec nie chcialam byc intrusive. Wpadlam na Nia pozniej jeszcze pare razy, wiec przenioslam sie do National Portrait Gallery, jak zwykle liczac, ze zawiesili z powrotem portret Charlotte. Podeszlam pozniej jeszcze do Waterstones popatrzec na wszystkie ksiazki, na ktore mnie nie stac i wolno wracalam do teatru, gdzie z TheatreCraft team szlismy na show. Dostalismy front row tickets, usiadlam kolo Sudi, z ktora znalysmy sie z zeszlego roku i z kolega, z ktorym zaczelismy przezywac Ralpha Fiennesa i innych aktorow. Show bylo mega impressive, jak na to, ze wystawiali je mega mlodzi aktorzy. Lecialam pozniej szybko do domu na wieczor nadrabiania moich guilty pleasures.
Dzis odrana z Sian przeszlysmy sie na Clapham Junction ukrasc gazety, ktore pozniej shreddowalysmy i spray'owalysmy i to chyba na tyle ile mamy dzis do zrobienia, wiec pewnie bede sie do konca dnia nudzic.
 

 
Dostalam dzisiaj dwa grafiki, jeden na TheatreCraft, drugi do Stockholmu i life sorted, musze tylko kupic tam bilety i wykombinowac jakies pieniadze na zycie, bo nie stac mnie nawet na banana Caly dzien sortowalismy dzisiaj 12 tysiecy plastikowych kulek, lol. Serio, nic poza tym nie zrobilismy, co mi calkiem odpowiada, ale denerwuje mnie to, ze musze tu teraz siedziec do 6pm. Musze zaraz pogadac z Lucy, zeby wyjsc wczesniej, bo nie zdaze do pracy...
 

 
Ah, sroda. It seems, ze mam na przemian dobry/zly dzien. W srode lecialam na extra duties do pracy. Przez ostatnie 3 godziny wycinalismy jedynie conffetti i udalo nam sie skonczyc na tyle wczesnie, ze zdazylam wrocic do domu ogarnac sie przed praca. Mielismy super team, the Hall byl caly pusty, zaklepalam sobie najlatwiejsza pozycje, ale i tak na poczatku zdarzylam zjebac, bo nie odebralam customers z restauracji, zakladajac, ze sami poradzili sobie do gory, a byla to starsza Pani na elektrycznym wozku... Glupio mi bylo. Pozniej troche mi sie dluzylo, chociaz ciekawie obserwowalo sie na korytarzu spiewakow operowych szykujacych sie do wystepu w przepieknych sukniach. Bylam jednak zmeczona, po calym dniu w szkole te extra duties to przesada. A i caly dzien nic nie jadlam, wiec nie moglam sie doczekac na moment, kiedy wpadne do domu po karte.
Wczoraj kolejny dzien z Anna i kostiumami. Na poczatku pomagalysmy naszyc jakies rzeczy na spodnice, rozmawiajac przy tym o teatrach i podrozach. Pozniej siedzialysmy z Sian przez caly popoludnie na costume fittings, co bylo dosc fun, ale nie moglam przestac myslec o tym, ze niektorzy ludzie, robia cos takiego z Charlotte, omfg, can you imagine. Wczoraj po raz pierwszy nigdzie sie nie spieszylam, bo przez zmeczenie i brak pieniedzy musialam odrzucic idea teatru i wizytu u Imeldy. Fajnie bylo posiedziec w szkole do konca i nie stresowac sie szybkim wyjsciem. Wrocilam do domu zebrac sily i wybralam sie na spacer na King's Road. Moja ukochana ulica w Londynie.
Dzis naprawde nie mamy juz nic do roboty. Jechalam wlasnie na Tooting Broadway po farbe i oczywiscie wzielam za malo pieniedzy, przez co bylo male zamiesznie, ale jakos ogarnelam. Po raz pierwszy tez zrobilam porzadne pranie! W przyslzym tygodniu bedziemy musial prac kostiumy, wiec w ramach cwiczen wypralam sobie i wysuszylam koszule do pracy

Denerwuje mnie, ze nie odpisuja mi ze Stockholmu, zeby potwierdzic zmiany, bo chcialabym juz sobie do konca ten semestr ogarnac.
 

 
Tyle do nadrobienia. Zaczne od konca.
W poniedzialek nabralam energii wracajac do domu. Wieczor byl tak przyjemny, ze nie chcialam zmarnowac go kompletnie w domu, wiec wybralam sie na rolki. Brakuje mi ostatnio mojego parku. Ogladalam pozniej X Factor i o 11pm naszla mnie nie do oparcia ochota na Pringlesy, wiec w pizamie, z mokrymi wlosami, wybralam sie na dodatkowy spacer.
Te Pringlesy uratowaly mi zycie, chociaz w sumie gdyby nie ta wycieczka, to karte mialabym caly czas w portfelu. Wstalam chyba lewa noga. Zadowolona bylam z produktow spozywczych, ktore tanio sobie dobralam. Nie moglam sie doczekac na darmowa kawe i wtedy odkrylam, ze nie mam pieniedzy, bo zostawilam karte w kieszeni od innego plaszcza. Caly dzien bez jedzenia, wiedzialam, ze bedzie ciezko. Przejechalam caly dzien na herbacie z cukrem. Bylam przez to w dosc zlym humourze, nie mialam na nic sily i nic mi sie nie chcialo. Lazilismy po szkole caly dzien, szukajac i robiac props. W miedzyczasie byl tez maly cyrk, ktory staje sie powoli tutaj codziennoscia. Vicky zatrzymala mnie z Sian na rozmowe a propos tego, ze nigdy nie zglaszamy sie do pomocy, bo jest prawda, ale tez Dan i Charlie sa do wszystkiego chetni, wiec wszyscy sa zadowoleni Wczoraj naprawde I couldn't care less. Mielismy pozniej prezentacje o jakiejs hire company, na sam koniec dnia zaczelismy ogarniac set na Great Expectations i malowac still deck... Nie chcialam sie pobrudzic, co bylo ciezkie. Patrzylam tylko na zegarek i myslalam, jakby sie jakos wczesniej wykrecic, ale po ostatnich akcjach, musze z tym uwazac. W koncu wylecialam stamtad punktualnie o 6pm. Jakims cudem nie bylo w ogole korkow, wiec dojechalam do RAH w czasie, zeby sie troche ogarnac i zrobic sobie kawe w steward's room, i odebrac bilety na O stalls. Liczylam na box, ale boki stalls, to moje ulubione miejsca, bo najlepiej widac orkiestre <3 Koncert byl przepiekny, dokladnie to, czego potrzebowalam po dosc meczacym dniu w szkole. Nie moglam sie doczekac na perspektywe powrotu do domu i jedzenia. Wpadlam tylko po karte i poszlam do Coopa.
Dzisiaj wstalam prawa noga. Zrobilam w Waitrose takie same zakupy, ktore musialam zostawic wczoraj. Dzien jest piekny, nie moge sie doczekac, az pojde wieczorem na krotka zmiane do pracy, siedzielismy wlasnie na probie Twelfth Night i do konca dnia bedziemy musieli wymyslac sobie zajecia, bo nic konkretnego do roboty nie mamy.

MUSZE OGARNAC DO KONCA STOCKHOLM
 

 
Weekend w pracy byl bardzo przyjemny. Trafilam na dwie podobne pozycje w oba dni, obie w srodku. W sobote zaczynalam na Grand Tier, po czym przenosilam sie na Circle i z powrotem, w the other way around. Chcialam na tym skonczyc opis pracy, ale przypomniala mi sie akcja ze swap, hahaha. Na lunchu przysiadl sie do mnie kolega, z ktorym oboje poprzednio mielismy problem z pozbyciem sie sobotniej zmiany na sluby naszych znajomych. Zapytalam sie, czy przypadkiem nie wzial by moich rests w niedziele, bo musze isc na trening i sie zgodzil. Poszlam pozniej na przerwie do biura, zeby z supervisors wpisac to do zeszytu i nie wiedzialam, jak kolega sie nazywa. Bylam pewna, ze ma na imie Paul, ale nikogo takiego nie bylo na liscie, wiec Karolina wpisala innego Paula, ktorym na pewno tym nie byl. Pare nastepnych godzin w pracy spedzilam stresujac sie ta sytuacja, probujac znalezc Jego nazwisko (i imie) i biegajac po budynku, zeby Go znalezc. W koncu sie udalo i kamien spadl mi z serca. Zapisalam sie na dodatkowa zmiane, wiec z tiers zeszlam na dol, gdzie co chwile zmieniano moja pozycyje, az zostalam na Door 1, gdzie siedzialam przez godziny, raz po raz otwierajac komus drzwi, w tym takiemu cute ziomkowi, ktory niestety nie poprosil mnie o numer Wychodzilam z budynku prawie ostatnia.
W niedziele dzieki Philowi (jak sie okazalo, ze Paul ma na imie ), moglam rano jechac na trening na TheatreCraft. Milo bylo zobaczyc pare znajomych twarzy. Dostalismy grafiki i ilosc workshops i venues jest mindblowing. Dobrze, ze udalo mi sie przyjsc na te dwie godziny, bo robilismy wtedy zapoznawcze gierki. Przed poludniem musialam zbierac sie do pracy. Dojechalam chwile wczesnie, wiec zdazylam na moment wbic do Hyde Parku i zachwycac sie liscmi i wiatrem. Modlilam sie o kolejna dobra pozycje i dostalam dokladnie te same, tylko w odwrotnej kolejnosci, dzieki czemu konczylam jeszcze wczesniej. Tym razem obejrzalam dwie srodkowe czesci filmu, wiekszoswc czasu przegadalam z Amy i Ruta, na przerwy chodzilismy co chwile, robilam troche steps (przeszlam 15km w niedziele ), ogolnie bardzo przyjemna zmiana, uwielbiam te prace.
Poniedzialek w szkole byl rownie przyjemny, bo spedzilam prawie caly dzien w wardrobe z Anna, pomagajac Jej przy kostiumach. Opowiedzialam tez Charlie (Charlotte) o Charlotte
 

 
Nadal uwazam, ze jestem failure, ale juz troche mniej. Ciezkie 7 dni od ostatniego wpisu. Nie sadzilam, ze ten weekend sie tak potoczy.
W piatek w szkole bylo super. Zadowolona bylam z naszych schodkow. Najlepszy tydzien so far hands down. Planowalam pozniej w oczekiwaniu na show o 7.30pm zabrac sie wreszcie porzadnie za projekt. Bylam jednak wykonczona, wiec pogralam jedynie i ponarzekalam na telefonie, otworzylam prawie pusty dokument i przeslalam go sobie na maila. Nie powinnam byla w tego zostac na to show, bo bylo takie sobie, tylko sie zmeczylam i zmarnowalam caly wieczor.
W sobote czekala mnie najdluzsza zmiana w RAH. Karo i Alanna mialy slub, wiec do ostatniej chwili liczylam, ze jakos sie z niej wykrece. Nie udalo sie przez co psychicznie czulam sie caly czas fatalnie, ale fizycznie jakims cudem przezylam i nie bylo najgorzej. Na poczatku stalam przez dwie godziny i usmiechalam sie do exhibitors, ktorzy rozstawiali sie w barach. Pozniej trafilam do piekla na 12 West, gdzie w zyciu nie musialam kontrolowac tylu ludzi i odpowiadac na pytania. Lubie to though, wiec dalam rade, ale czulam sie wybawiona, kiedy w przerwie zostalam rotated na arene. I byl to jeden z najfaniejszych momentow w pracy ever. Maria zrobila nam w 5 inside rotacje, wiec co wykonanie, zmienialysmy pozycje, zeby nikt nie zasnal z nudow na The Chair, krzesle ustawionym na srodku areny przed namiotem jurorow. Siedzialam tam najwiecej razy, bo tak mi sie spodobalo Dosc szybko to zlecialo, w ogole nie czulam, ze zaczelam zmiane o 6 rano. Moglam wyjsc z pracy wczesniej, ale chcialam zostac do samego konca. Przesiedzialam przerwe i ogloszenie wynikow, po czym wszyscy poszlismy pod scene, chroniac wejsce przed publicznoscia. Bylo tak fun, ze nie chcialo mi sie az wracac do domu, ale tez nic specjalnego nie mialam do roboty.
Niedziela, oj, niedziela. Udalo mi sie zamienic zmiany, wiec mialam caly dzien off na The Globe. Pojechalam na pierwsza impreze volontariuszy, gdzie przerazila mnie ilosc osob i ogromna przestrzen. Moze nie przerazila, ale bylam overwhelmed. Planowalam jedynie zjesc ciasto, napic sie kawy i wrocic do domu, ale chcialam zostac na zdjecie. I dobrze, ze zostalam, bo pozniej udalo mi sie spotkac pare przyjaznych mi osob, James zaciagnal mnie tez do Monici, z ktora nalegal, zebym zrobila networking Na przemowach Emmy Rice i innych zalzawily mi sie oczy. Sesja na scenie byla super, spotkalam Iana i poznalalam Rafala, ktory namowil mnie na impreze wieczorem. Po zdjeciu lecialam do Karoliny, u ktorej planowalam zrobic project... Zaczelysmy jednak od makaronu, potem herbatka, potem jeden filmik z Charlotte, pozniej 10 filmikow z Charlotte, pozniej sie poddalam i wylegiwalam sie na lozku... Jakims cudem w pewnym momencie siegnelam po komputer i wspolnymi silami udalo nam sie przepisac opisy scen, ale doszlysmy do wniosku, ze fizycznie skonczenie tego jest niemozliwe. At that time nadal jednak planowalam wrocic do domu z wieczornej imprezy wczesnie i skonczyc wszystko overnight.
Dotarlam do teatru i po raz drugi bylam przez ilosc osob i miejsce mega overwhelmed. W zyciu nie widzialam takiej imprezy, wygladalo to jak z filmow. Wszyscy byli przebrani, wiec czulam sie out of place i postanowilam zrobic szybka rundke, pare zdjec i wrocic do domu. Usiadlam w lower gallery i przysiadl sie do mnie Rafal, ktoremu powiedzialam, ze nie jestem w nastroju, ale namowil mnie na drinka. Pozniej znowu bylam juz on my way po moja torbe i do wyjscia, ale znowu pojawil sie Rafal, ktory namowil mnie na kolejnego i w tym momencie spieprzylam sobie caly zycie Przesadzam, ale od tamtego momentu pare rzeczy poszlo downhill. Nie poprzestalam na dwoch drinkach, skonczylam na koniec imprezy na podlodze w lazience. Na szczescie w miedzyczasie fantastycznie sie bawilam, tanczylam na platform, pogadalam tradycyjnie z Jamesem i Lee za duzo i too much tmi, wiec bylo warto. Na szczescie nie pojawie sie tam dopiero za rok, wiec nikt nie bedzie pamietal, ze zaczelam zasypic w stewards' room i zrobilam bardzo swift exit (zostawiajac tam plaszcz). Jakbym miala wskazac moj talent, sa to powroty do domu przez caly Londyn, kiedy jestem nieprzytomna i nie wiem, co robie, ale jakims cudeem, bo przejechaniu najbardziej okreznej drogi, udaje mi sie do niego trafic. Wrocilam okolo 2am, wiec bywalam w gorszych sytuacjach, ale i tak nie wstalam do szkoly. Obudzilam sie tylko, zeby wyslac smsa. Czulam sie okropnie. Myslalam, ze glowa mi eksploduje. Zostalam z dniem off, ktorego tak potrzebowalam, ale nie bylam w stanie nic zrobic. Nawet pranie bylo ciezkie, bo bol glowy nie malal. Ostatnia deska ratunku byl spacer do Saatchi i po King's Road. Nie bylam tam jeszcze od czasu ostatniej wystawy, wiec bylo co ogladac, ale glowa nadal mnie bolala i nie moglam sie na niczym skupic. Poszlam nawet na frytki, na ktore nie mialam specjalnie ochoty. Pogadalam ze Zbora przez telefon i wrocilam do domu. Nadal mialam czas, zeby sporo rzeczy zrobic, bo byla dopiero 6pm, ale zasnelam... W ubraniu, z zapalonym swietle, najgorzej. Spalam jakies 14 godzin do rana. Obudzilam sie nadal z bolem glowy. Czekal mnie ciezki moment na uczelni, ale nie spodziewalam sie, ze bedzie tak okropnie. Przyjechalam w zlym stanie.
Vicky poprosila mnie o projekt, ktorego nie mialam. Wyprosila wtedy wszystkich z sali i mialam z Nia i Vicky pogadanke. Totalne breakdown, nie moglam przestac ryczec, nie bylo to wymuszone, ale tez nie do konca szczere, bo musialam troche podkoloryzowac moja ciezko sytuacje. Byly bardzo mile, ale sugferowanie, ze powinnam defer o rok troche mnie dobilo. Potrzebowalam jednak takiej rozmowy, zeby zdac sobie sprawe, ze naprawde musze sie poswiecic tej szkole. I tak tak zamierzalam, ale teraz naprawde nie pozwole sobie na zadne wpadki. Pozniej hmm, co robilismy tego dnia. A robilismy mark up w sali prob i teatrze. Troche czulam sie off i nie w nastroju, zeby cokolwiek robic. Jakos ten dzien zlecial. Nie moge sobie przypomniec co robilam we wtorek popoludniu, chyba tylko zamartwialam sie nad soba w domu.
W srode bylo juz troche lepiej, przynajmniej fizycznie czulam sie ok. Wstalam wczesnie rano, zeby podejsc na King's Rd i zostawic klucze dla Tusi u Alanny w pracy. Wiekszosc dnia spedzilismy na probach, co bardzo mi sie podobalo. Tusia przyszla po mnie do szkoly, wiec z duma oprowadzilam Ja po Hogwarts, nawet posiedzialysmy moment na probie. Jechalysmy pozniej prosto do NT, kupic bilety na... Follies... Pan przed nami akurat kupil ostatni, wiec dostalysmy standing za £5. Przebralam sie w sukienke, poszlysmy po picie/jedznie i wrocilysmy do teatru, gdzie dolaczyla do nas Nicole. OMG, nie sadzilam, ze Follies moze mi sie bardziej spodobac, ale z tych 4 razy, ten byl najlepszy. Poszlysmy pozniej na stage door, bo chcialam wreszcie pogadac z Imelda, ale musiala wyjechac podziemnym parkingiem, bo samochod na Nia nie czekal. Przespacerowalysmy sie na Strand i wrocilysmy 11 do domu, gdzie pokazalam Tusi Rose's Turn, po czym padlysmy.
O, juz jestem na wczoraj. Wycieczka do muzeum, jpdl, nadal jestem zla. Jechalam ponad 2 godziny do East London, z czego ostatnie 20 minut biegiem przez Old St, zeby sie nie spoznic, ale skonczylismy i tak czekajac pol godziny na dwie osoby. Muzeum zajelo nam jakies 15 minut. Poszlismy pozniej jeszcze na kawe, ale bylam poirytowana i nie chcialo mi sie z nikim rozmawiac. Sami tez mnie denerwowali. Najbardziej jednak to, ze zostalam z calym dniem wolny, ale nie mialam zadnych planow. Podjechalam wpierw do The Globe, gdzie odzyskalam moj plaszcz po imprezie. Chcialam wykorzystac to, ze mam chwile off w ciagu dnia, wiec poszlam do Tate 2, gdzie w galleries jeszcze nie bylam. Nie bylam impressed though. Wymeczylo mnie to jednak. W autobusie porzadnie zasnelam. Nie chcialo mi sie wysiadac, ale spacer do domu przez przepiekny jesienny park mnie ozywil. W domu nadrobilam Bake Off i The Apprentice, po czym zbieralam sie na Late Night Jazz w RAH.
Ah, cos mi ostatnio przerwalalo. Late Night Jazz byl mega cheesy i koles, ktory spiewal byl obrzydliwym mezczyzna, ale i tak mi sie podobalo, najbardziej starsza parka obok, ktora spiewala wszystkie piosenki. That's it.
W piatek zaczelam od spotkania z Johnem, ktory rezyseruje Twelfth Night i mial pomoc mi poradzic jak radzic sobie ze stresem, lol. Cieszylam sie, bo wreszcie nauczylam sie cwiczenia relaksacyjnego, na ktore normalnie nie mam czasu. Nie mysle, zeby mi sie to przydalo i nadal mi sie wydaje, ze gdybym chciala, to moglabym totalnie panowac nad swoimi emocjami, ale milo, ze sie o mnie troszcza. Pozniej tez mailam tutorial z Lucy i Vicky i vicedyrektorem, ktorzy radzili mi rowniez a propos mojej diety, lol. Powiedzialam, ze nie chce przekladac kursu o rok i ze sie ogarne. Ok, cofnelam sie na whatasappie, bo juz nawet nie pamietam co robilismy. Spedzilam caly dzien w poszukiwaniu manekinow przez telefon, w Internecie, a po zajeciach bylam tak nakrecona i mialam poczucie misji, ze przeszlam sie po Clapham Junction, wchodzac do sklepow, po czym zdazylam podjechac do Peter Jones na King's Rd, gdzie zostawilam swoj kontakt, na ktory nikt nie oddzwoni. Ah, King's Road, nie stac mnie teraz na kawe, czy ksiazke, wiec wrocilam do domu, gdzie zmarnowalam reszte wieczoru, bo nie mam teraz specjalnie nic do zrobienia. MUSZE SIE ZABRAC ZA FRANCUSKI!
 

 
I'm a failure.
 

 
Fuck, I'm tired. Jakos sie jeszcze trzymam, ale ledwo. Odpoczne dopiero 4 grudnia. Podoba mi sie taki busy tryb zycia i na razie nie czuje, zebym popadla w rutyne, ale ten weekend bedzie ciezki, bo zajebisty projekt, ktory chcialam zrobic porzadnie, systematycznie i nie na ostatnia chwile, zostawilam, well, na doslownie ostatnia chwile. Do poniedzialku duzo czasu, tylko ze jutro mam najdluzsza zmiane w zyciu, a w niedziele caly dzien spedzam The Globe.
Wczorajszy dzien moglam zaplanowac troszke wczesniej i lepiej. Nie mielismy zajec i siedzielismy przed komputerami. Zamiast zabrac sie za projekt jak zwykle sprawdzalam sobie bilety lotnicze i inne. Odkrylam, ze sprzedaja na Annette za £5 bez kolejkowania i dlugo sie nie wahalam. Przerazajace jest to, jak latwo przychodza mi wymowki do glowy. Zaplanowalam cala akcje na lunch. Powiedzialam Vicky i Lucy, ze musze jechac odebrac Mame do North London, bo wysiadla z lotniska ze zlego autobusu. lol Tak szybko sie z tym wszystkim uwinelam, ze w domu mialam czas na drzemke, z ktorej nie moglam sie wybudzic. Podjechalam autobusem do BFI na ostatnia chwile. Talk byla cudowna, nie mialam pojecia o az takim background teatralnym Annette. Pozniej z powrotem do domu jak najszybciej, zeby odpoczac chwile przed praca. Ale mi sie nie chcialo. Jak zwykle skonczylo sie super i coraz milej mi tak wszystkich widziec, przywiazalam sie do ludzi, nawet jak z kims zbyt duzo nie rozmawiam. Bylam po calym dniu wykonczona, wypilam w pracy na koniec kawe, zeby miec sile w domu zabrac sie za projekt. Zaczelam, ale czulam sie tak zle, ze musialam sie poddac.
Dzis rano troche ruszylam, zaluje, ze nie zaczelam tego miesiac temu...
Robimy finalowy projekt w workshop, co mnie jedynie trzyma na nogach. Nie wiem, czy powinnam tutaj zostac po zajeciach, czy wrocic do domu...
  • awatar Gość: no wis jożem wczoraj se dziń zapla perfect ale no co zrobisz? no co zrobisz jak mi lochy zaczeły knura wołać. No tak kwiczały no to co było robić. Trzeba było ciongnik ten nowy wis new holland zostawić i wziońść ten stary ale i tak nie bardzo bo ile un tam mo, ze 3 lata Usrus klatke zapiąć i wio do zapylania. I Anzel ten od knura już był wyszykówany na ślub cywilny w urzedzie no i zły ale co musiał sie przebrać i pomagać w spółkowaniu. No to były cudowne chwile, tak patrzeć jak zara bedo na swiecie nowe loszki i knurki. No i zapłaciłem i wróciłem do domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
OMG, WCZORAJ W FILMI Z ISABELLE BYLA TAKA INNA LADNA PANI I MOWIE A SPRAWDZE CZY NIE GRA W TEATRZE W PARYZU I GRA W LUTYM W TEATRZE W KTORYM WIDZIALAM CHARLOTTE
 

 
Mam juz teraz taka fobie, ze zastanawialam sie, czy nie wrocic sie do domu, bo zostawilam w kontakcie ladowarke.
Picture frame challange, ale mi ten dzien zlecial! Uwielbiam to drewno. Na poczatku zjebalam, bo nie chce mi sie rowno nic mierzyc i wszystkie joints do siebie nie pasowaly, ale jakims cudem z tego wybrnelam i wyszla mi calkiem zgladna ramka, czy cokolwiek to bylo. Zrobilam tez sobie dziure w reku dlutem, ktorym pozniej wydlubalam moj podpis na drewnie. Bedzie mi Paula dzisiaj brakowalo.
Wrocilam do domu zmeczona, nic zdarzylam nawet w spokoju odsapnac i lecialam szybko na LS, gdzie czekala na mnie Nicole, jedna z moich najwiekszych inspiracji Poszlysmy na kawe i wrocilysmy sie po tanie bilety. Paryz to nasze miasto i dzieki Nicole wierze, ze ciezka praca naprawde poplaca. Film genialny. Jeden z lepszych, jakie widzialam w tym roku. Wrocilam pozniej do domu i dalam rade obejrzec bardzo entertaining nowy odcinek od The Apprentice.
Dzis do szkoly mi sie nie mialo spieszyc, ale i tak wyszlam w pospiechu przez co ta niewylaczona ladowarka. Posilam sie wlasnie energy drinkiem na nudny dzien stage management.
Nie mam czasu zrobic prania, zastanawiam sie kiedy mam zrobic caly projekt.

edit:
Sny! Musze cwiczyc spiywanie; nie tylko odpowiadanie Karolinie na whatsappie.
Pierwsza czesc doczyla sie chyba w Roya Chelsea Hospital. Wbila tam nagle Meryl w make up i prostetics i zaczela przewidywac swoje nominacje za The Post. Harvey Weinstein tez tam chyba byl...
W drugiej czesci bylismy ogromna ekipa ze szkol w jakims chyba osrodku w gorach na Slowenii. Tanczylismy i nagle zaczelismy sie zbierac kupic kartnety na jezdzenie i wyciagalam z piwnicy w moim domu deske snowboardowa. W koncu nie dojechalismy na czas czy cos i nie pamietam za duzo szczegolow, dammit
 

 
Musze zaczac spisywac sny znowu tutaj, zeby je lepiej zapamietywac. Snilo mi sie dzisiaj, ze bylam nad morzem na dzialce, ktore bylo czarne i czegos jakbym pilnowala, ale dokladnie nie pamietam czego. Pojawil tam tez sie Nick, ktoremu tlumaczylam, ze nie mialam czasu sie ostatnio odzywac. Byla tez pozniej jutrzejsza/przyszlotygodniowa wycieczka do muzeum, ktora zamist do Geffrey, byla do Hampton Court. Spotkalam Vicky w autobusie n Beaufort St w pizamie i powiedzialam, ze nie chce tam jechac. Anyway...

Najlepszy tydzien so far w szkole. Uzywalismy wczoraj nowej pily i robilismy ramki, co zajelo nam wiekszosc dnia. Bylam tak ze swojej dumna, ze zabralam ja do domu. Byl ladny dzien, nie czulam sie zmeczona i jako ze skocnzylismy 15 minut early, co tutaj czesto mi sie nie zdarza, postanowilam wykorzystac wolny wieczor i kupilam spotnanicznie bilet do Wyndham's. Wrocilam odpoczac na chwile do domu i zebralam sie do teatru. Wzielam tez ze soba ksiazke, ktora wreszcie udalo mi sie dokonczyc w autobusie. Dojechalam do centrum odpowiednio wczesnie i zdazylam wpasc do toalety w kinie, kupic chai latte, odebrac bilet, podejsc do Tesco po koperty i wet wipes, i wrocic idealnie do teatru na otwarcie auditorium. Kocham Wyndham's. Zrobilam pare tradycyjnych zdjec i zajelam miejsce. OMG, przydarzylo mi sie tego wieczoru cos dziwnego i ekscytujacego. Z kolesiem siedzacym samemu obok przez cale show prowadzilismy gierke stykania sie lokciami itp. Nie bylo to tylko w mojej glowie, serio, robilismy jakies dziwne ruchy. Momentami tak sie nakrecalam, ze musialam sie odsunac, bo nie moglam spokojnie oddychac, lol. Ta cala akcja byla odwazajemniona, jestem tego pewna. Show nie mialo interval i zastanawialam sie co zrobic na koniec. Dlaczego nie powiedzialam sobie wtedy, ze fear makes me courageous? Moze zmarnowalam okazje na cos super. Zebralam sie szybko i wyszlam z teatru, obchodzac go dookola 5 razy, liczac, ze na tego ziomka wpadne.
Wrocilam do domku, obejrzalam troche Bake Off i poszlam spac. Teraz popijam energy drinka i koncze ogladac. Uwielbiam te poranki w szkole.
 

 
Godzina na projekt, to moja godzina na pingera. Swietne wczoraj byly zajecia z Paulem. Gdyby ktos mi powiedzial, ze bede pila ciela drewno na 5 roznych sposobow, to bym raczej nie uwierzyla. Dobrze nam wszystkim szlo, Paul byl zajebistem nauczycielem, pozniej mialam mala personal zalamke, zaskakujaco zwiazana z moja Babcia i Charlotte, i troche bylam unstable, ale dotrwalam do konca.
Pozniej w korku i stresie jechalam po rush tickets do Curzon, po czym okazalo sie, ze nie ma na special presentation rush, ale przynajmniej zobaczylam sie z Karo i Alanna. Postanowilam skorzystac z okazji i pospacerowac po King's Road. Weszlam do M&S po tanie jeansy, do Waterstones znalezc moja wypatrzona ksiazke o historiach z Paryza, po czym przystanelam przed jednym z butikow i OMG, MOPED PROBOWAL ZNOWU UKRASC MI TELEFON. Jak inaczej moglby ten wpis wygladac. Ta sama sytuacja co w marcu, tym razem w bialy dzien na busy King's Road, dzieki czemu udalo mi sie held on it i nie dal rady mi go wyrwac. Stanelam tam jak wryta i nie do konca wiedzialam, czy sie cieszyc, czy byc przerazona. Ostroznie przespacerowalam sie do domu, przezywajac selfie Charlotte z planu w Paryzu. W domu mialam ambitne plany, ale zginelam w telefonie i nic nie zrobilam. Przed snem przesylalam Karolinie moje sny, ktore znalazalam tutaj w archiwum i ubolewalam nad tym, ze takich juz nie miewam. Prbowaoalm sobie cos przysnic szalonego, ale chodze teraz za bardzo zmeczona spac... Bede probowac dalej.
 

 
Czesto tak mowie, zwlaszcza jesli chodzi o jakies akcji zwiazane z wyjazdami, ale ta Copenhaga to byl jeden z najlepszych pomyslow, na jakie wpadlam w tym roku.
Na lotnisko dojechalam 3 godziny przed czasem. Tak cieplutko bylo w autobusie, ze z bolem wysiadalam, ale na lotnisku jakos sie rozbudzilam. Nie bylo kolejek, przeszlam przez security, w ladnym sklepie typu Tiger kupilam idealna poszewke na klucze z wieza Eiffela <3 Poszlam do Preta po chai latte, usiadlam przy stoliku i zaczelam przerabiac scenariusz, czujac sie bardzo profesjonalnie. Zawsze marzylam o tym, zeby siedziec na lotnisku z kawa i jakimis waznymi papierami, lol. Odlecielismy punktualnie, na lotnisku w Cph tez wszystko szybko poszlo, wsiadlam do metra na front pociagu i w 15 mins dojechalam do centrum, gdzie na wejsciu na deptakt przywital mnie banner festivalu. Mialam prawie 2 godziny do mojej zmiany, ale podeszlam najpierw wszystko ogarnac. Wygladalo to mnie przerazajaco, niz sie spoiedziwalam, byl tam tez malo ogarniajacy volontariusz, wiec od razu poczulam sie lepiej <3 Dostalam koszulke, zostawilam rzeczy, odebralam darmowy bilet na Hannah i poszlam do parku na gigantyczny napad szczescia. Wszystko szlo tak idealnie, nie moglam przestac przez telefon przezywac. Podeszlam szybko na Nyhavn po tradycyjne zdjecie z Cph Zrobilam male kolko, odwiedzajac ponownie kosciol i usiadlam w Macu na szybko kawe. Ale bylam podekscytowana. Na infodesk wszystko mi wyjasniono. Okazalo sie, ze da sie wszystko spokojnie ogarnac i po chwili odpowiadalam juz na pytania, glownie kierujac ludzi do box office Wiekszosc osob zaczynala rozmowe po dunsku, ale bez problemu przestawiali sie na anigelski. Kocham Scandynavie. Ludzie z PIX tez byli ekstra. Opowiadali mi duzo o Danii, festivalu i Copenhadze. Promowalam tez Hannah, nie zglebiajac sie w szczegoly mojej milosci Konczylam zmiany po poludniu i szlam prosto na druga do innego kina. Bylo tam wieksze zamieszanie niz u nas, ale pojawil sie Frank z Camilla, ktorzy pokazali mi gdzie jest box. Mialam rozdawac karty do glosowania z dlugopisami i potem je zebrac, przy okazji ogladajac sobie film Przyszla tez przemila Ines z Hiszpanii, z ktora super nam sie rpacowalo. Film tez byl zajebisty. Musialam nawet interweniowac w pewnym momencie, kiedy na calej sali zapalily sie swiatla. Po filmie zebralysmy wszystko i odstawilysmy na miejsce. Mialam sie spotkac z Marcela, ale nie zdazyla wyjsc z domu, co mnie troche zdenerwowalo i wyrzucilam z siebie wszystko Zborze przez telefon; bylam chyba zmeczona. Przeszlo mi od razu jak zobaczylam Marcele Ah, jak milo bylo w Jej mieszkaniu i lozeczku Serio, potrzebuje 5 sekund, zeby poczucuc sie gdzies w domu. Wypilam przepyszna herbatke, stawiajac ja na pieknym parapecie. Gadalysmy do pozna, pozniej nie moglam zasnac, bo chcialo mi sie siku, Marcela wstawala rano, przez co mialam rwany sen, ale rano dolezalam sobie godzine i bylam w miare obudzona. Druga zmiana na infodesk, nie moglam sie doczekac Drugiego dnia bylo troche bardziej busy. Jury przyjezdzalo na seans o 12.30 i dwie osoby w nim mialy urodziny, wiec z Frankiem przygotowalismy sale na dole. Najdluzej zajelo nam przekrojenie tortu na pol Zjechala sie tam cala ekipa PIX, bylam tam jedyna nie Danish person i nie moglam czuc sie lepiej. Troche awkward jedynie bylo spiewanie dunskiego sto lat Jury przyjechalo, niespodzianka sie udala, pobieglam potem z powrotem do gory, bo na infodesk nikogo nie bylo, pozniej wrocilam wszystko posprztac, zjesc tort, pozbierac mini dunskie flagi, i ogolnie bardzo szybko ten poranek lecial. Amelie poleciala mi pare rzeczy na zwiedzanie, bo po zmianie mialam spare 2 godziny. Po chwilowym gradzie, pogoda byla z powrotem przepiekna. Wrocilam do domu na moment odlozyc rzeczy i poszlam na wieze, skad widac cale miasto. Z dolu Cph jest przpiekna, z gory wyglada jak kazde ladne miasto z gory. Spacerowalam pozniej nad rzeka, na koniec zasluzone frytki w Macu. Spotykalam sie z Marcela o 6pm w kinie. Zajelysmy przytulne miejsce. Kupilam kawe i dwa kubki wina na pozniej. Dolaczyla tez do nas Katka, ktora bardzo chcialam poznac. Zaczela sie rozmowa o Charlotte, probowalam byc opanowana. Nie udalo mi sie jednak, kiedy zobaczylam Andrea. Mini zawal. Wszyscy zbierali sie juz do sali, skorzystalam z okazji, ze nikt nie krecil sie wokol pieknego plakatu Charlotte, zeby zrobic sobie z nim ladne zdjecie. Weszlysmy do sali, siedzialam na samym srodku w trzecim rzedzie, ktory byl pierwszym, bo nikogo przede mna nie bylo. Andrea zapowiedzial film, ah, jaki On jest przyjemny i articulate. Zaczela sie Hannah. Wino przetrzylam do samego konca. Jesus Maria, TEN FILM. Ten film byl zrobiony dla mnie, zebym mogla poczuc sie jakbym byla z Charlotte blisko fizycznie i emocjonalnie. Nie da sie opisac tego, ile dla mnie znaczy. Q&A z Andrea, fuck, nie moge sobie wybaczyc, ze zapomnialam je nagrac. Rzadko sie zdarza, ze wszystkie pytania sa strzalem w dziesiatke. Oczywiscie pytano o Charlotte, o Venecje, o sound, o meaning, o techniczne aspekty filmu, Andrea odpowiadal dlugo, ale na temat. Byl rpzy tym oczywiscie niezwykle uprzejmy i czarujacy. Wyszlam stamtad speechless i z ugietymi kolanami. Bardzo chcialam z Nim porozmawiac, ale byl otoczony ludzmi, a nie lubie przeszkadzac. Na szczescie mialam ze soba Marcele i Katke, z ktorymi razem do Niego podbilysmy. OMG, gdybym tylko mogla nagrac Jego rozmowe z Katka, jakie mieli connection. Byl tak otwarty, ze w ogole sie nie stresowalam, powiedzialam co chcialam, przezylismy tez moment wspominajac Charlotte, spytal sie o moje imie, popprosilam pozniej o zdjecie i byl to jeden z najlepszych momentow w tym roku. Nie moglam pozniej ogarnac Wyszlysmy na dwor i wrocilysmy do srodka, bo mialysmy z Marcela bilet na jakis dziwny screening, ale postanowilysmy ostatecznie pojsc do baru. Nie moglysmy przestac rozmawiac o filmie, marzylam o analizowaniu tworczosci Charlotte przy winie w Copenhagen. Zdzwonilam sie pozniej z Tomkiem, bo ogarnelismy, ze nie ma juz roamingu nawet dla UK. Marcela powiedziala, ze czas sie zbierac, wiec wrocilam do srodka po rzeczy i pozniej stalo sie cos, na co czekalam od swiat 2016. Zostalam zaczepiona przez trzy middle-aged Dunki a propos mojej torby. Okazalo sie, ze tez wlasnie byly na filmie i zaczelysmy przezywac Charlotte. Chcialy zdjecie mnie z moja torba, wiec Im zapozowalam, po czym poprosilam o selfie. Pozniej sytuacja zrobila sie jeszcze bardziej nieprawdopobona, bo wyszlysmy z Dziewczynami na dwor, po czym jedna z Pan za nami wybiegla, zeby spytac sie o moje imie, BO CHCE TO ZDJECIE WYSLAC DO CHARLOTTE. I was like WTF DO YOU KNOW HER. Powiedziala, ze nie, ale zna kogos, kto zna Charlotte, wiec to do Niej przekaza. Nie wiem czy powinnam sie cieszyc, czy bac, pewnie both, ale pewnie i tak do Niej moje zdjecie nie dojdzie. Totalnie nie ogarnialam juz tego dnia. Pozegnalysmy sie z Katka na rogu i zaczelam sie zastanawiac, czy nie powinnam tam wrocic po jakis kontakt od tej kobiety. Lepiej zalowac, ze sie cos zrobilo, niz zalowac, ze sie czegos nie zrobilo. Zabralam sie za to jednak zbyt subtelnie, bo nic z dodatkowej rozmowy nie wyszlo, ale przynajmniej probowalam. Wrocilysmy padniete z Marcela do domu, polozylam sie do lozka i obejrzalam nowy odcinek Project Runway.
Obudzil mnie budzik o 7.30am. Zastanawialam sie jak rozegrac sprawe z zamiana zmiany. Bylam w sumie wyspana i zawsze chcialam odbierac gosci na festivalach, jescze od czasu Transatlantyku, wiec powiedzialam Marceli, ze pojade za Nia. Mialam sporo czasu, szybko sie uszykowalam i dobrze, ze to zrobilam, bo zadzwonila do mnie koordynatorka i okazalo sie, ze musze na miejscu byc pol godziny wczesniej niz myslalam. Luckily nie da sie mieszkac bardziej w centrum niz Marcela, wiec w 10 minut bylam pod hotelem. Zalowalam tylko, ze nie mam czasu, zeby obfotografowac puste, neidzielne ulice. Dotarlam na miejsce do biurka festivalu. Bylam bardzo podekscytowana. Przyszla tez driver i poprosilam o pare podstawowych informacji, takich jak skad ta osoba przyjezdza. Dziewczyna zaczela spisywac mi dane lotu i zauwazylam, ze przylatuje o 11.15am, a nie o 9.55am. Nie ogarnela, wiec zadzwonila do head of guests i okazalo sie, ze mieli zle wpisane w grafiku. Gdybym tego nie wytknela, to na marne pojechalysmy na lotnisko. Bylam zawiedziona, ale zyskalam czas na spacer po centrum Wrocilam do domu po Marcele, z ktora poszlysmy na super targ na sniadanie. Rozmawialysmy o Charlotte i festivalach, okazalo sie, ze Hannah bedzie nawet w Warszawie i zaczelam znowu kwestionowac decyzje o wyborze szkoly. Nie chcialam wracac do Londynu Poszlysmy pozegnac sie pod Cinemateket. Byla to nafajenisza i najbardziej busy zmiana. Mieli screenings dla Dzieci, wiec mnostwo osob mialo pytania. Wydalam tez pare akredytacji, pare osob powygrywalo jakies ksiazki, udalo mi sie tez z calym teamem porozmawiac dluzej indywidualnie. Zwiazalam sie z Nimi przez te 3 krotkie dni. Zerwalam sie chwile wczesniej ze zmiany, zeby zdarzyc posilic sie na droge w Macu. Ale przykro mi bylo. Lalo na dworze i staralam sie ocalic moje piekne plakaty. Wsiadlam przez przypadek w pociag zamiast w metro i troche sie zestresowalam, bo jechalam bez biletu. Upieklo mi sie. Na lotnisku nigdzie nie bylo zadnych kolejek. W Londynie pobilam na bank jakis rekord, bo w niecale 15 minut bylam juz w autobusie na Victorie.
 

 
NIE. CHCE. TU. BYC.
Wiedzialam, ze tak bedzie, ale nie az tak. Nie wiem, czy zdaze opisac Copenhage dzisiaj w szkole, ale zaczne od powrotu do rzeczywistosci.
Wyjatkowo nie chcialo mi sie isc do pracy. Wyspalam sie, dzien byl ladny, ale naprawde nie chcialo mi sie pracowac, z mysla, ze dzien wczesniej siedzialabym sobie na infodesk z beautiful Danish people <3 Na szczescie mam najlepsza prace na swiecie. Byla nas tylko czworka i moim zadaniem na Classical Coffee, bylo kierowanie ludzi z windy w prawo do Elgar Room. Fajna byla zmiana z Dziewczynami, posiedzialam tez na polowie koncertu string quartet i przez okna ogladalam half marathon biegnacy przez park. Mialam godzinna przerwe pomiedzy zmianami, wiec podskoczylam do Alanny na King's Road. Brakuje mi takich spokojnych spacerow po mojej ulicy. Wrocilam do pracy na druga zmiane, gdzie dostalam spoko pozycje. Bardzo szczegolny crowd byl na Organ Gali, srednia wieku 75 lat, wiekszosc ludzi byla przekochana. Koncert byl boski, slyszac marsz weselny w tym stunning auditorium, az zachcialo mi sie brac slub. Pozniej siedzialam na drzwiach, skonczylam jako jedna z ostatnich. Wpadlam na moment do domu, przebieralam sie, malowalam paznokcie i jadlam cornera na raz, po czym ruszylam autobusami do kina po rush tickets na Pickups, pewnie jedyny film na festivalu, na ktory uda mi sie pojsc. BFI to moje cosy place. Film byl swietny, ale zrujnowalo go q&a z rezyserem, ktory jest pretentious fuck. Dodam ze przed filmem mialam ciezki moment z Charlotte, myslac o przyszlosci bez Niej. Nie wyobrazam sobie takiego zycia. Anyway, resztkami sil wrocilam do domu, obejrzalam pol godziny X Factor i poszlam sie wyspac przed szkola...
Okropnie sie tu dzisiaj czuje. Nawet nie chce mi sie z Nikim rozmawiac, tez Oni nawet nie zapytali jak tam moj weekend. Bedziemy robili jakies techniczne rzeczy w workshopie dzisiaj, na co totalnie nie mam ochoty. Mam jedynie nadzieje, ze skonczymy o 5pm...
 

 
Co za okropny poranek. Katar mi az tak nie cieknie, ale cos stalo sie na moscie i zadne autobusy nie podjezdzaly. Bylam za slaba, zeby isc pieszo, wiec wskoczylam bezsensownie na rower, na ktorym sie zgrzalam, prawie mi torba wpadla pod autobus, wystarczylo podejsc do glownej ulicy i zlapac jakis inny autobus... Moze wroce do domu rowerem, zeby bylo szybciej...
Wczoraj bylo troche bezsensownie popoludniu. Rano konczylismy szycie, na poczatku szlo mi dobrze, pozniej stracilam cierpliwosc. Przenieslismy sie do theatre, gdzie przez jakies 3 godziny przenosilam sie z jednego krzeszla na drugie, bo nie chcialo mi sie nic robic. Nawet jakby mi sie chcialo, to i tak za duzo nie bylo, wiec wszyscy bylismy troche poirytowani. Pojechalam na King's Road do Waitrose, brakuje mi czasu na spacerowanie sobie tam. W domu mialam wszystko zrobic, ale po BakeOff zaczekalm ogladac rzeczy z Charlotte i na tym sie skonczylo.
Jutro wpisu nie bedzie, bo lece do Copenhagi... Nie wiem, w co sie pakuje z tym festivalem.